Przejdź do głównej zawartości

Posty

Aktualności: dwa nowe kraje i przyjaciele na pokładzie [z trasy]

Z internetem jak zwykle bida, a w Belize to już w ogóle bida wielka, więc będzie krótko. Najpierw, że ukazały się w tzw. międzyczasie dwa teksty gdzie indziej: 1.  Meksykańskie trzykołowce na Wolnym rowerze , 2.  Handlarze z San Cristobal na Peronie4 Belize City, wyspa ptasia Poza tym, to jestem obecnie w Belize, co oznacza, że już nie w Meksyku, a poza tym, że przeciąłem północną Gwatemalę. W Gwatemali zaś ludzie okazali się wspaniali, więc odetchnąłem nieco od nie-zawsze-przyjaźnie-nastawionych ludzi w Meksyku. Uśmiechają się aż miło. Albo weźmy taki drugi dzień w Gwatemali. Zajeżdżam pod sklep, na śniadanie zakupuję fasolę, bo co innego można jeść na śniadanie. Pan będziesz jechał dalej? A nie, zjem sobie tutaj. Aaa, to siadaj pan, siadaj - sadza mnie za stołem. Kawke pan lubisz? A no pewno! I leci do domu, żona, gringo przyjechał! To ja krzyczę, że polaco, a nie gringo, że Europa, a ten że świeta matko Bolka i Lolka, Europa, tak daleko, muy lejos, muy lej...

Zaduszki po meksykańsku

W Zaduszku, czyli tutaj: Dzień Zmarłych, miasto przenosi się na cmentarz. W Polsce stawiamy na grobach znicze, przynosimy zmarłym światło. Żydzi kładą na grobach kamienie, bo, jak mówią, na cmentarzu spotykamy się z wiecznością. wiece się wypalą, kwiaty zwiędną, a kamienie są wieczne. W Meksyku ludzie kładą na grobach trawę czy igliwie, siadają i zaczynają imprezę. Jest piwo, tequila, są tacos i pieczone kurczaki. Obowiązkowo kokakola. Rodziny siadają wokół grobu i biesiadują razem ze zmarłymi. Czasem przynoszą gitary, bywa że do grobu - domku z drzwiami i oknami - przychodzi cała kapela. W ostateczności można zawsze włączyć mp3 z komórki. Jeśli wuj czy brat lubił za życia dobry kawał mięcha, to się mu taki kawał przynosi. Jeśli lubił jakąś konkretną piosenkę, to się mu ją zagra. Dookoła kręcą się sprzedawcy chrupków, wody, orzeszków i wszystkiego tego, co się zawsze na ulicach miasta sprzedaje. Dookoła cmentarza stoją zaimprowizowane restauracyjki, leją się trunki, smaży jedzon...

Z Jukatanu aż do Chiapas wykonany skok, albo dziesięć meksykańskich nocy

Ostatnio pisałem z Meridy w stanie (bo Meksyk to też stany zjednoczone) Jukatan. Następnie przejechałem przez stan Campeche, przeciąłem fragment stanu o dziwnie znajomej nazwie Tabasco, aż znalazłem się w deszczowo-górzystym Chiapas. Wesoła mapka Jako, że jest to moja pierwsza dłuższa niż 5 dni wycieczka rowerowa, nie dziwi że pobiłem po prostu wszystkie możliwe wojtkowe rekordy. Czyli tak - najdłuższa trasa to już nie niespełna 600km , ale ponad 1400. A najwyższe wzniesienie to już nie 1445-metrowa przełęcz , tylko jakieś 2400 m n.p.m. . No nie powiem, jestem z siebie zadowolony. Nie przypuszczałem, że podjadę. A jadąc, nie przypuszczałem, że te cholerne podjazdy kiedyś się skończą. Nawet mój rower się nie posypał, to dopiero sukces. Ale w końcu jest młody, ma 24 lata, rok mniej ode mnie. Mi bici

Z pamiętnika rowerzysty wiejskiego

W październikowej Masówce , czyli prasowym ramieniu krakowskiej Masy Krytycznej , ukazał się tekst będący refleksyjną kompilacją trzech ( raz , dwa i trzy ) rowerowych podróży małych i dużych na pogranicze Podkarpacia i Lubelskiego. Także tego, zachęcam do lektury!  --------- Jesień. Nad Krakowem zawisły już grube chmury deszczowo-smogowe. W komentarzach prasowych tryumfują kierowcy („Pierwszy deszcz spadł, rowerzystów przegonił, tylko samochód, proszę państwa, samochód rozwiązaniem jedynym, dobrem ukochanym!”), a Ty marzysz o podróży na ciepły, daleki wschód... Może Iran, Kurdystan, Turcja, Biłgoraj...? Na bogatą infrastrukturę rowerową Stołecznego Królewskiego Tradycyjnego Białoczerwonego Brodatego Miasta Krakowa przyjdzie nam jeszcze nieco poczekać. Na szczęście nie wszystkie miasteczka i sioła mają takie tradycje: nie musząc dbać o infrastrukturę dorożkarską, rzucają fundusze pod koła rowerów. Może nie wszyscy wiedzą, ale tam daleko, daleko, wśród gęstwin...

Merida na fotografii i na filmie nawet!

Wieczorem ulice nieco sie wyciszaja, ale ryk silnikow starych autobusow nie ustaje. Ulice urzadzone sa w ksztalt szachownicy, ponumerowane, i tak np. na rogu 49 i 60tej alei jest przyjemna, malenka kawiarnia, w ktorej daja dobra kawe, przelatujacy przez otwarte drzwi i okna wiatr nieco chlodzi, a na drewnianym stiliku z grubym blatem pisze sie swietnie. W zeszycie. Tanczace baby. Nie wiem, czy ne wiedza co ta maja robic, bo wygladaly dosc niepewnie, ale panowie na trabkach daja rade. Klimat meksykanskiej fiesty prosto z mercado w Meridzie specjalnie dla Was!

Meksyk - pierwszych dni parę

Jest gorąco (no niespodzianka!). Ale gorzej, bo mam jechać na południe, więc będzie jeszcze goręcej. Pojechałem autobusem do Brukseli, stamtąd do poleciałem do Cancun. A teraz jestem w Valladolid, przebywszy pierwsze 180km w dwa dni, pierwej spędziwszy nieco czasu w Cancun, próbując przyzwyczaić się do tutejszej strefy czasowej (albo dalej mi nie wyszło, albo jestem zmęczony) i do tutejszych bakterii (a to akurat mi się udało... jakby to powiedzieć... kupa trzyma się kupy, o). Uwaga, uwaga, krokodyle gryzą nawet drewniane tabliczki!

''Na Niderlandach nikt nie pyta o niego wiosnę lub dwie (...)''

Jako się rzekło , tak się i pojechało. Jutro Cancun, dziś Bruksela. I piosenka.  Kleyffowy tekst (klik).

Kryszaczku pra belaruskuju mowu - troszeczkę o języku białoruskim

Na Białorusi nie ma prostych odpowiedzi, jasnych podziałów. Trochę jak w kartoflanej babce: nigdy nie wiadomo, czy pod kolejną warstwą ziemniaków nie kryje się jeszcze trochę boczku, czy może jednak bulwa aż do dna. Babka kartoflana Pytanie o język na Białorusi jest zagadnieniem tyleż sławnym, co skomplikowanym, i w szczególności niektórzy Białorusini żyjący w Polsce dostają wysypki słysząc je po raz kolejny. No bo ileż razy można tłumaczyć, że niby większość po rosyjsku, ale to do końca nie jest rosyjski, że opozycyjni intelektualiści mówią po białorusku, ale często jest to martwy literacki białoruski, którego uczyli się z książek, że niby na zachodzie częściej po białorusku, ale..., że niby na wchodzi to zdecydowanie rosyjski, ale..., że edukacja na wsi to często czysta rusyfikacja, ale... Trudno przedstawić spójną tezę. Ograniczę się więc do przytoczenia kilku „ale”, które zjawiły się na mojej drodze podczas dwóch podróży na Białoruś. A gwoli wstępu - rapowana hist...