Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą chile

#9 Muzyka rewolucyjna | Podcast Latynoamerykański

Chociaż niektórym może się wydawać, że słowo "rewolucja" odeszło do historii z końcem XX wieku, narody Ameryki Łacińskiej w dalszym ciągu doświadczają niesprawiedliwości z pogranicza feudalizmu i dyktatury, a piosenki rewolucyjne i muzyka protestu żyją na ustach wielu. Dziś słuchamy i omawiamy: América Latina Obrera - Alí Primera (Wenezuela) Doña Soledad - Alfredo Zitarrosa (Urugwaj) A Desalambrar - Victor Jara (Chile) Canción para los Valientes - Alí Primera (Wenezuela) Que la tortilla se vuelva - Quilapayún (Chile) Playa Girón - Silvio Rodríguez (Kuba) Vieja Oligarquía - Los Torogoces de Morazán (Salwador) El Ángel de la Bicicleta - León Gieco (Argentyna) El Pueblo Unido Jamás Será Vencido - Inti Illimani MOŻESZ wspierać powstawanie Podcastu Latynoamerykańskiego i filmów dokumentalnych zza oceanu poprzez portal Patronite.

Pracownicy przemysłu zapomnienia

Podczas gdy historycy, archeolodzy, rodziny ofiar i astronomowie robią, co w ich mocy, by dowiedzieć się więcej o przeszłości, armia pracowników przemysłu zapomnienia z zapałem zaciera ślady. Tak się złożyło, że tego samego dnia skończyłem lekturę pierwszej części książki "Cazadores de poder" ["Łowcy  władzy"] argentyńskiego historyka Marcela Valko i obejrzałem "Nostalgia de la luz" ["Nostalgia za światłem"] Chilijczyka Patricio Guzmana. Guzman pokazuje pracę astronomów na pustyni Atakama. Równolegle spotyka się z rodzinami ofiar dyktatury Pinocheta. Ofiar, z którymi nie wiadomo, co się stało. Światło słoneczne potrzebuje około ośmiu minut, by dotrzeć do naszych oczu, do planety Ziemi. A przecież Słonce to najbliższa nam gwiazda: światła pozostałych potrzebują znacznie więcej czasu. W tym sensie astronomowie nie różnią się od archeologów: pracują w przeszłości, "przyzwyczailiśmy się, że jesteśmy zawsze spóźnieni", śmieje się jeden z bo...

Tydzień w Chile, aktualności z Argentyny

To już trzy miesiące w Argentynie. Przy wjeździe dostałem pieczątkę z odręcznie wpisanymi 90 dniami pozwolenia na pobyt, więc przed upłynięciem trzeciego miesiąca przyszło mi opuścić kraj na chwilę. A że byłem przy granicy z Chile —i że ta granica to zaśnieżone Andy— zostawiłem rower w San Juan, wsiadłem do autobusu i pojechałem do Santiago. Ale już wróciłem, już jem z powrotem grillowaną wołowinę i słucham chacarery. San-tia-go Jeśli chodzi o mnie, to muszę przyznać, że przyzwyczajenie do tropikalnych upałów gra na moją niekorzyść. Teraz, podczas argentyńskiej jesieni, jest mi zimno i nieswojo. (Także dlatego, że w San Juan w Argentynie, czy w Santiago de Chile, jesienią i zimą temperatura potrafi istotnie obniżyć się, natomiast architekci i budowniczy najwyraźniej nie potrafią tego przewidzieć, i instalują w mieszkaniach okna "na lato", z jedną szybą, a nie instalują ogrzewania. Pozdrawiam kaszląc, Wojciech.) Mówią, że Santiago de Chile bardziej przypomina Stany...