Przejdź do głównej zawartości

Posty

Genewa - Kalwin, oenzet i śmiejący się garnek

Kontynuuję szwajcarski cykl . Któregoś z kolei łykendu byłem w Genewie (swoją drogą - kaleczenie języka polskiego nadużywaniem słowa "weekend" jest okropne, nieprawdaż? jakby ktoś znał jakiś polski zamiennik to ja poproszę). Wiecie gdzie jest Genewa. To tak na zachodzie samym Szwajcarii, blisko Francji . Mieszkają tam francuskojęzyczni Szwajcarzy, więc nie może być specjalnie fajnie no i nie było oczywiście ; ). Jest tam strasznie dużo międzynarodowych organizacji, strasznie dużo ludzi, straszny tłok, a do tego trafiłem na straszne korki. Poza tym było to chyba jedyne miejsce w Szwajcarii które widziałem i w którym było brudno . No coś niebywałego . Tutaj mapka . Jak widać droga z okolic Zurychu jest w miarę prosta. Autostradą na przód na zachód, w sumie prawie 300km. Wyświetl większą mapę Jak to się stało, że znalazłem się w Genewie? Z Turgi podjechałem do Baden, z Baden natomiast udało mi się dostać na autostradę w kierunku zachodnim, potem było już łatwo. Na począt...

Zurych

Zapowiedziane w poprzednim poście opowiastki przeróżne o doświadczeniach autostopowych w Szwajcarii czas zacząć. W Zurychu bywałem dość często, i to nie tylko dlatego, że miałem blisko. W każdą niedzielę, jeśli akurat nie pojechałem gdzieś dalej (bo np. dałem się sfrajerować nocną zmianą w sobotę) jeździłem tam do kościoła na mszę po polsku. Dla ewentualnie zainteresowanych: msza odbywa się w każdą niedzielę o godzinie 12:15 w kościele Herz-Jezu ( Aemtlerstr./Gertrudstr. , dzielnica Wiedikon), informacje o mszach w innych szwajcarskich miastach znajdziecie na stronie Polskiej Misji Katolickiej . W Szwajcarii miasta są ogólnie małe, Zurych jest największym z nich i nie ma nawet 400 tysięcy mieszkańców. Jest tam oczywiście mnóstwo wspaniałych zabytków, których tu nie opiszę, bo się na tym nie znam specjalnie. Jak już pisałem bilet tramwajowy kosztuje tam 12zł, więc głównie poruszałem się pieszo. No ale wszędzie jest w miarę blisko, więc nie narzekałem. Właściwie Zurych był ...

Autostopem do- i po Szwajcarii

Istnieje jakaś taka zupełnie okropna i nieprawdziwa legenda o tym, że po Szwajcarii autostopem jeździć się nie da, że Szwajcarzy straszni legaliści i że nikt cię nie weźmie, no nie ma szans. Otóż oświadczam, iż to kompletna bzdura . W zeszłym roku miałem okazję przez 2 miesiące pracować w Instytucie Paula Scherrera w Villigen pod Zurychem przy eksperymencie nEDM . Pracowałem w tygodniu, a w weekendy zwiedzałem Szwajcarię - oczywiście autostopem - więc miałem okazję przekonać się jak to z tym stopem u Helwetów jest. A jest naprawdę świetnie . I na szczęście, bo w tym kraju to jest chyba jedyna cenowo sensowna opcja podróżowania. Co prawda zarabiałem "po szwajcarsku", ale ceny biletów komunikacyjnych w dalszym ciągu były dla mnie szokujące . Dojazd pociągiem z miejscowości której mieszkałem - Turgi - do Zurychu (jakieś 30 km) to - o ile dobrze pamiętam - wydatek rzędu 35zł. Dobrze pamiętam za to inną cenę . Do kraju serów i wszelkiego bogactwa pojechałem zaraz po tygodni...

Na Turbacz na nartach

Jakiś czas temu wpadły w moje ręce narty biegowe . Zawsze chciałem pojechać na takich nartach w góry. No i wczoraj pojechałem: wsiadłem w pociąg do Rabki Zdrój i pięknego czwartkowego poranka zacząłem wjazd na Turbacz . Pogoda była nadzwyczajna, gawiedzi dość sporo - wszak okres wypoczynkowy, świąteczno-noworoczny. Swoją drogą wydaje mi się, że w poprzednich latach nie widywałem tylu ludzi w górach zimą , a góry zimą są najpiękniejsze. W każdym razie to i dobrze i źle. Dobrze dla ludzi, że chodzą. Źle, bo nawet zimą człowiek  w polskich górach spotka tłumy (kto wie, może niedługo i tłumy będą). Na Turbaczu zimą zdarzyło mi się już być nie raz - podobno jest stamtąd zapierający dech w piersiach widok na Tatry . A więc zazwyczaj gdy byłem na Turbaczu zimą czy późną jesienią widoczność wynosiła jakieś 10 metrów. Tym razem na szczęście było inaczej. Teraz parę konkretów . Tu jest mapa , żeby było wiadomo o czym mówię. Jeśli chodzi o trasy w sensie teoretycznym, to m.in. ...

Gorgany

(oto Waciok) We wrześniu 2010 roku przez tydzień błądziliśmy z Marcinem i Waciokiem po najdzikszych górach Europy - Gorganach (Ukraina). Tydzień bez cywilizacji, ludzi, szlaków i innych takich rzeczy które pod dostatkiem występują w polskich górach. Było bardzo fajnie (chociaż nie spotkaliśmy żadnego niedźwiedzia przed którymi nieustannie ostrzegali nas autochtoni), paliliśmy ogniska, przedzieraliśmy się przez kosówkę o monstrualnych rozmiarach i zebraliśmy dużo grzybów . Serio. Tam jest tyle grzybów! W życiu nie zebrałem tyle grzybów co w Gorganach w okolicach Niemieckiej Polany . Więcej na ten temat znajdziecie tutaj .

Pierwszy post

Postanowiłem założyć stronę o podróżowaniu . Bardzo często mi tego typu strony - z opisami, informacjami, relacjami - pomagały w planowaniu wyjazdu, więc pomyślałem, że może i moja witryna komuś się na coś przyda. Rozpisałem się o tym zresztą w dziale o stronie . Formuła będzie mniej więcej taka, że w  postach na stronie głównej będą opisywał mniej ważne (zazwyczaj krótsze i bliższe ) podróże, a w osobnych podstronach , do których odnośniki znajdziecie w górnym pasku, umieszczę obszerniejsze opisy ciekawszych wypraw . Nie będzie tu mowa o wyjazdach typu all inclusive samolotem pod parasolkę na plaży w Tunezji, a raczej o wyprawach autostopowych czy wałęsaniu się w ciężkim plecakiem po bezludnych górach. To znaczy, że dominować będzie turystyka spod znaku niskiej ceny i dużych wrażeń . No to jedziemy !

Autostopem przez Gruzję i Armenię, zahaczając o Iran

W sierpniu 2010 roku wybraliśmy się na wyprawę  autostopową  na  Zakaukazie . Zwiedziliśmy  Gruzję  i  Armenię , udało nam się także zahaczyć o  Iran . Spaliśmy w namiocie na  pustyni , chodziliśmy po górach  Kaukazu , jedliśmy  arbuzy , w Gruzji złapaliśmy na stopa  traktorek ogrodowy , w Armenii spaliśmy u Robinsona Crusoe a w Iranie udało nam się nie wpaść w ręce  policji obyczajowej . Wspaniałe kraje, niesamowite  krajobrazy  i niewiarygodnie  otwarci ludzie  - nic tylko wrzucać namiot do plecaka i ruszać. Zdaje się, że już rok wcześniej, wracając z podróży po  Bałkanach  wpadliśmy  z Agnieszką  na pomysł aby w następnego roku udać się do  Gruzji . Miała to być nasza pierwsza tak daleka podróż (bo to jakieś 4 tysiące kilometrów  autostopem w jedną stronę , no i że  Azja ), więc odrobinę się do tego przygotowaliśmy. Ale tylko odrobinę. Bo tak właściwie to do os...