Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą góry zimą

Trzy nowe teksty w sieci: Meksyk, igloo i Salwador

Ostatnio publikowałem trochę na stronie korzystając z wakacji od wakacji, które spędziłem siedząc na tyłku w Beskidzie Honduraskim. Owoców tych wakacji jest jednak więcej, niż się spodziewacie. Zapraszam do czytania trzech tekstów na innych stronach: 1. Prywatny Zbawiciel (portret miasta San Salvador), na Peron4.pl 2. Artykuł instruktażowy o igloo budowie , na Peron4.pl 3. Sprzedawcy bez marzeń (reportaż z Chiapas, Meksyk), na PolitykaGlobalna.pl Też portret

Uciekając przed smogiem, czyli Chatka na Magórach

Kiedy już sesja wykończy Twój mózg, a krakowski smog - całą resztę ciała, to znak, że trzeba się jakoś z miasta wydobyć. Celem może być Beskid Sądecki : dojazd łatwy, a jednocześnie miejsce na tyle dalekie, żeby nie było tłumów jak w Gorcach czy innym Zakopanem. I nawet jeśli jest się (lub idzie się z) kimś nie bardzo lubiącym forsowne spacery, to wdrapanie się do Chatki na Magórach nie powinno stanowić problemu. Z Piwnicznej Zdrój 2-3 godziny

Sylwester na Chochołowskiej

Piszę, bo się zdziwiłem. No taka ciekawostka wręcz wynikła. Niby to sylwester na Polanie Chochołowskiej, miejsca zabukowane na kilka miesięcy wcześniej [na stronie fejsowej schroniska jest wpis, że na początku października wszystko było zaklepane], ludzie piszący na forach, że ach ach, sylwester w górach, fajnie by było, ale już za późno no i... skąd ja się tam znalazłem? Nie, nie podejrzewacie mnie chyba, że planuję sylwestra kilka miesięcy wcześniej? Nie podejrzewacie, że w ogóle planuję sylwestra. Nie podejrzewacie, że w ogóle planuję! W ogóle nie podejrzewacie, bo z natury nie jesteście podejrzliwi? Ale do rzeczy. (Acha, jakby ktoś bardzo chciał zdjęcia to tu są jakieś sprzed prawie dwóch lat z zimy w Tatrach Zachodnich ... Teraz nie robiłem, aparat zepsuty... Kto naprawi aparat? Tanio! :D ) Mniej więcej około 21szej godziny dnia 29 grudnia wpadłem na pomysł (a właściwie: APM pomogła mi wpaść na pomysł), żeby pojechać w Tatry. Tak też zrobiłem: pojechałem rowerem do całodob...

Dents du Midi

Ten, co to podobno zawija Właściwie to dawno już nie pisałem nic konkretnego... to może jednak coś napiszę. Zbliża się zima, więc czas na śnieżne wspomnienia. Będzie o Alpach - tym razem bez traumatycznych przeżyć typu atak lisa czy spanie w igloo . W maju , czyli w terminach alpejskich: w zimie , wybrałem się w masyw Dents du Midi. Pojechałem stopem z Lozanny do Salvan ( zobacz jak się wydostać stopem z Lozanny ) i ruszyłem w kierunku jeziora Salanfe. Do jeziorka jeszcze spotkałem na trasie paru ludzi, potem już nie. Szwajcarzy czekają na sierpień. Po drodze natrafiłem też na zwierzęta, m.in. całą masę świstaków. Wreszcie przekonałem się dlaczego się nazywają świstaki - jak się rozświszczą nad Salanfe to jest naprawdę głośno. Spotkałem też tych dwóch gości poniżej :

Cabane d'Orny: powitanie wiosny w Alpach

Pisałem już o tym, jak nie udało mi się dojść do Cabane d'Orny i jak w związku z tym spędziłem noc we własnoręcznie wykonanym igloo ( klik , tam też znajdziecie informacje jak dojechać do Orsieres, łatwo wyjechać z Lozanny stopem itp.). Teraz opiszę jak udało mi się dojść do Cabane d'Orny. To Warto tak o tym samym? Warto nie warto... zdjęcia ładne zrobiłem, a poza tym no nie to samo, bo udało mi się do tej chaty dojść, hę? Chatka leży na 2831m, w masywie Mount Blanc, zaraz na początku lodowca Trient . Ruszyłem tam ponownie jakoś około pierwszego dnia wiosny, dokładnie 24 marca. Tym razem w rakietach. Bo, powtórzę, wierzcie mi - śniegu w Alpach zimą są ilości straszne: jeśli nie lubujecie się w treningach rosyjskich bokserów typu bieganie w śniegu po pas to zabierzcie ze sobą rakiety - w przeciwnym razie marsz Wasz będzie na tyle spowolniony, że możecie na noc nie dojść do schroniska i sprawdzić swoje umiejętności w budowlance serwując sobie igloo ... ale to fajna zabawa !...

Iglo

Zwykle piszę o tym, że mi się coś udało. Np. że wszedłem na Kazbek  albo że wytrzymałem z Tomkiem 10 dni na jednym jachcie i do tego opłynęliśmy Mazury wzdłuż i wszerz . W każdym razie dzisiaj będzie o tym co mi się nie udało. Właściwie to można ten post zaliczyć też w poczet opowieści o tym czego nie należy robić zimą w górach . Tak się składa, że w Szwajcarii zdarza mi się spać w różnych ciekawych miejscach. Np.  przy torach  albo  pod mostem . A jakby tak zastała nas noc zimą w górach ? Trochę też się waham czy pisać czy nie - wszak to trochę niewychowawcze, przecież mogą to czytać dzieci i młodzież w wieku szkolnym, podatni na złowrogi wpływ internetu. I jak się ich matki o tym dowiedzą no to wiecie. Ale spróbujmy. Będzie też o tym jak wyjechać stopem z Lozanny, ważna praktyczna informacja. No ale już do rzeczy. Wyjazd z Lozanny autostopem Paradoksalnie bardzo mnie ten znak ucieszył: no bo wiadomo że tak i tak na autostradzie w Ojropie stopować ...

Znów Tatry zimą i o tym, czego nie należy robić

W ostatni łikend, czyli 12-13 marca, wybrałem się znów w Tatry (Giewont, Czerwone Wierchy). I działy się rzeczy... no... dziwne. W sobotę, z pewnych przyczyn zewnętrznych, wyjechałem dość późno. W Kuźnicach byłem przez to dopiero jakoś koło 14stej. Cóż było robić: zaplanowałem, że w sobotę odbędę rekreacyjną wycieczkę na Giewont , prześpię się w schronisku na Hali Kondratowej, a w niedzielę pójdę gdzieś dalej. Tak więc ruszyłem niebieskim szlakiem , śniegu było już niewiele, temperatura wysoka, ludzie sporo. Zgodnie z planem wlazłem na Przełęcz Kondracką , tam jakieś małżeństwo robiło jakieś strasznie profesjonalne zdjęcia strasznie dużym aparatem. Wdrapałem się na szczyt Giewontu - śniegu tam już nie było, lodu na kamieniach trochę a to przy zejściu, za to na górze okropnie wiało. Posiedziałem więc tylko chwile, zszedłem na przełęcz i począłem sączyć herbatkę. Już miałem schodzić do schroniska aż tu nagle... Od Kopy Kondrackiej schodził, ba, prawie zbiegał, fotograf , którego s...

Tatry Zachodnie zimą, czyli o moich początkach zimowego chodzenia po wyższych górach i o tym, że jestem w górach wieśniakiem

Żyjąc w spowitym mgłą Krakowie (czy innym mieście) zazwyczaj zapomina się, że świat ponad chmurami wygląda zupełnie inaczej. A wystarczy wejść na Wołowiec . Przez ostatnie 3 dni chodziłem sobie po Tatrach Zachodnich . Dlaczego? W ostatnie wakacje byłem w Gruzji , w tym także na Kaukazie. Tam zobaczyłem pięciotysięczny Kazbek i od razu stwierdziłem, że muszę go zdobyć. A ponieważ marzeń nie wypada tak zostawiać bez spełnienia, to zacząłem jakoś do jego spełnienia powolutku dążyć. Od czegoś trzeba zacząć - ja zacząłem od chodzenia po Tatrach Zachodnich zimą. No to zaczynamy: najpierw mapka - możecie zobaczyć np. tutaj . Potem będzie parę zdjęć i wrażeń ogólnych, a na końcu jakieś konkrety. I notka o wieśniactwie mym. Pierwszego dnia zaplanowałem sobie Kończysty Wierch . Żeby wyruszyć możliwie wcześnie i zdążyć wrócić do schroniska za jasności wstałem w środku nocy aby wsiąść w pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Zakopane. Jakby ktoś z szanownych Państwa nie wiedział co to jest po...

Na Turbacz na nartach

Jakiś czas temu wpadły w moje ręce narty biegowe . Zawsze chciałem pojechać na takich nartach w góry. No i wczoraj pojechałem: wsiadłem w pociąg do Rabki Zdrój i pięknego czwartkowego poranka zacząłem wjazd na Turbacz . Pogoda była nadzwyczajna, gawiedzi dość sporo - wszak okres wypoczynkowy, świąteczno-noworoczny. Swoją drogą wydaje mi się, że w poprzednich latach nie widywałem tylu ludzi w górach zimą , a góry zimą są najpiękniejsze. W każdym razie to i dobrze i źle. Dobrze dla ludzi, że chodzą. Źle, bo nawet zimą człowiek  w polskich górach spotka tłumy (kto wie, może niedługo i tłumy będą). Na Turbaczu zimą zdarzyło mi się już być nie raz - podobno jest stamtąd zapierający dech w piersiach widok na Tatry . A więc zazwyczaj gdy byłem na Turbaczu zimą czy późną jesienią widoczność wynosiła jakieś 10 metrów. Tym razem na szczęście było inaczej. Teraz parę konkretów . Tu jest mapa , żeby było wiadomo o czym mówię. Jeśli chodzi o trasy w sensie teoretycznym, to m.in. ...