Przejdź do głównej zawartości

Posty

Film "Jestem Paragwajczykiem" — podsumowanie zbiórki i działań

Na początku 2018 roku poprosiłem Was, Czytelników, o wsparcie projektu realizacji filmu dokumentalnego o Paragwaju . Co z tego wyszło? Opowiadam z detalami w niniejszym nagraniu: W telegraficznym skrócie , udało się zrealizować pełnometrażowy film dokumentalny "Soy paraguayo"  (pol. "Jestem Paragwajczykiem", 92', zob. wpis w bazie PolishDocs ) i jego krótkometrażową wersję "El Grano que Divide" (pol. "Ziarno niezgody", 23'). Mimo rudymentarnego sprzętu i jednoosobowej realizacji, oba filmy pojawiły się na festiwalach, a nawet w telewizji: Jestem Paragwajczykiem 10. SUNCINE Międzynarodowy Festiwal Filmów dot. Ochrony Środowiska w Meksyku, Guanajuato 2020 5. Festiwal Kina Etnograficznego w Ekwadorze, Quito 2020 5. Festiwal Kina Niezależnego w Ciudad del Este, Paragwaj 2020 28. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Paragwaju, Asunción 2019 (wyróżnienie honorowe) 16. Festiwal Filmów LGBTI, Paragwaj, Asuncion 2020 (specjalne wyróżnienie) +...

Santo remedio

Gdy wyjeżdżałem z Rio Gallegos, miałem gorączkę. Przynajmniej tak mi się wydawało: dotykałem własnego czoła i wydawało mi się nazbyt rozgrzane, po grzbiecie spływał zimny pot. Nawet jeśli to COVID, myślałem sobie, to już lepiej przechodzić go w polu, niż w samym środku miejskiego szaleństwa. Wierzyłem we własną młodość. Mam trzydzieści parę lat, myślałem dalej, w ostateczności pokaszlę trochę, poboli mnie głowa, minie kilka dni i mi przejdzie. Miałem sakwy pełne jedzenia. Wiedziałem, gdzie znajdę wodę: powtarzałem trasę, którą przejechałem miesiąc wcześniej. Zostało tylko jedno zmartwienie: punkt kontrolny żandarmerii 30 kilometrów za miastem. Na lotnisku zrobili mi już wymaz, wynik wyszedł negatywny. Mam zdjęcie potwierdzenia badania, więc nie sądzę, by chciano mi powtarzać test COVID. Mogą natomiast zmierzyć temperaturę: to nic nie kosztuje, przykładają termometr do nadgarstka, elektroniczny przyrząd zawiadamia dźwiękiem, że pomiar został wykonany, na pomarańczowym ekranie wyświetla ...

Instrukcja obsługi argentyńskiego kempingu

Nad brzegami Rio Senguer Ma się rozumieć, nie chodzi o kemping płatny. Tam raczej wszystko jest wiadome: klient płaci, klient dostaje to, za co zapłacił. Pomówimy o miejscach kempingowych dzikich, na wpół dzikich, a nawet oficjalnych, ale darmowych: niech podróżny wchodzi, niech podróżny sobie radzi. Gdy zapytałem kolegi Matiasa , co znaczy być Argentyńczykiem, rozmarzył się. Po dłuższej chwili wyrzucił z siebie: ogień, yerba mate... Tak, powtórzył, być przy ogniu.  Oficjalne  Pewnie dlatego nawet na względnie zorganizowanym argentyńskim kempingu może zabraknąć prysznica, może nie być ubikacji, prądu elektrycznego, a nawet śmietników, ale nigdy, przenigdy nie zabraknie stanowisk do grillowania.  Takie stanowisko to nic innego jak betonowa lub ceglana platforma wyniesiona na około metr wysokości, chroniona ścianką od tej strony świata, od której zazwyczaj w danym regionie dmuchają wiatry (na andyjskim podgórzy byłby to północny zachód). Konstrukcje są stosunkowo szerokie: ...

Na końcu drogi

Wschód Druga noc w Puerto Almanza była spokojna i bezwietrzna, księżyc świecił jak bania. Ruszyłem w stronę plaży. Fale cicho chlupotały o brzeg, a od drugiej strony zatoki Browna nawoływały morskie lwy. Na szarych, wygładzonych wodą kamieniach spali ludzie. Spał diabeł: w wielkiej, czerwonej masce z karnawału w Villazón. Spał kolumbijski kelner z Ciudad Bolivar, miasteczka na szczycie zachodniej kordyliery. Spała J., widziałem ją na pewno. Podpierała głowę prawą dłonią, oddychała spokojnie, uśmiechnięta.  Spał Sergio z Machali, Alex z Santa Rity i Betsabe z Caracas. Cesar drzemał, ściskając pod pachą zieloną papugę.  Do każdego chciałem podejść, przywitać się choćby. A najlepiej uściskać. Ale wszyscy spali tak słodko. Nie chciałem niepokoić.  Następnego dnia nie zastałem nikogo. Na plaży leżały jedynie ciemnozielone sterty wodorostów, które morze wyrzuciło na brzeg.  Kto wie, skąd tutaj dopłynęły. Nie wiem, jak uporządkować sobie świat, którego każdy element —z...

Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie

Drzewo jadłoszynu (prowincja La Rioja, 2019) Są takie piosenki starego Atahualpy, od których włosy stają dęba. Zwłaszcza, gdy po siedmiu latach podróży jesteś o sto kilometrów od końca świata. Atahualpa schodził kontynent, słuchał wiejskich pieśniarzy i wyniósł ze swej tułaczki mądrości prawdziwe, uniwersalne. Czytelnik już wie, że na tej stronie może się spodziewać wszystkiego: relacji, reportaży, esejów, mieszanki trzech poprzednich gatunków, podcastu, nagrań wideo... Tłumaczenia piosenki — również. Tłumaczenia na pewno niezgrabnego, ale mam nadzieję, że oddającego kropelkę przesłania. Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie Atahualpa Yupanqui (1908-1992) Nie pozwól, bym odszedł, stary jadłoszynie Niczym płot rozstaw twe hojne cienie Przywiąż mnie do korzenia twej ciszy Gdzie leśnym ptakiem staje się zmartwienie Przychodzę ze świata niezliczonych szlaków Puszczy, morza, piasków, łąk i gór Niosę pragnienie pokoju, tak nieskończone… Przygotuj gniazdo miłości, by mój ukoić ból Ja zaw...

Sfilmować niepewność

Z Pancho poznaliśmy się pięć dni przez kwarantanną. Spędziliśmy kilka dni na przedmieściach Zapali. Potem on pojechał w stronę Rio Cuarto, ja — do Junin de los Andes.  Spotkaliśmy się ponownie pod koniec grudnia w Epuyen w prowincji Chubut, żeby razem przejechać kawałek trasy na południe. Zobacz też ---> Na południe IV: Neuquén Kwiat Do Chubut wjechałem przez las. Prowincja podobno wymagała od wjeżdżających rezerwacji hotelowych, ubezpieczeń antycovidowych i kilku innych dokumentów, których nie posiadałem. Pomógł fakt, że obozowisko Virginii, w którym zatrzymałem się na Boże Narodzenie, leży na samej granicy Rio Negro i Chubut. Piaszczysta ścieżka rozciągnięta pośród plantacji sosen prowadzi w kierunku El Hoyo i dwa czy trzy kilometry dalej łączy się z drogą krajową numer 40.  Zobacz też: --> Virignii miejsce na ziemi Miasteczka El Bolson, Lago Puelo, El Hoyo i Epuyen tworzą mikroregion nazywany Comarca Andina. To kolejna z atrakcji turystycznych w argentyńskich And...

Laura, historia z południa

Laura nie planowała zamieszkać w raju. Może dlatego chce opuścić El Chalten, wyśnione miasteczko w argentyńskich Andach.  Laura w domu (Laura nie nazywa się Laura, a jej historia nie stanie się częścią filmu dokumentalnego o tożsamości argentyńskiej  z uwagi na wyraźne życzenie zachowania anonimowości bohaterki. Zmieniam imię i kilka nieistotnych faktów, które ułatwiałyby jej identyfikację. Zostawiam opowieść, ilustratywne świadectwo realiów i historii południa Argentyny.)  Dziadek przekroczył góry od strony chilijskiej. Znalazł się w argentyńskim Junin de los Andes i ożenił się z Mapuczką ("upolował sobie Mapuczkę", mówił mężczyzna, bo odnoszenie się do miejscowych z pogardą jest w regionie bardziej zasadą niż wyjątkiem ). Kobieta urodziła pierwszego syna, drugiego — ojca Laury — i córkę. Przy trzecim porodzie zmarła.  --> Artykuł został opublikowany dzięki wsparciu projektu  Fizyk w Argentynie  na portalu Patronite. Jeśli chcesz, by na stronie pojawiał...