Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą reportaż

Paragwaj: były lasy, jest mięso

Wszyscy już przywykliśmy do wiadomości o wyrębie lasów w Amazonii. Do tego stopnia, że chyba przestaliśmy przywiązywać do nich większą wagę. Tymczasem w zalewie informacji o lasach deszczowych umyka nam sytuacja suchego Gran Chaco, drugiej największej puszczy Ameryki Południowej. A ta znika —bardzo dosłownie— na naszych oczach.  Tekst został opublikowany również w dzienniku Rzeczpospolita . Wystarczy otworzyć dowolną aplikację obsługującą mapy satelitarne i odnaleźć na niej zachodni Paragwaj. Możemy kierować się np. na miejscowość Mariscal Estigarribia. Już z daleka zobaczymy zieloną łatę lasu podziurawioną jak szwajcarski ser. Gdy przyjrzeć się z bliska, okaże się, że nie chodzi o nieregularne plamy po wylesionych obszarach znane nam dobrze z Amazonii. W Chaco bladożółte prostokąty karczowisk uporządkowano jeden obok drugiego z precyzją godną architektonicznych planów. Aż trudno uwierzyć, że to nie rysunek techniczny, a rzeczywistość. Paragwajskie Chaco widziane przez satelitę LAN...

Granice historii. Argentyna od Atlantyku po Andy (4)

Woda zaczyna wracać o świcie. Ludzie w czystych, sportowych strojach pojawiają się od strony miasteczka, zostawiają płytkie ślady w mokrym piasku i znikają na południu. Zaczyna się długi weekend i plażowicze zjechali do Las Grutas wyjątkowo tłumnie. W skalnych formacjach nabrzeża nocny odpływ pozostawił niewielkie stawiki, które teraz lśnią w porannym słońcu. Godziny wcześniej, przy zachodzie słońca, czerwieniły się krwiście.  Plaże Las Grutas Stary rower i morze Pablo, kierowca ciężarówki, budził się pewnie gdzieś na obszernym parkingu przy stacji benzynowej na obrzeżach przemysłowego Trelewu i sprawdzał w kalendarzu ile dni brakuje do środy ( bo Pablo to postać tragiczna) . Ja zsuwałem z siebie śpiwór i wstawałem po nocy zupełnie wygodnie spędzonej bezpośrednio na atlantyckich piaskach. Było mi dobrze. Ocean jawił się jak bajka: dobre wspomnienia wszystkich znanych mórz wróciły w jednym szerokim uśmiechu. I było ciepło. Wreszcie ciepło. Na pewno już o tym pisałem, może ...

Laura, historia z południa

Laura nie planowała zamieszkać w raju. Może dlatego chce opuścić El Chalten, wyśnione miasteczko w argentyńskich Andach.  Laura w domu (Laura nie nazywa się Laura, a jej historia nie stanie się częścią filmu dokumentalnego o tożsamości argentyńskiej  z uwagi na wyraźne życzenie zachowania anonimowości bohaterki. Zmieniam imię i kilka nieistotnych faktów, które ułatwiałyby jej identyfikację. Zostawiam opowieść, ilustratywne świadectwo realiów i historii południa Argentyny.)  Dziadek przekroczył góry od strony chilijskiej. Znalazł się w argentyńskim Junin de los Andes i ożenił się z Mapuczką ("upolował sobie Mapuczkę", mówił mężczyzna, bo odnoszenie się do miejscowych z pogardą jest w regionie bardziej zasadą niż wyjątkiem ). Kobieta urodziła pierwszego syna, drugiego — ojca Laury — i córkę. Przy trzecim porodzie zmarła.  --> Artykuł został opublikowany dzięki wsparciu projektu  Fizyk w Argentynie  na portalu Patronite. Jeśli chcesz, by na stronie pojawiał...

Virginii miejsce na ziemi

Od północy i aż do rana grała muzyka i szczekały psy. Fajerwerków widzieliśmy niewiele. Od czasu do czasu ktoś wystrzelał pojedynczą rakietę: z tych bez kaskad kolorów, tanią i bliskiego zasięgu. Znacznie częstsze były okrzyki. Virginia uśmiechnęła się przelotnie. Te są za darmo, powiedziała. Z domu Virginii widać panoramę położonego w dolinie miasta El Bolson. Przez wolną przestrzeń między koronami drzew patrzymy na szeregi niedużych domów ustawionych na stromym zboczu. Stok opada w kierunku centrum. By dostać się do "Dzielnicy Bez Granic" położonej na obrzeżach sektora "La Esperanza" należy wdrapać się do samego końca kamienistej ulicy, która na szczycie wzgórza spotyka się z lasem. Słowo "esperanza" oznacza nadzieję. Balkon z widokiem na El Bolson Ubrania śmierdzą dymem z paleniska, które nie gaśnie nigdy. Na krągłych, gorących kamieniach Virginia opiera fragment ogrodzenia. To kuchnia. Pochyłość terenu utrudnia przemieszczanie się, ale mieszkanie na wz...

Dokumentalista to ktoś, kto nie wie

Znajoma psycholożka zaprosiła mnie, by wspólnie przeprowadzić kilka lekcji z metod jakościowych na Uniwersytecie Areandina w Bogocie. Te nieoczekiwane trzy godziny w roli nauczyciela okazały się dobrą okazją, by przyjrzeć się z dystansu własnym technikom pracy jako —tak to nazwijmy— dokumentalisty.  Nigdy wcześniej nad tym nie myślałem. Brałem kamerę, notatnik, bo ja wiem, włączałem intuicję. Teraz miałem o tym opowiedzieć. Jeszcze raz pandemia dała przestrzeń na chwilę refleksji.  Z Lecko Zamorą w Puerto Tirol, Argentyna, fot. Maira Martinez Ktoś pamięta Malenę? U Maleny zatrzymałem się dwa razy: najpierw, gdy  zostawiłem u niej rower i pojechałem raz jeszcze do Wenezueli . Następnie wróciłem, był styczeń 2016 roku, spotkałem kolegę Strzeżysza , a potem  ruszyłem w kierunku Medellín . Kontakt, jak to bywa z niektórymi kontaktami w podróży, pozostał. Podczas pandemii takie kontakty się przydają i pozwalają nie zwariować w ciasnocie czterech ścian na dalekiej patagońs...