Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ameryka południowa

Czy warto mówić

Ludzie przyszli, ja stanąłem z boku i tam już zostałem. A nawet zacząłem oddalać się jeszcze bardziej, na sam skraj szerokiej sceny. Ostatecznie taka była moja rola: pomóc wypowiedzieć się tym, których rzadko pyta się o zdanie i usunąć się w cień. Nie wyczułem powagi momentu. Byłem może zbyt zdenerwowany, a w procesie organizacji zbyt dużo było pośpiechu, a za mało czasu. Miasto Junín de los Andes też czasu nie miało, kończy się rok i wszyscy, którzy mają coś wspólnego z kulturą i edukacją, biegają po spotkaniach, zebraniach i naradach. Tak jak ostatnio wszystko w Argentynie, tak i w tym wypadku dojazd był bardzo drogi, bo co powiecie na 90 zł za 160 km podróży autobusem od osoby. Nawet nie chodzi o pieniądze, tylko o to, że człowiek czuje, że go okradają. Wybraliśmy się z Lucíą autostopem i przyjechaliśmy parę godzin przed wydarzeniem. Gmina zaoferowała nam nocleg w hotelu po projekcji. Nie było więc czasu, żeby przyjechać spokojnie dzień wcześniej i posmakować wibracji powietrza w te...

22 radości na 2022 rok

Rok 2022 minął szybko. Aby nie umknął naszej pamięci, warto zapisać to, co nam ze sobą przyniósł. A w szczególności: to, co się udało, co dało powody do radości i pozwoliło myśleć i planować rok i lata kolejne. Co więc się wydarzyło w związku z podróżą , twórczością dokumentalną i literacką podczas ubiegłych 12 miesięcy? Rok 2022 zaczął się i skończył w podróży, ale ponad połowa z jego 12 miesięcy upłynęła mi w El Chaltén 1. Ukazała się w druku książka "Sprzedani. Reportaże z peryferii" , wielowątkowa relacja z Paragwaju  oferująca Czytelnikom odmienny punkt widzenia na zależności między centrum i peryferią zglobalizowanego świata. Po początkowych problemach z dystrybucją, książka jest już dostępna w szerokiej sieci sprzedaży, w tym w Empiku , Czytam.pl czy w Gandalfie . 2. Spisałem pięcioczęściowy cykl relacji "Granice historii. Argentyna od Atlantyku po Andy" (części pierwsza , druga , trzecia , czwarta i piąta ). W trakcie pisania znalazłem inspirację i p...

MPZD #5 | | Dziwne napięcie na sali

Oto piąty odcinek  małego podcastu z drogi . Poniżej znajdziecie dźwięk, a jeszcze niżej zdjęcia ilustrujące opowieść. Na trzecim etapie moich poczynań z wydarzeniami kulturalnymi w Ameryce Łacińskiej wyczuwam na sali pewne napięcie, którego wcześniej nie było. To zupełnie inna jakość spotkania, gdy prezentowany materiał dotyka widzów osobiście. 1. Plakat projekcji "Synów tej ziemi" w mieście Santa Rosa 2. Przygotowania 3. Rusza dyskusja 4. Wojciech dyskutuje 5. Juana opowiada Zobacz także --> Czy o big data bić się trzeba (Magazyn Kontat) 6. Podziękowania 7. Juana Vila Rosas i Wojciech 8. Może znajome z Santa Rosy: Juana (85 lat) i Teresa Perez (75). Wszystkie powyższe zdjęcia są autorstwa Lucii Gelves . 9. Obrazek z ulicy 1. Doczytałeś/aś do końca? Mam nadzieję, że było warto! Jeśli chcesz,  możesz odwdzięczyć się za przygotowany przeze mnie tekst jednorazową, dobrowolną wpłatą ,   coś jak  postawić mi kawę  w zamian za interesującą historię. Takie wsp...

Kto pije wodę z rzeki

  Lago Viedma, sektor Bahía Tunel, Park Narodowy Los Glaciares, Patagonia, Argentyna W wielu miejscach Ameryki Łacińskiej istnieje powiedzenie, że jeśli napijesz się wody z lokalnej rzeki lub jeziora, na pewno w dane miejsce wrócisz. Niektóre wersje twierdzą nawet, że zostaniesz. Nie wyjedziesz nigdy.  Osobiście nie zwracałem na to przekonanie uwagi. Spoglądałem na nie jako na tani wymysł marketingu folklorystyczno-turystycznego bez specjalnej głębi. Jeszcze do niedawna. W czwartek pojechałem na wybrzeże Lago Viedma, jedno z największych jezior na kontynencie, chociaż ten szczegół geograficzny nie ma akurat większego znaczenia. Potężne wzniesienie na zachód od plaży razem z ciasną kępą karłowatych drzew chroniły mnie od porywistych andyjskich wiatrów. Suche gałęzie rozrzucone hojnie pod stopami dały mi materiał na niewielkie ognisko. Zapłonął chrust i na jego ogniu mogłem przyrządzić kolację. Później chrust zapłonął ponownie. Ustawiłem nad żarem aluminiowy garnek z wodą, ...

Granice historii. Argentyna od Atlantyku po Andy (3)

Trasą numer 3 kursują wielotonowe, wyładowane po brzegi ciężarówki w długiej drodze na południe. Na północ większość z nich wraca na pusto i to był punkt dla mnie. Jednocześnie miałem ze sobą rower i ciężkie sakwy, co razem z obawami związanymi z pandemią raczej nie zachęcało przejeżdżających kierowców, by się zatrzymać. Sam nie wiedziałem, jak wciągnę gigantyczny bagaż na naczepę. Przy drodze stanąłem koło południa, usytuowałem się przy stacji benzynowej. Czekałem chyba do siedemnastej. Ale —jak wiedzą wszyscy starzy autostopowicze— po długim oczekiwaniu zwykle wpadają najdalsze kursy. Pablo jechał do Trelewu: 900 kilometrów jednym rzutem.  Zachód: bo jesteśmy na zachodzie Argentyny Od lat nie jeździłem stopem. Dosłownie. Ostatni raz łapałem auta na kolumbijskim pograniczu, kiedy usiłowałem wrócić do Wenezueli, a pogranicznicy z Cucuty nie bardzo chcieli mi na to pozwolić (anegdota znalazła się na kartach książki Upały, mango i ropa naftowa ). Lubiłem autostop. Wejść do kabiny cud...

#6 Zamba (nie mylić z tą z Brazylii) | Podcast Latynoamerykański

Zamba to argentyńska muzyka powrotów: z podróży, z emigracji, z tułaczki. I powrotów rozmaitych: do rodziny, do przyjaciół, do ukochanej. Zamba jest muzyką tęsknoty za ziemią, za naszą wioską lub miasteczkiem. Za tym co ważne. Muzyka bardzo odpowiednia na rozpoczęcie tej jesieni 2021! Dziś słuchamy i omawiamy: De mi madre - Raly Barrionuevo Tu que puedes vuelvete - Mercedes Sosa Horizonte de Octubre - Fernando Rossini Zamba y acuarela - Raly Barrionuevo Tierra Querida - Los Chalchaleros Añoralgias - Les Luthiers Zamba para olvidar - Mercedes Sosa y Diego Torres Como al aire - Juan Falú MOŻESZ wspierać powstawanie Podcastu Latynoamerykańskiego i filmów dokumentalnych zza oceanu poprzez portal Patronite.

Santo remedio

Gdy wyjeżdżałem z Rio Gallegos, miałem gorączkę. Przynajmniej tak mi się wydawało: dotykałem własnego czoła i wydawało mi się nazbyt rozgrzane, po grzbiecie spływał zimny pot. Nawet jeśli to COVID, myślałem sobie, to już lepiej przechodzić go w polu, niż w samym środku miejskiego szaleństwa. Wierzyłem we własną młodość. Mam trzydzieści parę lat, myślałem dalej, w ostateczności pokaszlę trochę, poboli mnie głowa, minie kilka dni i mi przejdzie. Miałem sakwy pełne jedzenia. Wiedziałem, gdzie znajdę wodę: powtarzałem trasę, którą przejechałem miesiąc wcześniej. Zostało tylko jedno zmartwienie: punkt kontrolny żandarmerii 30 kilometrów za miastem. Na lotnisku zrobili mi już wymaz, wynik wyszedł negatywny. Mam zdjęcie potwierdzenia badania, więc nie sądzę, by chciano mi powtarzać test COVID. Mogą natomiast zmierzyć temperaturę: to nic nie kosztuje, przykładają termometr do nadgarstka, elektroniczny przyrząd zawiadamia dźwiękiem, że pomiar został wykonany, na pomarańczowym ekranie wyświetla ...