Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jak do pracy, to daleko

Miał krótką brodę, niski wzrost i wózeczek z numerem 25. Gdy dojechałem na główny plac w Termas, on już tam był. Poszedłem kupić chleb i winogron, wróciłem, a on pojawił się znowu. W drodze z Tucumanu do Termas przez Araoz, czyli żeby nie jechać ruchliwą dziewiątką wpieprzamy się w piach, a co Termas de Rio Hondo to naturalnie ciepła woda, dziesiątki hoteli, restauracje, sklepy z pamiątkami, tysiące starszych ludzi z całego kraju, i setki młodych ludzi, którzy ich obsługują. —To w sezonie —mówi Enzo, 37-latek, który przyjechał tu do pracy z innego niewielkiego miasteczka prowincji Santiago del Estero— poza sezonem nie ma nikogo, pustki. Do pracy mam dwie przecznice i przez te dwie przecznice idzie wpaść w depresję: dwa rzędy lokali z opuszczonymi, blaszanymi roletami, pusta ulica i puste chodniki. Enzo pracuje w jednym z czterech dużych hoteli, które poza sezonem —czyli latem, bo sezon na termy przypada zimą— pozostają czynne. Reszta — zamyka. A personel? —Mówi się o nich ...

Bardzo osobista relacja z Tucumanu (i z Tucumanem) [FOTOREPORTAŻ]

Już dawno temu opracowałem teorię piekarnianą. Teoria głosi, że gdy masz już piekarnię, w której zawsze kupujesz chleb, i sprzedawczyni —co chcesz, kochanie?— zaczyna cię rozpoznawać, to znaczy, że jest źle. Że jak zostaniesz jeszcze tydzień dłużej, to nie wydostaniesz się nigdy, nie szybciej niż po kilku miesiącach. Zaniepokojony tym stanem rzeczy wyjeżdżam z Tucumanu czym prędzej, wyjeżdżam jutro. A zanim wyjadę, opowiem, jak było. Argentyna jest w kryzysie. Dolar kosztuje już 45 pesos, rok temu kosztował 22, 4 lata temu - osiem. Najczęstszym napisem na szybach lokali jest "Do wynajęcia", "Właściciel wynajmuje" i "Totalna likwidacja towaru". Jedna z niezbyt tanich restauracji w centrum informuje — obok ceny obiadu w granicach 25zł — że w lokalu "Zabrania się rozmawiać o kryzysie" W lokalu obok — spółdzielczej restauracji Pangea — ogłasza się inne rzeczy I wiesza papierowe żyrandole Obiad kosztuje nieco mniej — 12 zł — i...

Argentyna: jest inaczej

Ogrodzono płaskowyż: lamy biegają między drutami. Wikunie, wikunii prawie wcale nie ma. Miasteczka sprawiają wrażenia czystszych, ich ulice kryją cienie drzew. Przestało być normalne pozdrawiać nieznajome osoby na ulicy gdy tylko nasze oczy się spotkają, czy nawet i bez tego. Nie pozdrawiają więc i nie mówią. Ale jak już mówią, mówią pewni siebie. Nie zmieniło się to, że wciąż trwał karnawał, i w miniaturowych miejscowościach argentyńskiego Altiplano ludzie też się upijali i chodzili po ulicach z bębenkami i z całą orkiestrą dętą. Dróżka w kierunku Salinas Grandes w okolicy Casabidno Tusaquilla po karnawale Casabindo po karnawale Lamy (po karnawale) Wojciech w La Quiace Pierwsze kilometry w Argentynie Pierwsi koledzy Nigdy nie potrafię sprecyzować z całą pewnością na czym ta różnica polega. Strzelam: na kulcie rozumu? Jeśli w Argentynie —jak w Polsce, we Włoszech, w Europie Zachodniej— przeważa to, co nazwalibyśmy kultem rozumu, chodzenie po ulic...