Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą lozanna

Pchli targ w Parc de Milan a sprawa Polska

Dziś o wycieczce bardzo krótkiej - jakieś 300 metrów jak dla mnie. Mieszkam w tej Lozannie 4 miesiące, ale w zasadzie co weekend gdzieś jeżdżę i nie miałem świadomości co się czasem w soboty koło mego domu odbywa. Otóż odbywa się tam najzwyklejszy pchli targ. W parku, w centrum miasta . Zupełnie taki jak na Świebodzkim albo na Niskich Łąkach (teraz Młyn Sułkowice) we Wrocławiu. Czyli, że można tam kupić dosłownie wszystkie dziady, jakie sobie tylko potraficie wyobrazić: od starych garów, przez niedzisiejsze zabawki, pluszowe konie, stare monitory, buty, ubrania, maszyny do pisania po kosiarki i rowery. Zanim jednak zdjęcia z komentarzami : komentarz ogólny. O " sprawie Polskiej ". Bo w Polsce to by było nie do pomyślenia! Gdzie, panie, takie dziadostwo w centrum miasta? Kto to widział!? Co na to powie EUROPA ? I już zaczęła by się batalia, żeby ich stamtąd wygonić, bo Europa cała patrzy i się wzdraga (od Sztokholmu po Cagliari, od Lizbony po Bukareszt!). Już by gazeta mic...

Rowerem po Szwajcarii: Lozanna - Château-d'Oex

W poprzedni łikend wyruszyłem rowerem do Château-d'Oex. Wyruszenie to poprzedziły małe przygotowania. Problem polegał na tym, że nie mam bagażnika. Istnieją trzy rozwiązania tego problemu: (i) rozerwać szaty i zostać w domu, (ii) wziąć ze sobą plecak i spocić się jak prosię, (iii) wziąć chlebaczek vel torba na maskę gazową z zakładów Jelcza sprzed dziesiątek lat pakując jedynie najpotrzebniejsze rzeczy (czyt. jedzenie). Cóż, życie jest sztuką wyboru: albo się człowiek poci jak świnia, albo nie jedzie albo wybiera rozwiązanie trzecie. Wybrałem rozwiązanie trzecie (co się na mnie zemści, ale co tam). Trasa prezentuje się mniej więcej tak: Trasa rowerowa 1463657 - powered by Bikemap   Jak widać charakteryzuje ją kilka podjazdów. Pierwszy znajduje się za Vevey. Jest krótki - i to jest jego zaleta. Do Vevey możemy jechać tak jak opisałem tutaj  albo drogą krajową (trochę szybciej).  W Châtel-Saint-Denis zauważyłem, że mogę dalszą drogę kontynuować r...

Przemiła rowerowa trasa Lozanna-Vevey

Rzeczona trasa nie grzeszy długością, więc i post będzie typu "krótka piłka". Otóż wyjeżdżamy z Lozanny i jedziemy wśród winnic Lavaux   do Vevey . Jedyna trudność polega na tym, że w Villette trzeba zjechać z głównej drogi w lewo, w rzeczone winnice. Nie trwóżcie się zresztą stwierdzenia "główna droga" - osobny pas dla rowerów jest tam jak najbardziej obecny! A dalej już poprowadzą nas znaczki z rowerkiem. To jest jakieś 20km . Tylko. Ale jest tak pięknie, że ohoho! Ktoś się nawet tak zachwycił tymi winnicami, że je wpisał na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (jak Machu Picchu albo Kalwaria Zebrzydowska ). A więc jedziemy przez rozłożone na dość spadzistym stoku rozciągniętym nad brzegiem Jeziora Lemańskiego (a że Polacy, podobnie zresztą Angole, wiedzą lepiej jak się nazywają jeziora w Szwajcarii niż Szwajcarzy, to u nas jest to Jezioro Genewskie)   winnice (po lewej winnice, po prawej winnice) pookalane kamiennymi murkami. Mijamy mniejsze i większe, bard...

Iglo

Zwykle piszę o tym, że mi się coś udało. Np. że wszedłem na Kazbek  albo że wytrzymałem z Tomkiem 10 dni na jednym jachcie i do tego opłynęliśmy Mazury wzdłuż i wszerz . W każdym razie dzisiaj będzie o tym co mi się nie udało. Właściwie to można ten post zaliczyć też w poczet opowieści o tym czego nie należy robić zimą w górach . Tak się składa, że w Szwajcarii zdarza mi się spać w różnych ciekawych miejscach. Np.  przy torach  albo  pod mostem . A jakby tak zastała nas noc zimą w górach ? Trochę też się waham czy pisać czy nie - wszak to trochę niewychowawcze, przecież mogą to czytać dzieci i młodzież w wieku szkolnym, podatni na złowrogi wpływ internetu. I jak się ich matki o tym dowiedzą no to wiecie. Ale spróbujmy. Będzie też o tym jak wyjechać stopem z Lozanny, ważna praktyczna informacja. No ale już do rzeczy. Wyjazd z Lozanny autostopem Paradoksalnie bardzo mnie ten znak ucieszył: no bo wiadomo że tak i tak na autostradzie w Ojropie stopować ...

Muzea w Lozannie, cz. 1

Minął już tydzień jak siedzę w Lozannie. W sobotę, po tygodniu intensywnego kursu francuskiego i ogólnego ogarniania co się dzieje, postanowiłem zobaczyć trochę miasta. Zwłaszcza, że była piękna pogoda oraz że, jak się dowiedziałem, w Lozannie w każdą pierwszą sobotę miesiąca wejścia do muzeów są darmowe (!) . Zanim jednak wybierzemy się na wycieczkę po muzeach - gorące frankofońskie pozdrowienia od Wojciecha Manna, Wojciecha Ganczarka i Krzysztofa Materny:

Fizyk w Lozannie

Uwaga! Ta notka zdradza wszelkie oznaki bycia notką długą, także jak jesteś Czytelniku leniwy, to lepiej od razu przestań czytać (dla dobra swojego i Twoich najbliższych)! Gdzieś tak mniej więcej w niedzielę przeprowadziłem się do Lozanny na najbliższe 5 miesięcy korzystając z programu Erasmus. Lozanna leży w Szwajcarii, wobec czego jest tam pieruńsko drogo a także zupełnie ładnie. Mieszkam więc sobie nad Jeziorem Lemańskim (czyli Genewskim, nie mylić z Jeziorem Lemańskim w powiecie szczycieńskim , chociaż czasem sobie myślę, że chętnie bym się zamienił*). Od niedzieli jest raczej pochmurno, nic nie widać i popaduje śnieg, chociaż chyba właśnie wyszło słońce, więc myślę, że może wreszcie zrobię dzisiaj zdjęcie czegoś ładnego, np. Alp po drugiej stronie jeziora. Póki co siedzę w kosmicznej bibliotece (tudzież Rolex Learning Center) gdzie mam internet, bo w mieszkaniu jeszcze się go nie dorobiłem. Rolex widziany od dołu, tzn. tam się przechodzi właśnie pod takimi łukami i z pewnoś...