Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ekwador

Wenezuela - Kolumbia - Ekwador na rowerze [wideo]

Podróż na rowerze przez Wenezuelę, Kolumbię i Ekwador - dzisiaj w formie wideo. Filmy publikowałem już na "znanym portalu społecznościowym", ale chyba dobrze by można było je znaleźć także na stronie. I dobrze by można było znaleźć je razem, tak jak razem Wenezuela, Kolumbia i Ekwador tworzyły dwa wieki temu zjednoczoną Wielką Kolumbię . I jeszcze dodatek statystyczny: to 400-setny artykuł opublikowany na tej stronie! Trasa podróży po Wielkiej Kolumbii Wenezuela Trasa: Z półwyspu La Guajira przez Barquisimeto, Caracas po Cumana na wybrzeżu Morza Karaibskiego. Dalej na południe, przez Maturin po Gran Sabanę, na zachód przez Los Llanos po Meridę. Muzyka: Jorge Celedon - Esta Vida  i  Andrzej Grabowski - Koza, Rower i Ja

Siedem najciekawszych wpisów 2016 roku

Jako prezent świąteczny: siedem najciekawszych wpisów 2016 roku. W zeszłym roku wybieraliście Wy (zob. Najpopularniejsze wpisy 2015 ), teraz kolej na mnie. Mam nadzieję, że poniższymi propozycjami zrobię realną konkurencję Kevinowi samemu w domu. 1. Gawęda o tożsamości latynoamerykańskiej Czyli: co to znaczy być z Ameryki Południowej? Oraz - bo nie mogło tego zabraknąć - "a sprawa polska". " W osiemnastym wieku mniej niż połowa obywateli Rzeczypospolitej mówiła po polsku. Przed pierwszą wojną światową było to sześćdziesiąt kilka procent. Teraz jest nas 99% i 99% z tych 99% krzyczy, że zawsze tak było bo psychicznie nie zniosłoby innej wersji. Dlaczego? Bo by oszaleli z niepewności.  [...]  W 1808 roku w Wenezueli żyło: 200 tysięcy białych (różnych narodowości), 207 tysięcy członków dziesiątków różnych narodów rdzennych, 433 tysiące Pardów, czyli Metysów, Mulatów i Zambo, i 60 tysięcy czarnych niewolników (różnych plemion afrykańskich). Do tego – nie liczą...

Trzeci rok

Jeszcze do niedawna odpowiadałem, że dwa i pół, chyba udając sam przed sobą, że wcale nie minęło jeszcze aż tak dużo czasu. Ale dzisiaj trzeba przyznać z całą otwartością, że podróż trwa już całe trzy lata. Dokładnie trzy lata temu wyjechałem z Polski. Sam nie mogę w to uwierzyć, sam się temu dziwie. Pytają ile czasu jesteś w podróży, trzy lata, naprawdę?, naprawdę, no chyba tak, na to właściwie wychodzi. Czasem sobie nawet liczę: październik 2013, potem 2014, raz, 2015, dwa, 2016, trzy. No tak, czyli trzy. A ten ostatni, trzeci rok, to już w ogóle przeleciał jak chwila, zostały po nim rozmazane światła i od razu nadszedł czwarty.

Ludzie: marzenia obnośnego sprzedawcy

„Tylko czekam na wyrok i na moją część. Kupię nowy rower, wyszykuję go i pojadę: Peru, Boliwia, Argentyna, Brazylia. Potem przez Amerykę Środkową do Meksyku. Wezmę ze dwadzieścia kilo herbaty i w drogę!” Podchodzimy do okna. Sergio pokazuje mi elegancką, dwupiętrową kamieniczkę naprzeciw: „ To jest tego typu dom: sąd wycenił na dwieście tysięcy dolarów ”. W domu została żona i siedemnastoletni syn. Córka wyszła za mąż kilka lat wcześniej i wyprowadziła się. Sergio też się wyprowadził, ale na siłę. „ Dostała tej całej menopauzy, słyszałeś o tym? ” Хорошие парни

Czy warto wracać do Polski?

Zresztą nie chodzi konkretnie o Polskę, tylko ogólnie Europę czy tam szeroko rozumiany "zachód" czy "północ" świata. Miejsca, w których - jak mówi znajomy strażak-Hiszpan, który na stałe przeniósł się za ocean - pracuje się, żeby płacić : kredyt, rachunki, podatki, drugi kredyt, itd. " W Ameryce Południowej pracujesz, żeby żyć " - i to chyba najkrótsze z możliwych podsumowań różnic między dwiema stronami Atlantyku. Dlatego, kiedy koleżanka Kasia (znacie Państwo koleżankę Kasię?) no więc kiedy koleżanka Kasia mówi mi, że ona to by chciała, żebym wrócił do Polski, czasem chciałbym jej odpowiedzieć: " naprawdę mi tego życzysz? ". Puerto Lopez, Manabi, Ekwador

Rowerowa trasa koncertowa [wideo]

Muzyka jest jednym z najpowszechniejszych nośników kultury. Kultura powstaje na obraz i podobieństwo społeczności. Różne społeczności zamieszkują często bardzo odległe miejsca na świecie. Odległość i brak komunikacji rodzi niezrozumienie. I jasne, trudno żeby setki milionów mieszkańców Ameryki Południowej pojechało do Polski by nas poznać. Można jednak pójść drogą na skróty i zawieźć im muzykę. Zawieść im – konkretnie – piosenkę. Piosenkę, czyli muzykę i słowa. Muzykę – zagrać, słowa – zaśpiewać, ich sens – przetłumaczyć i wypisać na ścianie.

Wieloryby skaczące

Oto jeden z tych wpisów dedykowanych rodzinie, przyjaciołom i znajomym królika, czyli bez konkretnej tematyki, ale z odpowiedzią na konkretne pytanie: tj. co się ze mną działo przez ostatnie trzy miesiące w Ekwadorze? Wjechałem przez puszczę w północno-wschodniej części kraju, wjechałem pod górę trasą przez La Bonita i odwiedziłem polskich franciszkanów w Tulcanie, ale o tym akurat wyjątkowo już napisałem (klik) . Z Tulcanu ruszyłem na południe przez Andy. W Julio Andrade jeździłem z panem co rozwozi chleb po wioskach. W Ibarra trafiłem na wenezuelską restaurację i wreszcie napiłem się dobrej kawy. Aha, no i zdobyłem sobie w ten oto sposób nowe znajome: panie kucharki śledzą mnie na fejsie. A sama Ibarra, jako miasto, jest całkiem w trąbeczkę. Aby do tej trąbeczki dojechać należy zniżyć nieco loty z andyjskich trzech tysięcy metrów nad poziomem morza i stoczyć się na jakieś tysiąc pięćset w Valle de Chota – jedynym miejscu w ekwadorskich górach, gdzie spotyka się Murzynów w liczbie zu...

Przyzwyczaiłeś się już do upałów?

Zjeżdżałem z ekwadorskich Andów na wybrzeże, doświadczyłem całej klasy nieoczekiwanych wzruszeń. Nie byłem do tamtej pory dostatecznie świadom, że niemal całość dwu i półrocznej podróży przebiegło mi w regionach gorących. Jasne, czasem podjeżdżało się na chłodne przełęcze, ale tylko po to, by zaraz runąć z powrotem w upalne doliny. Garnek w gorącym klimacie

Przyjechał pan oglądać orchidee?

Prawie dwa lata kręciłem się między Kolumbią a Wenezuelą. Teraz coś nowego: Ekwador. Wjechałem przez wschodnią granicę, peryferiami Amazonii. Przywitał mnie upał i wysokie ceny. W Amazonii spotkamy duże sieci pajęcze