Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą kuchnia

Radio Argentyna #8 | Wołowina z wołowiną, czyli kuchnia argentyńska

  Kuchnia argentyńska znana jest przede wszystkim z wołowiny. Okazuje się jednak, że na stołach Argentyny znajdziemy o wiele więcej, a tradycyjne potrawy powiedzą nam dużo o historii i wpływach kulturowych w regionie. Będzie mowa o daniach takich jak milanesa, locro, empanada, chipa, sopa paraguaya czy sorrentinos, a także o yerba mate, winie i tereré. Na koniec o trzeciej rocznicy "zniknięcia" Santiago Maldonado i o Dniu Pachamamy. RADIO ARGENTYNA to argentyńska rzeczywistość w jednym podcaście: wiadomości, muzyka i opowieści z podróży. Te ostatnie: z akcentem na aktualne kwestie społeczne i ich historyczne przyczyny. Do odsłuchania na Spotify, Breaker, RadioPublic, Anchor FM, Google Podcasts, Podplayer, Pocketcasts, Podkasty.info, a także na stronie fizyk-w-podrozy.blogspot.com. Możesz wspierać powstawanie podcastu za pośrednictwem Patronite (klik!)

Jadłem krokodyla

Wjechałem w Los Llanos, znaczy się w równiny. Krajobraz prorządowy, świat ma zapach mango. Na obiad zjadłem krokodyla. Nie był dobry. Ale przynajmniej jak mi ludzie będą zadawali jedno z tych pytań na które nigdy nie potrafię odpowiedzieć,  albo wzruszam ramionami, tzn. w tym wypadku: "I co, i co, i co, jadłeś coś dziwnego?", no to będę mógł powiedzieć, że tak, stary, jadłem krokodyla. "I co, i co, i co, jak smakował?". Jak zeschła sardynka. W pomidorach. [Jest taka scena w Persepolis , jak dziewczynka wraca z Europy do Iranu i przychodzą wszyscy z pytaniami. Właśnie tak, właśnie o te pytania mi chodzi.] Siedziałem teraz dwa dni w Santa Rosalia. Takie miasteczko z tych, w których nie dzieje się nic, grube baby siedzą przed domami na plastikowych krzesłach i gadają o loterii i tańczącej oślicy z cyrku, który przyjechał dwa dni wcześniej. Zaprosiła mnie do domu pani Maria, która - jak przystała na to święte i szlachetne imię - klnie jak szewc i sprawdza, czy wszyst...

Jak otworzyć kokosa?

Przenośne studio filmowe fizyka w podróży zaprasza na kolejną superprodukcją: dziś instrukcja prosto z Kolumbii o tym, jak otworzyć kokosa. A to sztuka nad sztuki!

Czekolada "smaczna"

Na pierwszej gwatemalskiej czekoladzie jaką kupiłem (w składanym ręcznie i zaklejonym wąską taśmą klejącą opakowaniu dwie tabliczki po 4 wielkie kostki każda zawinięte na jak-wyjdzie folią do pakowania kanapek dla dobrych dzieci), mianowicie na każdej kostce tej czekolady widnieje napis "RICO", co znaczy tyle, co "smaczne" - to tak jakby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości podczas jedzenia. Bo jeśli je, dajmy na to, ma, mianowicie nie wie, czy to co je jest smaczne, to wystarczy spojrzeć na napis i już wątpliwości się pozbywa. Rico, czyli smaczne. Ja na przykład miałem takie wątpliwości. No bo przyznacie sami: cóż dobrego może wyjść z mieszanki cukru, oleju sojowego i kakao (mleka brak). Niby nic, a jednak napisane, że Rico, więc smaczne. Niby nic, a jednak jak się położy na tortillę masło orzechowe (zostało mi trochę z Belize, a tam jest tanie, a masło orzechowe to wspaniały, kaloryczny produkt rowerowy, pewnie można nim też nasmarować łańcuch), na to pokruszy na...

Kuchnia białoruska, czyli film spożywczo-językowy

Uwaga, uwaga: nowa fizykopodróżowa superprodukcja! Film twórców filmu o gotowaniu wody i tego o literkach , dzieło, którym interesują się białoruskie Wiestki ... W Kirgistanie, jak już to kiedyś pisałem , je się baraninę. Baraninę z makaronem, baraninę z ryżem, baraninę bez ryżu, baraninę w cieście, baraninę z baraniną... Na Białorusi funkcję baraniny pełnią ziemniaki, nazywane najczęściej: kartoszką . Jest więc kartoszka gotowana, kartoszka podsmażona lub pieczona, kartoszka z jajkiem, kartoszka z parówką, kartoszka z podłogi czy kartoszka z wczoraj. Żeby nie być gołosłownym, a także aby umożliwić Wam, Drodzy Czytelnicy, zagłębienie się w tajniki kuchni naszego wschodniego sąsiada, przygotowałem pasjonujący, przeinteligentny film kulinarny, zawierający też elementy nauki języków obcych. Film ten odpowiada na potrzeby całego społeczeństwa. Kobiety zdobędą nowy przepis ( przepis na draniki z mięsem ), dzieci i młodzież w wieku szkolnym z pewnością skorzystają z okazji do nauc...

Higiena w Kirgistanie!

Uwaga! Jest to pierwszy w historii tego bloga wpis dotyczący higieny! Chodzi o to, że ostatnio tak beztrosko napisałem Wam o baraninie nie pisząc o wiążących się z nią zagrożeniach, jednocześnie więc narażając Was na daleko idące niebezpieczeństwa. Otóż należy pamiętać, że baranina wchodzi między zęby jak tak zwani diabli (chociaż czy widział ktoś kiedyś diabłów między zębami?). Dlatego na wycieczkę do Azji Centralnej dobrze jest zabrać zwykle tak redundantną, burżujską, pachnącą cywilizacją i w ogóle nie związaną z prawdziwym turystą, a właściwie to wręcz z prawdziwym podróżnikiem (prawdziwy turysta z mydła nie korzysta) rzecz jak NIĆ DENTYSTYCZNA! Serio. Muszę przyznać, że przekonałem się do tego dopiero gdy dowiedziałem się ile kosztuje dentysta w Szwajcarii gdy mieszkałem czas jakiś w Lozannie . Ale to dobra rada. Ostatecznie pudełeczko z nicią jest całkiem małe. I pomimo, że pakując plecak pominąłem pozornie istotniejsze rzeczy takie jak ręcznik (tu czytelników Autostopem p...

Kuchnia kirgiska

Baranina. Właściwie to na tym można by już zakończyć, ale dajmy na to, że trochę ten wątek rozwinę. Ale nie spodziewajcie się niczego ponad baraninę! Kirgistan to chyba pierwszy kraj, w którym żarcie w barach jest na tyle tanie, że jadłem "na mieście" zawsze, gdy byłem w mieście. To się po prostu bardzo opłaca, szczególnie że w sklepach bywa zaskakująco... drogo (np. sery, kiełbasy, czekolady). Potrawy niezgorsze - chyba że ktoś nie lubi baraniny. Za to za warzywem można zatęsknić... Ten wpis to coś dla leniwych: podam jeno nazwy, składniki, orientacyjną cenę w tanich bazarowych barach i ewentualnie krótki opis. No to smacznego ! Manty na bazarze w Jalalabadzie Nazwa: manty Główne składniki: baranina, cebula, ciasto pierogowe Orientacyjna cena: 40-60gr sztuka Zbędny opis: pierożki wyglądające z wierzchu zupełnie jak gruzińskie chinkali , ale bez rosołku w środku, gotowane na parze, no i z baraniną. Dobra i tania rzecz, kilka mant i dzbanek herbaty zupełnie...

Nocne żarcie w Kaszgarze

Grilluje/gotuje/smaży się wszystko: od baranich łbów, przez najróżniejsze wnętrzności po kopytko. Ale jest i kura. Ryba i pieczona dynia. Gotowana gąbka i grillowane tofu. Arbuz w kawałkach, bakalie na wagę. Siadasz, zjadasz, kucharz przetrze szmatką talerz i poda następnemu. Bierz tablety na rozwolnienie i leć na bazar! A co u Ciebie dziś na kolację? Bo u mnie to jak zwykle chlebunio z serkiem żółtym, margarynkomasełko, kiełbaska, pomidorek... A w Chinach? Znajdź tam zółty ser... Albo kiełbasę, i żeby jeszcze jadalna była! A załóżmy nawet, że znajdziesz - zapłacisz fortunę. A nawet jak lokalne co kupisz, to jakoś tak dziwnie jest, że jakby usiłować przygotować coś samemu, to zwykle wyjdzie drożej. I gorzej. Dlatego w okolicach godziny 20 w Old Town Kashgar Hostel ci wszyscy szaleńcy, co są już w podróży od miesiąca do pięciu lat, co jeżdżą stopem, pociągiem, rowerem lub konno, zaczynają na siebie spozierać i w końcu powstaje decyzja - idziemy! Przechodzimy przez placyk, n...

Sa takie chwile, czyli kawiarnia w Karakol [z trasy]

Po przeszlo trzech tygodniach podrozy czlowiek czasem chcialby nieco odpoczac. Sa takie chwile w zyciu podrozujacego, ze pragnie z serca calego jakiegos kontaktu ze swa cywilizacja. Np. zjesc cokolwiek, co nie jest baranina itp. Zacznijmy od tego, ze na wschod od Buga wszystko co ma w swej nazwie CAFE tudziez KOFE jest po prostu mala restauracja. W szczegolnosci w Kirgistanie w takich miejscach mozna zjesc najrozniejsze (czyli tak ze dwie, bo reszty juz/jeszcze/po prostu nie ma) potrawy z baraniny, napic sie herbaty. A gdy ktos nieswiadomy zamowi kawe czeka go w najlepszym razie jakies neskafe 3w1 czy podobne swinstwo funkcjonujace mylaco pod nazwa szlachetniejszego napoju. No wiec wchodze do przybytku o nazwie Karakol Kofe/Karakol Coffee (idac ulica Toktogul od Jakshilik Bazar w strone wylotu na Jeti Oguz, drugi budynek za skrzyzowaniem z Lenina, po lewej): a tam kawiarnia! Prawdziwa! Taka wiecie, z kawa! Nie z neskafe czy innym rozpuszczalnym prochem, tylko najprawdziwsza,...

Mazury - dodateczek

Może ktoś czytał w poprzednim poście , że pod koniec września pływaliśmy z Tomaszem po Mazurach. Otóż Tomasz ostatnio zamieścił na swojej stronie przepis na prawdziwe żeglarskie żarcie które spożywaliśmy dnia któregoś i które to żarcie i przepis każdemu gotującemu żeglarzowi się z pewnością przyda, więc polecam. A tak poza tym to na stronie znalazł się również wywiad ze...mną! O cebuli. Tak. Więc go zamieszczam poniżej za zgodą autora - Tomasza.