Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą patagonia

Czy warto mówić

Ludzie przyszli, ja stanąłem z boku i tam już zostałem. A nawet zacząłem oddalać się jeszcze bardziej, na sam skraj szerokiej sceny. Ostatecznie taka była moja rola: pomóc wypowiedzieć się tym, których rzadko pyta się o zdanie i usunąć się w cień. Nie wyczułem powagi momentu. Byłem może zbyt zdenerwowany, a w procesie organizacji zbyt dużo było pośpiechu, a za mało czasu. Miasto Junín de los Andes też czasu nie miało, kończy się rok i wszyscy, którzy mają coś wspólnego z kulturą i edukacją, biegają po spotkaniach, zebraniach i naradach. Tak jak ostatnio wszystko w Argentynie, tak i w tym wypadku dojazd był bardzo drogi, bo co powiecie na 90 zł za 160 km podróży autobusem od osoby. Nawet nie chodzi o pieniądze, tylko o to, że człowiek czuje, że go okradają. Wybraliśmy się z Lucíą autostopem i przyjechaliśmy parę godzin przed wydarzeniem. Gmina zaoferowała nam nocleg w hotelu po projekcji. Nie było więc czasu, żeby przyjechać spokojnie dzień wcześniej i posmakować wibracji powietrza w te...

Granice historii. Argentyna od Atlantyku po Andy (1)

Przydymione szkła okularów to pierwsze, co zwróciło moją uwagę: wielkie, owalne, zamknięte w metalowych ramkach. Niżej: przystrzyżony wąs. Wyżej: krzaczaste brwi, a pod nimi otoczone ciemnawą aureolą oczy. Cecilio ma sześćdziesiąt pięć lat, ciemnozielone spodnie typu bombacha , kremową koszulę z długim rękawem rozpiętą do piersi i bliskowschodnie nazwisko Arden. W ciepłym świetle zachodzącego słońca, przypudrowany pyłem suchej równiny wygląda, jakby właśnie schodził z filmowego planu. Mówi o niewielu krowach, o niewielkich ilościach wody, o ludziach, którzy wyjechali do miasta, i o opustoszałych ziemiach. Dla przykładu te otaczające miniaturową miejscowość, w której się spotkaliśmy, należą do niego, do turco Ardena. I są to tematy, które będą powracały na całej trasie z Las Grutas do Bariloche: Turcy, ziemia, brak wody, chude zwierzęta. I wrażenie, jakbyśmy schodzili z planu filmowego. Albo ze sceny. Jakbyśmy już za nią stali. A zza sceny, jak wiadomo, widać mniej estetycznie, ale wid...

Patagonia przygnębia

Patagonia to przestrzeń, ale za drutami Wydaje mi się, że wszystko [co jest ze mną nie tak], nawet obecny nowotwór, rodzi się w Japonii. Rodzi się z głębokiego przygnębienia życiem w społeczeństwie, które nie jest wolne   — mówi synowi Tiziano Terzani w książce-rozmowie "Koniec jest moim początkiem". W marcu 2020 roku w Argentynie ogłoszono kwarantannę w związku z pandemią COVID-19. Zakaz poruszania się po kraju przeciąga się do dziś. To dlatego przyszło mi spędzić przeszło osiem miesięcy w Junín de los Andes, niedużej miejscowości w północnej Patagonii. Junin jakoś mi nie leżał. Wciąż nie leży. Ale —mówiłem sobie— nie należy zrzucać winy za własne przygnębienie na czynniki zewnętrzne. Źródeł przygnębienia należy szukać wewnątrz: oto dojrzałe podejście do sprawy. Przyglądałem się więc sobie od środka, jednak cały czas miałem wrażenie, że jest coś jeszcze, coś poza mną, coś przemożnego, co nie pozwala mi nabrać wiatru w żagle i ciąży jak kula u nogi, czy raczej u głowy. W miar...