Przejdź do głównej zawartości

Posty

Kto tu komu przeszkadza

Większość mieszkańców znajduje pracę u Niemca. Po niemiecku jednak nie mówią. W domach rozmawiają w guarani, chcieliby się uczyć angielskiego, a w szkole wtłaczają im hiszpański. Caracarai leży za lasem. Trzeba zjechać z głównej drogi, ze świeżego asfaltu pustawej trasy numer osiem i wpuścić się w las po czerwonej gruntówce. Ten las znika po kilkuset metrach. Wraca krajobraz typowo paragwajski: pampa równie monotonna co jednolicie żółta o tej porze roku. Okazuje się jednocześnie, że las, który z trasy numer osiem wydaje się wielki i nieprzebyty, to tylko wąski pas zieleni ciągnący się wzdłuż głównej drogi. To także nie las naturalny, a uprawa eukaliptusów i – w mniejszym stopniu – kilku innych gatunków drzew: młode i chudziutkie jeszcze pnie stoją na baczność w równych odstępach, z szarawą mgiełką toksycznych insektycydów na korze. To właśnie ten las należy do Niemca i w tym właśnie lesie można znaleźć pracę. „Chciałbym zostać piłkarzem i grać w ligach europejskich.” Czuł...

Dzień podróży w dwie minuty

Podróż rowerowa w swojej zwyczajności. Poranki, posiłki i monotonia pedałowania: sceny mało spektakularne, ale bardzo życiowe, bo powtarzające się codziennie. Projekt "Dzień podróży w dwie minuty" to trzy krótkie nagrania z Peru, Boliwii i Paragwaju ukazujące tę część podróży, która zazwyczaj pozostaje w cieniu emocjonujących przeżyć i zapierających dech w piersiach krajobrazów. Miejsce: północne Peru, między Chiclayo i Pacasmayo Czas: wrzesień 2016 Muzyka: Kid A - Radiohead Miejsce: Salar de Uyuni, Boliwia Czas: Boże Narodzenie 2016 Muzyka: Sztoj pa moru - Laboratorium Pieśni Miejsca: dom w Mariano Roque Alonso, Paragwaj i drogi Mato Grosso do Sul, Brazylia Czas: marzec-kwiecień 2017 Muzyka: Direito de Sambar - Adriana Moreira

Zapach ma moc

Miałaś rację. Zapachy potrafią przywoływać wspomnienia. Więcej: potrafią to robić znacznie silniej niż obrazy, dźwięki, czy nawet muzyka. Chociaż nie, silniej niż muzyka raczej nie. Tak czy inaczej: miałaś rację. Tłumaczenie tekstu Tiene poder el olor który opublikowałem na hiszpańskojęzycznym odpowiedniku fizyka w podróży:  fisicoenelcamino.blogspot.com . Jest coś w powietrzu Chiquitanii – regionu dalekiego wschodu Boliwii – co przypomina mi o stanie Sucre na dalekim wschodzie Wenezueli. Nie potrafię z całą pewnością powiedzieć o co dokładnie chodzi: jakieś specyficzne zioło, woń któregoś z drzew, zapach trawy czy najzwyczajniej świecie ta wilgoć podgrzana do temperatur wulkanicznych, która – zdawałoby się – sprawia, że pocą się nie tylko ludzie, ale i rośliny, samochody, a nawet asfalt. Santa Ana

Co my tu robimy

- Co robimy? Sprawdzamy kto i po co, skąd tu przyszedł. Ty skąd jesteś? W jakim celu przyszedłeś? - patrzy na mnie coraz to przenikliwszym wzrokiem. Pochyla ogoloną głowę, głos stopniowo, słowo za słowem, zmienia ton z radosnego na podejrzliwy i sam nie wiem czy jeszcze żartuje, czy już mówi poważnie, pyta retorycznie, czy raczej powinienem coś odpowiedzieć? - Sprawdzamy, trzeba sprawdzić, no bo ja też mógłbym powiedzieć, że jestem rowerzystą i o, proszę – mężczyzna w wojskowych portkach i czarnych, ciężkich butach robi niewinną minę i rusza ramionami pedałując w powietrzu – przyjechałem tu ot tak, dla sportu. Jaką ja mam pewność? A może jesteś z ETA albo z FARC? Skąd ja mam wiedzieć komu przekazujesz informacje? Ta rozmowa nie zostanie przecież między nami! Zestaw do rowerowania po Paragwaju: kubek z terere i termos z lodem

Boliwia na zimno: toast wigilijny

Lekarka z dyżuru siedziała na krześle obok. Co chwilę wstawała, wychodziła na moment z poczekalni, krążyła po korytarzu nerwowym krokiem i wracała: na krzesło, albo na sofę przy wejściu. Wspierała głowę na rękach i patrzyła, nie widząc. --- Boliwia na zimno: kopalnie Potosí Boliwia na zimno: Uyuni i śmierć Boliwia na zimno: toast wigilijny Wszystkie zdjęcia --- Dwudziesty czwarty grudnia, Wigilia. Dojechałem do Salinas de Garci Mendoza jeszcze przed południem. Małe miasteczko przykurzonych uliczek. Na rynku: drzewa, dwie przecinające się aleje placyku i stragany ustawione dookoła: słodycze, warzywa, zabawki. Bistra jeszcze zamknięte, czekałem. Zagaił starczy mężczyzna w kapeluszu, przyjechał na ślub, na wesele, nie był stąd, krzątał się i też nie wiedział co ze sobą zrobić. Pomyślałem, że hotel to nie najgorszy pomysł. W końcu Wigilia, warto spędzić ją w cywilizowanych warunkach. Najpierw poszedłem do tego na placu, nie było miejsca dla Ciebie, ale wszystko zajęte, bo...

Boliwia na zimno: Uyuni i śmierć

Na altiplano jest przede wszystkim cicho: skoro nie ma nic, nikogo, nie ma źródeł dźwięków. Ruch na drodze – niewielki. Spotkałem podróżującą samochodem grupę znajomych ze Słupska. Podarowali mi puszkę smalcu, jaki byłem szczęśliwy! Cisza, więc nic nie przeszkadza w słuchaniu książek podczas jazdy. Honore de Balzac uczy mnie życia w swej Komedii ludzkiej, w Kobiecie trzydziestoletniej. Natomiast Salar de Uyuni – solnisko szerokości blisko dwustu kilometrów – uczy mnie śmierci. --- Boliwia na zimno: kopalnie Potosí Boliwia na zimno: Uyuni i śmierć Boliwia na zimno: toast wigilijny Wszystkie zdjęcia ---

Boliwia na zimno: kopalnie Potosí

--- Boliwia na zimno: kopalnie Potosí Boliwia na zimno: Uyuni i śmierć Boliwia na zimno: toast wigilijny Wszystkie zdjęcia --- Potosi było kiedyś bardzo ważne. Dalej jest, ale już nie tak. Wciąż jeszcze dłubią kilofami w Cerro Rico. Od pięciuset lat dłubią w tej samej, niewielkiej górze, i jeszcze stoi, jeszcze nie wykopali wszystkiego. Ale ceny srebra spadły, samego srebra zresztą zostało niewiele, i Potosi to już nie to samo co kiedyś. To już nie to centrum ekonomiczne kolonii z ulicami wykładanymi płytami srebra z Cerro Rico (podobno), z drogimi burdelami, nowobogackimi mieszkańcami sprowadzającymi zza oceanu perskie dywany, francuską porcelanę i czeskie kryształy, by to wszystko ustawić w mieście pośrodku boliwijskiej pustki. Ale kopalnie działają, wciąż normy bezpieczeństwa nie zawsze są najwyższe, wciąż bywa, że pracują tam dzieci, wciąż umierają ludzie, choć już nie tysiącami, jak dawniej, Potosi, miasto wyrosłe na krwi. Dlatego nie poszedłem na wycieczkę do kopalni. ...

Brazylia: nowe doświadczenia

Jest czysto. Corumbá, pierwsze miasto za granicą. Ucichły nagle motocykle. Nie że zniknęły, ucichły, już nie warczą. Mężczyzna, który rozładowywał ciężarówkę, śpiewał. Ktoś szedł ulicą bez koszulki. Ktoś inny nosił krótkie spodnie. Tak, to dziwne, tutaj to dziwne, na tym kontynencie to dziwne, dla mnie to dziwne.  Na tym kontynencie, nie, w jego hiszpańskojęzycznej części, gdzie kultura źle patrzy na noszenie krótkich spodni. Dobrze patrzy natomiast na jeżdżenie motocyklem bez tłumika. Bo to jest, proszę państwa, kultura pokazowa. No, przez trzy i pół roku jeździłem po krajach w których jest diabelnie gorąco, a ludzie noszą długie spodnie. Chodzą też w skarpetkach i zamkniętych butach. Sypią do nich talk i środki zapachowe, żeby ugotowana stopa nie śmierdziała jak ugotowana stopa. Mówisz poważnie?