Przejdź do głównej zawartości

Posty

Rowerem po Belize, czyli w 10 dni dookoła świata

Po kilku godzinach pedałowania z nienagannych, ułożonych belizeńskich „Niemiec”, położonych w centrum kraju, przejeżdżam nieco na południe, do Dangrigi, w sam środek czarnej Afryki, rozedrganej łomotem bębnów, pijanej transowym śpiewem. Zachodni dystrykt Cayo to mała Anglia, a w niej bogaci Amerykanie nie wystawiający nosów zza swych eleganckich, otoczonych równiutkim trawnikiem willi, podczas gdy na północym wschodzie, mówiący po hiszpańsku Majowie kekczi, toną w błocie i komarach. Karaibscy Garifuni w Punta Gorda smażą bananowe placki, identyczne z naszymi ziemniaczanymi, a ortodoksyjni Mennonici powożą bryczkami z półkolistym dachem i parą małych koni. Supermarkety należą do Chińczyków, którzy mówią po angielsku jak po roku nauki w szkole podstawowej (czyli opanowali już „thank you” i liczby, z fatalnym akcentem). A na to wszystko z kanciastej monety spogląda królowa Elżbieta II. [tekst po poprawkach redakcji i pod tytułem Multikulti królowej Elżbiety ukazał się w...

Ej dziewczyny, mam rower!

... czyli kolejny raz o wyższości starego roweru nad nowym . W Maracaibo Americo radził, żebym do Caracas lepiej się nie zapuszczał. Bo rower na pewno mi ukradną. Wenezuela, szczególnie w czasie obecnego kryzysu, stawać się ma coraz bardziej niebezpieczna , zwłaszcza zaś jej stolica. Mój rower stał na korytarzu, a Americo wyszedł po bułki i wrócił. - Wojtek, wiesz co, widziałem Twój rower. Właściwie to możesz jechać do Caracas. - No, mówiłem ci, że ten rower... - Tak, tak, właściwie to możesz nim jechać wszędzie. Ja nie wiem, czy to była obraza, czy nie, ale zaleta możliwości jechania wszędzie jest niezaprzeczalna! Jakby to powiedział Łona: "może nie wygram w tym wyścigu, ale ludzie, ile ja mam przygód!"  

W Wenezueli jest bezpiecznie

"Proszę wybaczyć pytanie: ta rejestracja <<Granada>> to skąd?" Las Trincheras, końcówka podjazdu do Valencii. Jedno z tysiąca podobnych do siebie, przydrożnych bistr. Zaczął bardzo nietypowo. Zazwyczaj nikt nie prosi o wybaczenie. Zazwyczaj się drze lub gwiżdże, a potem śmieje głośno. W Wenezueli mieszka od dziesięciu lat, chociaż pochodzi z Kolumbii, z Bucaramangi. Swoje ostatnie piętnaście wiosen w ojczyźnie spędził prowadząc niewielki supermarket niedaleko granicy w Cucucie. Haracze ściągają tam lokalni paramilitares . Któregoś dnia zebrali okolicznych przedsiębiorców na prezentację traktowania nieposłusznych. Ciął murzyn. Bardzo nietypowy, bo niebieskooki, stąd zwany "gringo". Przywieźli go podobno z wybrzeża Pacyfiku, gdzie pracował w ludzkich rzeźniach . Używał niewielkiej piłki, takiej jaką chirurdzy stosują w operacjach. "To zupełnie niewiarygodne: ile krwi tryska z obciętych uszu". Następnie szły język, palce i ramiona. Rany...

W roli kucharza

Z Capurgana do gospodarstwa La Paloma idzie się przez puszczę jakieś sześć godzin. A potem działa znany mechanizm kolumbijski: przychodzisz, rozglądasz się, otwierasz oczy coraz szerzej i z planowanych dwóch dni robi się dziesięć. Jak głosi kolumbijskie hasło, nawiązujące do złej sławy niebezpiecznego kraju wplątanego w najdłuższą w Ameryce wojnę domową: tak naprawdę jedyne ryzyko jest takie, że będziesz chciał tu zostać. W La Paloma wyszło podobnie: chwilowo zwolniony etat kucharza i ogrodnika przejąłem z radością. Wyposażenie podstawowe na sześciogodzinny spacer po puszczy to maczeta i odpowiednie obuwie. Tym odpowiednim obuwiem - specjalistycznym sprzętem do przedzierania sie przez nieprzebrany busz darieński - nie jest ani goretex, ultrasuperśmex ani żaden tam amerykański wynalazek ze sklepu dla Prawdziwych Podróżników, tylko solidne gumiaki. Do tego spodnie długie, albo piłkarskie podkolanówki. Bagaże, w tym jedzenie dla nas i pracowników folwarku pakujemy na dwa muły i wycho...

Wenezuela - pierwsze wrażenia

Trzeba przyznać, że pierwsze wra-żenie to było przera-żenie. Jeśli narzekałem, że La Guajira w Kolumbii śmierdzi benzyną, to ja to odwołuję. Guajira pachnie jak kwiatki na łące. W Wenezueli można się swobodnie udusić. Ja wiem, że Czytelniku myślisz sobie, że przesadzam. Ale tak jest: smród jest dosłownie nie do zniesienia. To sobie trudno wyobrazić, ale przy powietrzu na drodze z Maicao do Maracaibo krakowski smog to jest po prostu morska bryza, a Katowice można by przemianować na Katowice Zdrój. Powietrze, który gryzie drogi oddechowe, żywcem. auto, za autem auto, za autem auto W Wenezueli można zatankować za 15 groszy. Litr? Nie, bak. Bak paliwa za 15 groszy [poniżej 0.1 boliwara za litr, czyli 5 boliwarów za 50-litrowy bak, przy obecnym kursie dolara 1zł to jakieś 30 boliwarów]. Może ja to napiszę jeszcze raz, bo to dość niewiarygodne: tak, ty płacisz za litr 6zł, a oni 15 groszy za litrów 50, czyli oni płacą dwa tysiące razy taniej (!). W Kolumbii beznyna nie jest dużo ta...

Mompox - moja ulubina prowincja

Pod kościołem św. Barbary rozmawiałem z pewnym chłopcem i dowiedziałem się, że jestem kimś. - I pan kim jest w życiu? - po standardowych pytaniach o to gdzie, skąd i dokąd na rowerze, nieoczekiwanie czternastolatek przeszedł do konkretów. - No... człowiekiem. - Ale coś pan robi na pewno, czymś się zajmuje? - Aktualnie to niczym, jadę. - A wcześniej? - drąży. - Studiowałem, matematykę i fizykę. - I ukończył pan, licencjackie? - Magisterskie. - "Entonces usted es algo!" Znaczy się, że jestem kimś. Uwaga, pisze do Was ktoś, jeśli chcielibyście wiedzieć. Wdałem się w jakieś standardowe antysystemowe przemyślenie w stylu: co to w ogóle znaczy być kimś? Że mam ten papier z uniwerku? A jak go zgubię, to juz nie będę kimś? Mieć wykształcenie, duży dom [w Panamie jak masz dom z piętrem to jesteś kimś, tak słyszałem], pieniądze? Mieć by być, to się nie trzyma kupy, zupełnie. Dalsze rozważania zanotowane w moim zeszycie były jeszcze bardziej przaśne, więc ich nie przytocz...

Przekroczyć Darien? Mieszkać w Darien!

Z jakiegoś powodu wszyscy chcą przesmyk Darien przekraczać , szukają samolotów, łódek, przewodników, żeby tylko jak najszybciej przejść z Panamy do Kolumbii, albo w drugą stronę. No zupełnie tak, jakby w samym Darien nic nie było. Nic bardziej błędnego, jest zupełnie pięknie, jest pociągająco, mnie przyciągnęło na całe dwa miesiące. Która jest godzina? Jeśli to sobota, koło ósmej rano z gór schodzą rolnicy z mułami obładowanymi maniokiem, mlekiem i serami, które raz w tygodniu sprzedają na boisku-targowisku w centrum Capurgana. W każdy inny dzień tygodnia godzinę dziesiątą wyznacza don Pocho i jego syn, którzy jadą konno w górę, do El Cielo (czyli do Nieba), gdzie kasują 5zł biletu wstępu na wodospady, wracają koło szesnastej. O szóstej wstaje słońce, zachodzi o siódmej wieczorem, usypiając przy tym krzyki małp, które czasem żerują w okolicy, i zatrzymując ruch na mrówczej autostradzie, po której od rana do wieczora pracowite owady transportują skrawki liście wielkiego mangowca. ...

Co robi św. Stanisław Kostka w Kolumbii + rok w podróży

Jest piąty dzień października 2014 roku, co oznacza, że dokładnie rok temu wyjechałem z Polski w podróż . Pojechałem autobusem do Brukseli, ósmego miałem lot do Cancun w Meksyku, potem już rowerem: Gwatemala, Belize i tak dalej. Myślałem ostatnio o tym czasie, o tych 365-ciu dniach. Co się wydarzyło, czego dowiedziałem się o świecie, czego o sobie, co zrobiłem, a czego nie. I chociaż czasem pedałując człowiek myśli sobie, że teraz nic się nie dzieje, to faktycznie dzieje się. Popatrzyłem wstecz i wyszło całkiem sporo rzeczy, że sporo rzeczy stało się moim udziałem. Ludzie, miejsca, doświadczenia, historie... Miałem zrobić o tym wideo: zdjęcia, głos, urywki filmów, muzyka. Nawet zacząłem, ale szybko zdałem sobie sprawę jak strasznie dużo czasu potrzebowałbym, by to wszystko posklejać. I wycofałem się, chociaż było mi trudno. Bo bardzo chciałem ten film zrobić, bardzo chciałem pokazać Wam co się działo, że zapatyści, że powozy Menonitów w Belize, że mgły w Hondurasie, i żołnierze w Sal...