Przejdź do głównej zawartości

Posty

Muzyka: głos Chaveli jak wino

Pierwszych pięć odcinków serii o muzyce latynoamerykańskiej dotyczyło stylów muzycznych ( joropo , cumbia , trova , merengue i tonada ). Odcinek szósty, znaczytsja niniejszy, będzie o jednej kobiecie, Chaveli Vargas . Urodziła się w 1919 roku w Kostaryce i od tamtego czasu jej głos, jak wino, z każdym rokiem stawał się coraz smaczniejszy. Urodziła się w Kostaryce, ale większość swojego życia spędziła w Meksyku śpiewając ranczery , czyli piosenki o miłości, odrzuceniu, i zawsze z jakimś motywem alkoholowym, bo prawdziwy maczo o uczuciach nie mówi na trzeźwo. Ranczery śpiewają bowiem zazwyczaj faceci z wąsem (zob. Pedro Infante , Jose Alfredo Jimenez ) z grupą kolegów o szerokich kapeluszach z trąbkami, gitarami i skrzypcami, zwanych mariachi . Chavela zwykła ograniczać się do akompaniamentu jednej gitary. W pracę nad dojrzewaniem swego głosu angażowała szeroko cygara i napoje wyskokowe. Podobno miała romans z Fridą Kahlo . No volveré - Nie wrócę Nigdy nie miałem tego dylematu: c...

Po raz kolejny w Caracas

Rowerowa mapa podróży ( do znalezienia tutaj ) nie zdradza całej trajektorii, po której porusza się fizyk. Zwłaszcza jeśli chodzi o pogranicze kolumbijsko-wenezuelskie owa trajektoria jest znacznie bardziej skomplikowana:

Plaża to szkoła życia

Niektórzy twierdzą, że szkołą życia są Himalaje, pustynia Gobi czy Antarktyda, albo - idąc dalej - głód, wojna, terror czy inne przykrości. Też tak myślałem, ale to bzdura. Prawdziwą szkołą życia jest plaża.  Choroni

A teraz, proszę państwa, wjedziemy na górę (2)

A opowiadałem wam, jak spałem u strażaków w Arauce? No chyba nie. Strażacy przyjęli mnie serdecznie, zaproponowali nawet, żebym został kolejną noc, więc zostałem. W ciągu dnia wyszedłem na spacer, i gdy wróciłem zobaczyłem ten typowy obraz XXI wieku: czterech strażaków dużyrze, każdy wgapiony w swój telefon z dotykowym wyświetlaczem. To było dość zabawne, bo siedzieli w rzędzie, dwóch pochylało się nad urządzeniem, dwóch pozostałych z zadartymi głowami operowło telefonem wyciągniętymi w górę rękami. Przed nimi grał telewizor. Potem przyszła taka gruba pani strażak i zaczęliśmy gadać: ja, ona, i pan inżynier, który nadzorował remont na ulicy przed remizą. Przyjechał do Arauki z Bogoty, bo w Arauca wszystko blisko, na piechotę się chodzi, wszystkich zna, no i ciepło jest. No i w Arauca zdarzają się takie momenty, że przychodzi komendant straży z worem pieczonej krowy i świniakiem z rusztu i potem tłuszcz ścieka tylko po brodzie. Ale to wcale nie było w górach. Teraz, proszę państwa, rze...

A teraz, proszę państwa, wjedziemy na górę (1)

...czy tam właściwie na przełęcz. Rzecz w tym, że będzie wysoko i będzie padać deszcz. Zabierzemy ze sobą kilka przedmiotów, mianowicie tych samych co zawsze, z nowym nabytkiem: wenezuelskim cuatro.

Zdaje się, że nie mam talentu do chwytliwych tytułów, ale ten artykuł jest całkiem ciekawy, warto przeczytać

Jaki ma sens przyjechać i poznać, jeśli potem trzeba to wszystko zostawić? Andy wenezuelskie A może wcale nie trzeba, nie wiem. Długa podróż prowokuje pewne problemy, a może raczej pytania, z którymi trzeba się mierzyć. Nie jest to żaden wyjątek od innych dróg życiowych, które się podejmuje: każda z nich - praca w Biedronce na kasie, wyjazd na saksy, nauczanie w szkole, hodowla koni w lubelskiem czy dawanie koncertów - ma swoją specyfikę problematyczną, ale tak się składa, że czytasz akurat stronę o podróżach, więc co ja ci mogę poradzić, będzie o pytaniach w podróży. Tak się złożyło, że kiedy zadawałem sobie ostatnio moje pytania, doszły mnie słuchy o pytaniach, które zadają sobie inni. Piotrek Strzeżysz - ten od makaronu w sakwach i przejeżdżania z Alaski po Argentynę - podesłał mi wystąpienie Łukasza Supergana - tego co to skolei przeszedł samotnie cały łuk Karpat i Iran piechotą - o jego trzech refleksjach w podróży (link do nagrania) . Pierwsza z nich to problem autor...

Ostatni żart w Wenezueli

Weszła, bo czuła się niemal w obowiązku. Zobaczyła rower na zewnątrz i wiedziała, że trzeba się przywitać. Wpadła razem z Iris, 43 lata. Luisa, 48. Dochodziło wpół do czwartej po południu: kończyłem obiad w restauracji na rogu, dwie przecznice w górę od kościoła w Bailadores. Porcja była gigantyczna: zupę pochłonąłem w chwilę, i gdy tylko zacząłem drugie danie czułem błogą pełnię, którą dopychałem przez następną godzinę. Tamtego dnia jadłem bardzo niewiele, pedałowałem zaś bardzo dużo, i żołądek mi się może skurczył... czy ja wiem czy to możliwe? Podeszła i podała mi rękę, po męsku. Miała długie włosy; oblicze starsze, niż jest w rzeczywisości, oblewał andyjski, czerwony rumieniec rozlewający się od oczu przez policzki aż po brodę. Rozmawialiśmy chwilę, chciałem jechać dalej, ale upierała się - obie, z Iris, się upierały - że niebezpiecznie jeździć w tej okolicy późnym popołudniem. Ostatecznie zostałem u tej drugiej, u Iris, bo u Luisy nie było miejsca. To był jedyny z pięciu dni pe...

Muzyka: spokojna jak tonada

Tonady to są te melodie, które nuci llanero dojąc krowę, które płyną po andyjskich poletkach kawy przy okazji zbiorów: długie, przeciągane nuty, wysokie dźwięki, powolna melodia i liryczne teksty. Jednym słowem: nic, co byśmy kojarzyli z roztańczoną, żywą i dynamiczną muzyką Ameryki Łacińskiej. W Wenezueli gatunek - mówi się - uratował przed zaginięciem Simón Diaz , znany także z praktyki innych stylów, jak joropo czy merengue , i ogółem: jako niekwestionowany mistrz wenezuelskiej muzyki tradycyjnej. Oba przykłady, które podajemy niżej, są autorstwa wujka Simona. Tonada de Luna Llena - Tonada Pełni Księżyca w niezrównanym wykonaniu Natalii Lafourcade i Gustavo Guerrero Mówi o księżycu, i o zakochaniu, które jest niczym czapla walcząca z wodami rzeki. Przetłumaczę mój ulubiony fragment: La luna me esta mirando  Yo no se lo que me ve  Yo tengo la ropa limpia  Ayer tarde la lave czyli: Księżyc patrzy na mnie Nie wiem co widzi we mnie Ubranie mam [prze...