Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą kultura

Boliwia, estetyka i Nowy Rok

Jeśli chodzi o estetykę ogólnie, Boliwia to jest – trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie – hardkor (nie używałem tego słowa mniej więcej od czasów, kiedy chodziliśmy z M. w Gorgany , aliści nadszedł dzień by odgrzebać studenckie słownictwo, nawet kosztem niebezpieczeństwa, że zjawi się B. i mi wyrzuci, że „hardkor” to „rażące w uszy zapożyczenie”, na co musiałbym się zgodzić... no ale dopuśćmy „hardkor” na licencji owych gorgańskich wspomnień). I mało tego. Najczęściej Boliwia w wyścigu za estetyką odpada w przedbiegach, to jest na etapie c z y s t o ś c i. Ja wiem, że to politycznie niepoprawne, że będą tacy, którzy mi to wezmą za postkolonialny europocentryczny świński szowinizm. Powołam się jednak na pioniera polskiego reportażu podróżniczego Kazimierza Nowaka (Afryka na rowerze tam i z powrotem w 5 lat w latach trzydziestych ubiegłego wieku) który się nie certolił i gdy Murzyni byli leniwi, pisał: Murzyni są leniwi. Aha, no więc i ja napiszę: w Boliwii jest, cholera, brudno....

Niezrozumienie

Powiedziała, że ją rozumiem, bo jestem z Europy. Że kiedy przyjechałem, może odpocząć. Że tutaj, za oceanem, nikt jej nie rozumie. A mieszka w Ameryce Południowej już dekadę. W Ameryce Południowej pracowała i wyszła za mąż. W Ameryce Południowej się rozwiodła. Mówi mi to, gdy zapada w smutek, który można by było nazwać jesienną deprechą, gdyby tu w ogóle istniała jesień. Ale nie, nie ma. Ten kontynent nie chce zrozumieć nawet na poziomie pogodowym. Jest za to garua, mżawkowe miesiące od lipca do września. Codziennie z nieba spadają miliony kropel, wodna kasza manna. Niebo przygnębia szarością. Plaża, rzut beretem od równika, a czuje się zimno jak w październikowe wieczory na Podgórzu. Niech będzie więc deprecha garuowa. * * * W czasie garuy dzieci się nudzą: to ogólnie znana rzecz

Ludzie: osobiste spotkania z muzyką

Zamiast biletu na występ zabiera się ciasto: w końcu muzycy nie zapraszają na koncert, a na spotkanie. Nie nazywają się też zespołem, a wspólnotą samokształcenia. Nie używają nagłośnienia, nie szukają popularności za wszelką cenę. Grupa Yerbabuena mrówczą pracą rozpowszechnia muzykę regionu w osobistych relacjach z publicznością. Spotykają się na próbach dwa razy w tygodniu. Argimiro – cuatrista , lider grupy i muzyk z wykształcenia – ćwiczy z wokalistkami interpretacje poszczególnych utworów i doskonali techniki śpiewu. Dziewczyn jest blisko tuzin, ale na próbach zjawia się raptem jedna czy dwie: każda ma stos innych obowiązków. Zwłaszcza w ostatnim czasie zaostrzonego wenezuelskiego kryzysu trudno jest – między kolejką po olej a kolejką po ryż – znaleźć czas na śpiewanie. Z frekwencją jest znacznie lepiej w niedzielne popołudnia na otwartych spotkaniach z publicznością. Organizuje się je w domach kultury, na uczelniach, świetlicach osiedlowych, a nawet w prywatnych mieszkaniach, j...

Rowerowa trasa koncertowa [wideo]

Muzyka jest jednym z najpowszechniejszych nośników kultury. Kultura powstaje na obraz i podobieństwo społeczności. Różne społeczności zamieszkują często bardzo odległe miejsca na świecie. Odległość i brak komunikacji rodzi niezrozumienie. I jasne, trudno żeby setki milionów mieszkańców Ameryki Południowej pojechało do Polski by nas poznać. Można jednak pójść drogą na skróty i zawieźć im muzykę. Zawieść im – konkretnie – piosenkę. Piosenkę, czyli muzykę i słowa. Muzykę – zagrać, słowa – zaśpiewać, ich sens – przetłumaczyć i wypisać na ścianie.

Rowerowa Bogota: piesi i cykliści przejmują ulice + elegancka masa krytyczna [galeria]

W niedzielne poranki główne aleje Bogoty przejmują spacerujący z psami, biegacze i rowerzyści. Na tych ostatnich przy drodze czekają warsztaty. Przychodzą tłumy: widać, że mieszkańcy ściśnięci przez sześć dni tygodnia na wąskich chodnikach i w zapchanej komunikacji miejskiej, potrzebują rozprężenia.  (Pamiętam, że w przypadku krakowskich dyskusji dotyczących udzielenia miejsca niezmotoryzowanym mieszkańcom słyszy się sprzeciwy, że przecież Kraków to za duże - i za poważne! - miasto na takie głupawe pomysły. Bogota ma 8 milionów mieszkańców. Jest stolicą jednego z najszybciej rozwijających się państw kontynentu. Kraków ma mieszkańców dziesięć razy mniej. Nie stać go nawet na naprawę chodnika.) Chociaż Bogota może nie jest idealnym miejscem dla cyklisty, to jednak nawet w tygodniu poruszanie się na dwóch kółkach jest znośne. W sumie kolumbijska metropolia posiada przeszło trzysta kilometrów dróg rowerowych . Nie jest tak, że zawsze są pod ręką, ale w większości kierunków istotny...

Caracas: piknik miejski

Kiedy? W każdy wtorek o 19:30. Gdzie? Za każdym razem na innym miejskim placu. Przynieść zdrowe jedzenie i dużo dobrego humoru. Ślub Miejski w ramach miejskiego pikniku z 19 grudnia, fot. Ser Urbano

Bogactwo

Przypomniała mi się ostatnio jedna z tych rzeczy, które się zawsze chce zapisać choćby na jakimś skrawku papieru i zawsze tego skrawka brak, więc znów się zapomina. A ostatnim razem miałem przy sobie zeszyt. Natomiast wspomniana "rzecz" wydarzyła się chyba 4 lata wcześniej w ormiańskiej wiosce Meghri, na granicy z Iranem. Wracamy z A. z posterunku granicznego, bo trzeba było poczekać na dzień następny, by przekroczyć szlaban. Na skrzyżowaniu we wsi pewna kobieta, która widziała nas już wcześniej, zapytuje skąd my i dokąd, i już zaraz siedzimy u niej na kawie. Jest bardzo konkretna. - A wy to jesteście biedni czy bogaci? - Hmm no... - Znaczy się: jak przychodzą do was nagle goście, to macie czym ich poczęstować, czy trzeba lecieć do sklepu? Nie telewizor, samochód, nie żelasko z ultraparą. Bogactwo to jest to, co się ma dla innych. sevanavank.

Kiedy pytają mnie... jakiej muzyki słucha się w Polsce?

Bo rzeczywiście pytają. W Ameryce Łacińskiej to kwestia istotna: co się tańczy, czego się słucha. W samej Kolumbii wymienią Ci jednym tchem, że vallenato, cumbia, merengue, merecumbe, porro i inne, i że salsa oczywiście również. I to wszystko są odrębne style, każdy ma swoją szkołę, swoich muzyków, swoją technikę. No dobrze, mówią, a w Polsce? No i co ja mam im powiedzieć? Czasem w tej podróży tak sobie pomyśliwałem, że oni tutaj jacyś tacy wykorzenieni są, że te kolonie co to zburzyły cywilizacje tubylcze, że niewolnictwo i tak dalej, a że my dla odmiany mamy tę nasza ciągłość historyczną, że Mieszko i że Poniatowski. A potem mnie pytają o tą muzykę i mi się przypomina jeden fragment ze Szkiców piórkiem Bobkowskiego: [niżej Wam wrzucę cały kontekst, bo świetny jest, teraz tylko najistotniejsze] – Ta­dziu – zacząłem – mu­sisz jed­nak wziąć pod uwagę, że. – Mówiłem może godzinę, może więcej. Ka­rol Wiel­ki, Dzie­wi­ca Or­leańska (czy­tał o niej), Lu­dwik XIV, De­scar­tes, Re­wo­...

Parki San José: Kostaryka pokazuje, że można

Na Placu Demokracji tańczą tango. W Parku Morazan: żonglują, na jednokołowym rowerze krążą i w powietrzu wirują. Na Placu Hiszpańskim: w karty grają. W Parku Narodowym na trawie leżą, a w Parku Sabana - wszystko to na raz robią, bo to duży park jest. Tak duży, że policjanci jeżdżą po nim konno, a Teatr Ósmego Dnia jeździ po nim statkiem. A w parkowych pawilonach czasem zagra teatr lalek, czasem ktoś powie wiersz. Można? Można. Park Morazan w sobotnie popołudnie

Limeryki podróżnicze

Przenośne Biuro Literackie Fizyka w Podróży przedstawia: limeryki podróżnicze , limeryki z podróżami związane i do podróży nawiązujące, zgłoszone do udziału w Dobrym Konkursie 2014 (numeracja wg kolejności zgłoszeń): 51. Planowałam mieć wycieczkę w zimie I wylądowałam w pięknej Limie Machu Picchu chciałam zwiedzić Kanion Colca też odwiedzić W dolinie jadłam nawet morskie świnie Marta Popiołek 52. Tajskie małpy są z tego znane   Za żebranie są uwielbiane   Na drzewach tylko wiszą   Cały dzień się kołyszą   Przez turystów są dokarmiane Marta Popiołek 53. Młode dziewczę z Dębowej ulicy wyszło z domu mimo nawałnicy za rogiem stoi bar BEST i piwo i joga jest niech Wojtek wróci z zagranicy Kasia Rycerz  54. Pewien stary lama, dziś mieszkaniec Lhasy, powołanie rzucił dla polskiej kiełbasy. Sporo ma racji, jak bez kolacji osiągnąć spokój w czas medytacji? Teraz zamiast ducha ćwic...

Podziemie kulturalne w Witebsku

Witebsk to taki trochę Kraków - niby stolicy kultury, a... wiadomo. Jednak Witebsk to nie tylko znany i (nie)lubiany Słowiański bazar . Pisałem już o tym, jak kulturę oficjalną robi Ksenia Degielka , pisałem też jak i gdzie się robi kulturę nieoficjalną w Mińsku . I tak jak w Mińsku mamy La morę , tak po części jej rolę w Witebsku odgrywa Vitebsk4.me (tylko po części, bo jednak dość sporo wydarzeń robią płatnych, w przeciwieństwie do lamory). W sensie, że jak koncerty nie- Kseni Degielki , to tam. Biała kość w akcji! W lutym tego roku wybrałem się w Witebsku na koncert ( niżej załączam nagrania ). Nie taki zresztą zwykły koncert: był to program na orkiestrę i poetę. Za orkiestrę robiła grupa Biała kość (Белая Кость), natomiast poetę stanowił Maks Hlucewicz (Макс Хлусевіч). Jedni coś grali, drugi czytał przed utworem lub włączał się w trakcie... Początkowo poeta był raczej cichy i pokornego serca, ale po przerwie z wódką i słonina jakby się ożywił. Wydarzenie stricte underg...

WatchDocs Kraków

Znów wycieczka krakowska: w piątek wybrałem się na festiwal praw człowieka w filmie WatchDocs i obejrzałem dwa obrazy: z Ukrainy i Białorusi. Zwłaszcza ten drugi był świetny i niniejszym nakładam na Was obowiązek jego obejrzenia (znalazłem w internecie z angielskimi, a nie z polskimi, napisami, ale dacie radę, nie?. "Białoruski sen" to nie jakiś tam kolejny banalny dokument o tym jak to źle jest na Białorusi. To opowiadana z niezwykłą lekkością i wyczuciem historia niepodległej Białorusi, okraszona z jednej strony faktami, z drugiej zaś groteską codzienności w "Raju Łukaszenki" oraz trafnymi, zabawnymi, a jednak często gorzkimi komentarzami. Potem była zresztą dyskusja z czterema Białorusinami w roli głównej, więc ogólnie wieczór całkiem mi się podobał. Festiwal jeszcze trwa, w szczególności jutro można się czegoś dowiedzieć o Arabskiej Wiośnie, także zachęcam. Więcej o wydarzeniu znajdziecie tutaj (klik) .

Slajdowisko w La morze

La mora z zewnątrz, źródło: la-mora.info Przeglądając kilka ostatnich postów można dojść do wniosku, że naprawdę lubię koszulkę z jubileuszowego OSKNFu ... Ale zaręczam, że czasem ją zmieniam! Natomiast równie uniwersalne zielone spodenki podczas ostatnich dni w Kazachstanie zginęły śmiercią naturalną, choć rozpatrywana jest reanimacja. Ale do rzeczy : otóż przebywając w lipcu w Mińsku miałem okazję odwiedzić niesamowite miejsce. To miejsce nazywa się La mora i zobowiązuje Was do wejścia na ich stronę internetową , bo chociaż jest po rosyjsku, to mają fajne zdjęcia, które pozwolą Wam poczuć bluesa/klimat/o co chodzi czy co tam jeszcze będziecie łaskawi sobie poczuć. La mora to... hmm... to nie takie proste, ale powiedzmy, że jest to nieformalny dom kultury, przestrzeń artystyczna, galeria, undergroundowa sala koncertowa i miejsce spotkań w jednym. Czyli, że odbywa się tam wszystko od wystaw, spotkań z najróżniejszymi ludźmi, warsztatów plastycznych czy językowych po koncert...