Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ukraina

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (4)

- Je... suis allé... à la montagne en Ukraine... - Oh, tu parles français? -Oui, je suis habité cinq mois en Suisse, mais... mais j'ai oublié tous... odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Rościsław i Luda zostawili mnie na magistrali z Chustu na wschód. Strasznie bolała mnie głowa, przejechałem się z tirowcem jadącym do Jaremczy i spędziłem noc w nadgranicznym Sołotwinie, gdzie chyba wszyscy kanciarze i cyganie z Rumunii przenieśli swoje pałacyki i wille na wieść, że Unia, że jakieś zasady, prawo, że korupcja to nie... I za chwilę miałem się przekonać, że tego francuskiego to ja już na prawdę nie pamiętam. Malowane znaki, kochane

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (3)

-Tak, tatuś był w Norwegii! -No fajnie, fajnie. -I w Niemczech był, a ty byłeś? -Ja... ja to stopem przez Niemcy przejeżdżałem, ale tak żeby być, to nie. -No, a tatuś był. Tatuś jeździł do tego kraju, co to nas chciał w czasie wojny zawojować [śmiech]! [I dodane ciszej, po chwili] ... razem z Polakami. odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Dzieci są chyba najlepszym barometrem nastrojów społecznych. Zwłaszcza te około pięcioletnie. Nie analizują specjalnie faktów, raczej powtarzają zasłyszane slogany. Więc co z tego, że Rościsław się zapierał, że u nich, w centralnej Ukrainie, to o Polakach się nie mówi raczej, że co prawda w zachodniej Ukrainie to się modlą do Bandery, ale on go uznaje za zwykłego bandytę. A jednak chyba bardziej słowa Miszy pozostają mi w pamięci. Żydowski cmentarz w Studene

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (2)

-Na Wołowiec to którędy? -To... Zaraz będzie elektryczka na Użgorod, przez Wołowiec, chodź pan. -Ale nie, ja pieszo, jak pieszo na Wołowiec? -Aaa... No to cały czas prosto, wzdłuż torów, potem będzie taki most, to przed mostem w lewo no i tam to już pytaj dalej. odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Bo rano wymyśliłem sobie, że muszę się znajdować blisko miejscowości Wołowiec, więc w ramach poznawania ukraińskiej wsi, przejdę się do Wołowca. Budzę się więc w tym namiocie, widze jak jeden staruszek prowadzi dwie krowy. Potem młodszy gość, też dwie, ale uciekają. Goni, wraca. A ja pytam co gdzie i ładuję przez Ławoczne i Oporec do Wołowca niby. I uwierzyć nie mogę, bo u nas takich długich wsi na takich zadupiach to chyba nie ma. Bo ciągną się te drewniane domy w dolinie bez końca. I każdy piękniejszy od drugiego. Droga jest szutrowa, więc trochę jednak dziadostwo, ale domy, w obejściu czysto, pomalowane, i to drewno, wszędzie drewno domu, wszędzie snopy siana. ...

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (1)

-Na Ławoczne to przez Stryj? -No tak. -A gdzie właściwie jest to Ławoczne?  -Hmm... [młoda kasjerka  przylepia nos do szyby, do której ja z drugiej strony przylepiam mapę] A gdzie tak dokładnie chce pan jechać? -Tak dokładnie to ja nie wiem, gdzieś na południe.  odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Nieco się we Lwowie pozmieniało z pociągami od czasu kiedy jeździłem na Świdowiec i w Gorgany . Zdawało mi się, że lwowskie koleje są mi już znane jak polskie albo białoruskie , więc po prostu wsiadłem w pociąg w Krakowie, przetransportowałem się do Lwowa z myślą, że albo złapię ten 15:57 do Rachowa, albo wezmę coś do Frankowska, a dalej to jakoś to będzie. No więc ten do Rachowa mi uciekł, a jak mi pani wyrecytowała 67 hrywien za bilet do Iwano-Frankowska, to zwątpiłem. No przecież do Rachowa (3 razy dalej) płaciło się zawsze po 12. Zakarpacie, czyli Wolna Republika Stogów Siana

Gorgany 2010

Impresje okołopopadiowe Niedawno odrobiłem pańszczyznę w postaci opisu obiecanego Świdowca z 2009 roku . Teraz czas na część drugą sagi rodu Palliserów o Karpatach Wschodnich (klik po informacje praktyczne) - Gorgany! Gorgany - duże jak Świdowiec, też na Ukrainie, bardziej jeszcze bezludne (choć zdarzają się lokalne zagęszczenia ludności w okolicach wsi Osmołoda i góry Sywula), ale cechujące się dodatkowo dobitnie dającą o sobie znać obecnością krwiożerczej kosodrzewiny. Transportowanie cielsk trzech uczestników wyprawy (Marcina, Wacioka oraz piszącego te słowa) przebiegało bez przeszkód. Na pewnej stacji kolejowej o 4 w nocy zakwitła przyjaźń między nimi a domorosłym producentem soku gruszkowego, a we wsi Osmołoda siedzący pod sklepem hultaj stwierdził, że ich zarejestruje. Zrobił to na odwrocie paragonu. A była to jesień roku Pańskiego 2010.

Świdowiec 2009

Świdowiec 2009? Zapytacie: "Czy mnie wzrok nie myli?". Nie myli! Tak, jest rok 2013, a ja chciałbym Wam opowiedzieć co się działo 4 lata temu w górach na zachodniej Ukrainie! Ostatecznie na tej nieszczęsnej podstronie Karpaty Wschodnie , gdzie znajdziecie różne praktyczne informacje o dojeździe itp . , napisałem, że pełna relacja się ukaże. No to się ukazuje. A było to dawno, dawno temu... Pójdziecie chłopcy tu, tu i tu... I tam spotka Was niedźwiedź!

Wakacje 2012, góry, Chiny i jeszcze trochę o robieniu wiochy

Ej gdzie jedziecie na wakacje? Bo ja już wiem! No prawie... To Wam opowiem, ok? Ale niechronologicznie. I w ogóle będzie trochę długo, bo mam długie wakacje. Trzy miesiące. W końcu młody jestem. Jeszcze. sierpień i wrzesień Jak może ktoś z Was wie moim marzeniem było przejechać Północną Afrykę rowerem. Po długich poszukiwaniach i się informowaniu dowiedziałem się tyle, że załatwienie wizy do Libii graniczy z niemożliwością: wymaga dużej ilości pieniędzy, czasu, pracy i szczęścia. I to wszystkiego naraz. No cóż, to nie zobaczę wszystkich rewolucji na raz. Dlatego zdecydowałem się na plan B. W Kirgistanie jest to co lubię - przestrzeń i góry. Źródło: goaleurope.com Plan B to Pik Lenina . Tak się składa, że ten plan B był planem A dla Michała i Natalii, więc dołączyłem do nich. Natalię i Michała spotkałem w zeszłym roku w Szuszi w Karabachu: ja byłem jeszcze przed wejściem na Kazbek, oni już po. Oni też bez liny. Nie jest tak, że się nie znamy: z Natalią studiuję na WFAIS UJ ,...

Pomysł na weekend majowy - Lwów

Lat temu ze dwa wybraliśmy się z A. na łikend majowy do Lwowa autostopem. W zasadzie to nie my wpadliśmy na ten pomysł. Otóż te dwa lata temu wyścig autostopowy rok rocznie organizowany i startujący z Sopotu akurat za swój cel wybrał Lwów. A. bardzo chciała wziąć w nim udział, więc się wybralim. Tak się składa, że nie jesteśmy z Sopotu, więc najpierw musieliśmy tam dojechać. Stopem nie było czasu, więc pociągiem. Niestety Polskie Koleje Państwowe nie wpadły na pomysł, że w łikend majowy ktoś chciałby gdzieś jechać. A do tego jeszcze nad morze? No niedorzeczność. Tak oto  wigilię pierwszego maja wieczorem na dworcu głównym w Krakowie mrowie ludzi wypełniało 3-wagonowy pociąg jak sardynki , a drugie takie mrowie próbowało również stać się sardynkami wbijając się do pociągu. Ponieważ jednak ściśliwość masy ludzkiej jest nad wyraz ograniczona - nie udało im się to. Po dwóch godzinach od planowanego odjazdu ktoś bardzo mądry podstawił dwa dodatkowe wagony. Wbiegliśmy do nich czym p...

Gorgany

(oto Waciok) We wrześniu 2010 roku przez tydzień błądziliśmy z Marcinem i Waciokiem po najdzikszych górach Europy - Gorganach (Ukraina). Tydzień bez cywilizacji, ludzi, szlaków i innych takich rzeczy które pod dostatkiem występują w polskich górach. Było bardzo fajnie (chociaż nie spotkaliśmy żadnego niedźwiedzia przed którymi nieustannie ostrzegali nas autochtoni), paliliśmy ogniska, przedzieraliśmy się przez kosówkę o monstrualnych rozmiarach i zebraliśmy dużo grzybów . Serio. Tam jest tyle grzybów! W życiu nie zebrałem tyle grzybów co w Gorganach w okolicach Niemieckiej Polany . Więcej na ten temat znajdziecie tutaj .