Przejdź do głównej zawartości

Posty

Film grozy [wideo, z trasy]

Po ostatnim wpisie z trasy o rzeźnikach, aniołach i hamakach  (warto zajrzeć do tego wpisu raz jeszcze, zawiera dodatek!), dziś zapraszam na prawdziwą filmową historię z życia pod tytułem: ¨Takie jest życie¨. Prosto z Gran Sabany dla widzów z Polski! W rolę fizyka w podróży wcielił się znany i lubiany fizyk w podróży! Zapraszamy na seans! (bilety płatne przelewem na konto bankowe, reszty i paragonów nie wydajemy) Chociaż zawartość pozytywnej myśli w powyższym filmie może zostać uznana za niejednoznaczną, dalej było już tylko lepiej, co ilustrują poniższe zdjęcia. Więcej, m.in. o złamanej ramie, o tym jak się naprawia rower za pomocą sznurka i o szalonym Brazylijczyku-rowerzyście, w następnym odcinku Waszej ulubionej strony o podróżach! Polećcie znajomym, stryjowi i babce!

Rzeźnik, kierowcy, hamaki i aniołowie [z trasy]

Caracas. Na stacjach metra rząd reklamuje zwycięstwa rewolucji: wzrost dzieci wzrósł (a jakżeby inaczej) średnio o 1.8 centrymetra, jedzenie krajowych warzyw pewnikiem niepodległości, a żywienie stało się podług konstytucji prawem, a nie zwykłym biznesem. Plakaty z uśmiechniętym chłopcem pouczają o zasadach użytkowania podziemnego transportu, a na peronach pasażerowie posłusznie formują ogonki do wejść w wyznaczonych do tego sektorach. Potem wyjście z metra: wylewająca się jak płyn ludzka masa, która gęstnieje na ruchomych schodach, potem rozprasza się na wyjściowych bramkach i rozbiega na oddzielne strumienie biegnące do czterech wyjść, by tam wreszcie wypłynąć, ujśc do rwącej rzeki stołecznej ulicy, by zgrać się z jej bezsennie pulsującym rytmem. wygrałem. Nie ma tego w stolicach środkowoamerykańskich, ze względu na ich zmotoryzowanie. Nie ma w wielkej wiosce - kostarykańskim San Jose. Ten narkotyzujący pęd miasta, na który narzekasz, ale nie chcesz z niego wyjść. Który oska...

Wpis z Caracas [z trasy]

Zdaje się, że pomimo względnej aktywności piśmienniczej w ostatnim czasie ( Świat do góry nogami według Eduardo Galeano , Ameryka Środkowa: nauka powolnej jazdy czy Pożegnanie z Morzem Karaibskim ) właściwie dawno już mi się nie zdarzyło opisać co się właściwie ze mną dzieje. A to podobno czasem kogoś interesuje (tzn. tak mi kiedyś powiedział T. i od tamtego czasu piszę - od czasu do czasu - wpisy opatrzone znaczkiem [z trasy]). Mam dużo różnych notatek, urywków, impresji. To już czwarty zeszyt, który ze mną podróżuje. Trzy pozostałe i kilka książek, ciążą coraz bardziej w sakwach i proszą, by je wysłać do Polski. Pani Justyna z Caracas mówi, że teraz nie, bo na Boże Narodzenie kradną paczki najwięcej: tak na poczcie, jak i u kurierów. Może w styczniu? Piszę do Was z Caracas (nie mylić ze Skaracas, ska-jazzową grupą z Caracas, która jak nikt inny gra Watermelon Man, taaaaaa tatatata ta, Watermelon man...)

Świat do góry nogami według Eduardo Galeano

„Sto trzydzieści lat temu, po wizycie w krainie czarów, Alicja przeszła przez lustro aby odkryć świat odwrócony. Jeśli Alicja narodziłaby się ponownie w naszych czasach, nie potrzebowałaby przekraczać żadnego lustra: wystarczyłoby jej wychylić się przez okno.” - takim stwierdzeniem, wyróżnionym z tekstu głównego, Galeano rozpoczyna swoją rozprawę „Do góry nogami: szkoła świata odwróconego” [Patas arriba: la escuela del mundo al revés, pierwsze wydanie: 1998], w której krok po kroku pokazuje, jak w naszym świecie czyny, deklaracje, zwyczaje i opinie stanęły zupełnie na głowie. Pierwszy rozdział rozpoczyna od sprecyzowania tej ogólnikowej metafory: świat do góry nogami nie ceni szczerości, karze za pracowitość, nagradza brak skrupułów, a jego prawem naturalnym, wśród chóralnych śpierwów na temat równości i braterstwa, pozostaje wyzysk jednych kosztem drugich. Wszystko to brzmiałoby jak stek poczciwych narzekań, jakby nie to, że na kolejnych stronach znajdujemy całą panoramę bardzo k...

Ameryka Środkowa: nauka powolnej jazdy

Jakoś i czystość dróg można mierzyć na podstawie ilości łatek, jakie wchodzą w skład standardowego zestawu do klejenia dętek. W Belgii do wygodnego, plastikowego pudełeczka pakują ich siedem. W Polsce zazwyczaj koło dwunastu. W Nikaragui ładują od razu czterdzieści osiem. [tekst ukazał się w Krakowskiej Masówce, numer z listopada 2014 ]

Pożegnanie z Morzem Karaibskim

Odchodzić z plaży w Choroni było trudno. Wygrzebałem się z namiotu koło siódmej. Zjadłem dwie pomarańcze i kawałek kasawy, cienkiego chleba z manioku. Patrzyłem w dal, a nogi obmywały mi morskie fale, spłukując z nich przy tym natrętne muszki: niewielkie jak nasze owocówki, z tą różnicą, że zamiast sączyć sok upadłych truskawek i nadgnitego jabłka, wolą raczyć się krwią. Choroni. Następnie zostawiłem ubranie na hamaku zawieszonym między palmami i począłem krok za krokiem powoli zagłębiać się w wodę. To również łatwe nie było: plaży Choroni towarzyszy pas płytkiej do pół łydki wody, a rozbijające się przed nim potężne fale skutecznie odbijają nas od głębszej strefy. Płynę wzdłuż brzegu. Pode mną metr krystalicznie czystej wody, na piasku dna rysuje się cień pływaka. Staram się utrzymywać kilka metrów od linii, na której fale załamują się. Przechodząc, podnoszą mnie tylko w górę o metr czy nieco więcej, i zostawiają w spokoju, darując podwodnych turbulencji. Sunę po powierzch...

Rowerem po Belize, czyli w 10 dni dookoła świata

Po kilku godzinach pedałowania z nienagannych, ułożonych belizeńskich „Niemiec”, położonych w centrum kraju, przejeżdżam nieco na południe, do Dangrigi, w sam środek czarnej Afryki, rozedrganej łomotem bębnów, pijanej transowym śpiewem. Zachodni dystrykt Cayo to mała Anglia, a w niej bogaci Amerykanie nie wystawiający nosów zza swych eleganckich, otoczonych równiutkim trawnikiem willi, podczas gdy na północym wschodzie, mówiący po hiszpańsku Majowie kekczi, toną w błocie i komarach. Karaibscy Garifuni w Punta Gorda smażą bananowe placki, identyczne z naszymi ziemniaczanymi, a ortodoksyjni Mennonici powożą bryczkami z półkolistym dachem i parą małych koni. Supermarkety należą do Chińczyków, którzy mówią po angielsku jak po roku nauki w szkole podstawowej (czyli opanowali już „thank you” i liczby, z fatalnym akcentem). A na to wszystko z kanciastej monety spogląda królowa Elżbieta II. [tekst po poprawkach redakcji i pod tytułem Multikulti królowej Elżbiety ukazał się w...

Ej dziewczyny, mam rower!

... czyli kolejny raz o wyższości starego roweru nad nowym . W Maracaibo Americo radził, żebym do Caracas lepiej się nie zapuszczał. Bo rower na pewno mi ukradną. Wenezuela, szczególnie w czasie obecnego kryzysu, stawać się ma coraz bardziej niebezpieczna , zwłaszcza zaś jej stolica. Mój rower stał na korytarzu, a Americo wyszedł po bułki i wrócił. - Wojtek, wiesz co, widziałem Twój rower. Właściwie to możesz jechać do Caracas. - No, mówiłem ci, że ten rower... - Tak, tak, właściwie to możesz nim jechać wszędzie. Ja nie wiem, czy to była obraza, czy nie, ale zaleta możliwości jechania wszędzie jest niezaprzeczalna! Jakby to powiedział Łona: "może nie wygram w tym wyścigu, ale ludzie, ile ja mam przygód!"