Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie

Drzewo jadłoszynu (prowincja La Rioja, 2019) Są takie piosenki starego Atahualpy, od których włosy stają dęba. Zwłaszcza, gdy po siedmiu latach podróży jesteś o sto kilometrów od końca świata. Atahualpa schodził kontynent, słuchał wiejskich pieśniarzy i wyniósł ze swej tułaczki mądrości prawdziwe, uniwersalne. Czytelnik już wie, że na tej stronie może się spodziewać wszystkiego: relacji, reportaży, esejów, mieszanki trzech poprzednich gatunków, podcastu, nagrań wideo... Tłumaczenia piosenki — również. Tłumaczenia na pewno niezgrabnego, ale mam nadzieję, że oddającego kropelkę przesłania. Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie Atahualpa Yupanqui (1908-1992) Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie Niczym płot rozstaw twe hojne cienie Przywiąż mnie do korzenia twej ciszy Gdzie leśnym ptakiem staje się zmartwienie Przychodzę ze świata niezliczonych szlaków Puszczy, morza, piasków, łąk i gór Niosę pragnienie pokoju, tak nieskończone… Przygotuj gniazdo miłości, by mój ukoić ból Ja zaw...

Sfilmować niepewność

Z Pancho poznaliśmy się pięć dni przez kwarantanną. Spędziliśmy kilka dni na przedmieściach Zapali. Potem on pojechał w stronę Rio Cuarto, ja — do Junin de los Andes.  Spotkaliśmy się ponownie pod koniec grudnia w Epuyen w prowincji Chubut, żeby razem przejechać kawałek trasy na południe. Zobacz też ---> Na południe IV: Neuquén Kwiat Do Chubut wjechałem przez las. Prowincja podobno wymagała od wjeżdżających rezerwacji hotelowych, ubezpieczeń antycovidowych i kilku innych dokumentów, których nie posiadałem. Pomógł fakt, że obozowisko Virginii, w którym zatrzymałem się na Boże Narodzenie, leży na samej granicy Rio Negro i Chubut. Piaszczysta ścieżka rozciągnięta pośród plantacji sosen prowadzi w kierunku El Hoyo i dwa czy trzy kilometry dalej łączy się z drogą krajową numer 40.  Zobacz też: --> Virignii miejsce na ziemi Miasteczka El Bolson, Lago Puelo, El Hoyo i Epuyen tworzą mikroregion nazywany Comarca Andina. To kolejna z atrakcji turystycznych w argentyńskich And...

Laura, historia z południa

Laura nie planowała zamieszkać w raju. Może dlatego chce opuścić El Chalten, wyśnione miasteczko w argentyńskich Andach.  Laura w domu (Laura nie nazywa się Laura, a jej historia nie stanie się częścią filmu dokumentalnego o tożsamości argentyńskiej  z uwagi na wyraźne życzenie zachowania anonimowości bohaterki. Zmieniam imię i kilka nieistotnych faktów, które ułatwiałyby jej identyfikację. Zostawiam opowieść, ilustratywne świadectwo realiów i historii południa Argentyny.)  Dziadek przekroczył góry od strony chilijskiej. Znalazł się w argentyńskim Junin de los Andes i ożenił się z Mapuczką ("upolował sobie Mapuczkę", mówił mężczyzna, bo odnoszenie się do miejscowych z pogardą jest w regionie bardziej zasadą niż wyjątkiem ). Kobieta urodziła pierwszego syna, drugiego — ojca Laury — i córkę. Przy trzecim porodzie zmarła.  --> Artykuł został opublikowany dzięki wsparciu projektu  Fizyk w Argentynie  na portalu Patronite. Jeśli chcesz, by na stronie pojawiał...

Prawo do przeszłości

Ruben, postawny 76-latek, wita się w języku mapudungun. Potem długo się zastanawia, do której z etni należała rodzina jego matka. W niewielkiej społeczności rdzennej na południowych obrzeżach miejscowości Sarmiento żyją osoby identyfikujące się jako Mapucze, Tehuelcze i Keczua. Wielu to śmieszy.  Ruben Dionizja, żona Rubena, nie ma wątpliwości: pochodzi od Tehuelczów. Opowiada, że ci charakteryzują się ponadprzeciętnym w regionie wzrostem, grubymi włosami i wysokimi kościami policzkowymi. Jej ciało perfekcyjnie odpowiada opisanemu modelowi. Zarazem stanowi wyraźne zaprzeczenie urody Mapuczów: niższych, o drobnych, czarnych włosach i szerszych twarzach. Tak wygląda siedzący obok Manuel Antileo, kuzyn Mercedes Antileo, którą poznałem w Junin de los Andes. Dionizja mówi dużo, Ruben śmieje się, że jest polityczką. Postulowała się na burmistrzynię Sarmiento: w wyborczej potyczce zajęła drugą lokatę. Teraz, w drewnianym domku na kilku hektarach kamienistej ziemi, opowiada o ziołach lec...

Virginii miejsce na ziemi

Od północy i aż do rana grała muzyka i szczekały psy. Fajerwerków widzieliśmy niewiele. Od czasu do czasu ktoś wystrzelał pojedynczą rakietę: z tych bez kaskad kolorów, tanią i bliskiego zasięgu. Znacznie częstsze były okrzyki. Virginia uśmiechnęła się przelotnie. Te są za darmo, powiedziała. Z domu Virginii widać panoramę położonego w dolinie miasta El Bolson. Przez wolną przestrzeń między koronami drzew patrzymy na szeregi niedużych domów ustawionych na stromym zboczu. Stok opada w kierunku centrum. By dostać się do "Dzielnicy Bez Granic" położonej na obrzeżach sektora "La Esperanza" należy wdrapać się do samego końca kamienistej ulicy, która na szczycie wzgórza spotyka się z lasem. Słowo "esperanza" oznacza nadzieję. Balkon z widokiem na El Bolson Ubrania śmierdzą dymem z paleniska, które nie gaśnie nigdy. Na krągłych, gorących kamieniach Virginia opiera fragment ogrodzenia. To kuchnia. Pochyłość terenu utrudnia przemieszczanie się, ale mieszkanie na wz...

Na południe IV: Neuquén

Wypocząłem. Zabrakło mi jedzenia. Zjadłem soczewicę z czosnkiem i przesiedziałem dwie godziny przed jedynym sklepem w okolicy. Zjawił się sprzedawca. Nie sprzedawał wiele: paczki ciastek, puszki, ser. Już czuję, że jestem w drodze. Czuję, że to dobrze. Zobacz też --->  Na południe III: Rio Negro Gdy wyjeżdżałem, zapowiadało się na deszcz. Wiał intensywny wiatr z południa. Nie byłem przy siłach: na śniadanie zjadłem niewiele, poza tym miałem wrażenie rozstroju żołądka. Przystanąłem niecałe dziesięć kilometrów za miasteczkiem. Otworzyłem termos z gorącą wodą, zaparzyłem mate. Mijało blisko dziewięć miesięcy od chwili, kiedy wiadomość o całkowitym zamknięciu dróg w Argentynie unieruchomiła mnie w Junin de los Andes. Wciskałem w siebie chleb, popijałem gorzki napar i patrzyłem na wijącą się w dole rzekę Chimehuin. Powoli, stopniowo, ale jednak z każdą chwilą czułem się spokojniejszy. W mgnieniu oka przyzwyczaiłem się do bycia w drodze: już, od razu, po kwadransie pedałowania. Miałem...