Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą pociąg

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (1)

-Na Ławoczne to przez Stryj? -No tak. -A gdzie właściwie jest to Ławoczne?  -Hmm... [młoda kasjerka  przylepia nos do szyby, do której ja z drugiej strony przylepiam mapę] A gdzie tak dokładnie chce pan jechać? -Tak dokładnie to ja nie wiem, gdzieś na południe.  odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Nieco się we Lwowie pozmieniało z pociągami od czasu kiedy jeździłem na Świdowiec i w Gorgany . Zdawało mi się, że lwowskie koleje są mi już znane jak polskie albo białoruskie , więc po prostu wsiadłem w pociąg w Krakowie, przetransportowałem się do Lwowa z myślą, że albo złapię ten 15:57 do Rachowa, albo wezmę coś do Frankowska, a dalej to jakoś to będzie. No więc ten do Rachowa mi uciekł, a jak mi pani wyrecytowała 67 hrywien za bilet do Iwano-Frankowska, to zwątpiłem. No przecież do Rachowa (3 razy dalej) płaciło się zawsze po 12. Zakarpacie, czyli Wolna Republika Stogów Siana

Obrazki z Białorusi (1)

Pociągowi handlarze Semeczki, woda mineralna, chałwa w szokoladzie... Dwóch mężczyzn gra w karty. Ten twarzą do mnie zębów ma niewiele. Pani konduktor na razie biletów nie sprawdza. Na większych stacjach przechodzi po wagonach pytając, czy wszyscy kupili bilety. Czasem ktoś zgłosi, że nie. I kupuje. W międzyczasie, stosując formułki raźnie wypowiadane, choć ze smutkiem i przegraną na twarzy, kilku kolejnych handlarzy usiłuje sprzedać nożyczki, plastry, klej do wszystkiego i łyżkę cztery w jednym. Można zobaczyć? Proszę! To bardzo proste, do Baranowicz jak raz nabierze pani wprawy. Tylko 10 tysięcy! Niedaleko stacji końcowej ktoś wreszcie sprawdza bilety. Bilety mają postać paragonu. Bar w Baranowiczach Picca - tanio - smacznie. Picca trochę mną wstrząsnęła, ale wchodzę. Dania dnia: rosół ze śmietaną (I danie), ziemniaki i biała kiełbasa (II danie), surówka (wymieniona w menu jako zimna przystawka) i herbata z cytryną i cukrem (III danie (!) ). Wszystkiego tego tyle, co ...

Białoruś praktycznie

Po prawie dwóch tygodniach wróciłem zza Buga. Nie byłem tam po raz pierwszy , ale zanim zacznę opowiadać o tym jak się smaży draniki, pokazywać gdzie został napisany największy hit białoruskiej muzyki propagandowej , rozwodzić się nad wyższością ichniejszej kolei nad naszą i autostopowaniem , rozpocznę od pewnych informacji praktycznych dotyczących cen i transportu.

Świdowiec 2009

Świdowiec 2009? Zapytacie: "Czy mnie wzrok nie myli?". Nie myli! Tak, jest rok 2013, a ja chciałbym Wam opowiedzieć co się działo 4 lata temu w górach na zachodniej Ukrainie! Ostatecznie na tej nieszczęsnej podstronie Karpaty Wschodnie , gdzie znajdziecie różne praktyczne informacje o dojeździe itp . , napisałem, że pełna relacja się ukaże. No to się ukazuje. A było to dawno, dawno temu... Pójdziecie chłopcy tu, tu i tu... I tam spotka Was niedźwiedź!

Otwartość umysłu krakowskich artystów a Iran

Treść  wpisu, który przy odrobinie samozaparcia za chwilę przeczytasz, w dalszym ciągu mnie dziwi. Chociaż od wydarzenia minęła już chwila. Będzie to opowieść o tym jak bardzo ciasne są główki Wielkich Krakowskich Artystów . Wielcy Krakowscy Artyści mają się za niezwykle tolerancyjnych , niesłychanie otwartych i oczywiście niezrównanie twórczych. Takie przynajmniej wrażenie odniosłem jadąc z dwójką z nich pociągiem z miasta, które w Krakowie bardzo lubimy, czyli Warszawy, do miasta, w którym w Krakowie mieszkam, czyli do Podgórza (dołącz do grona kultystów Podgórza) . Siedziałem w przedziale z człowiekiem, który, tak się składa, wygrał (czego nie omieszkał mi oznajmić) plebiscyt Trójki ( PR III ) na Kulturystę Roku 2012 , nazwijmy go D., oraz z jego znajomą, nazwijmy ją A. Znajoma podróżowała z dzieckiem, nazwijmy je dziecko, które to dziecko było dziewczynką i miało lat 6.   D. i A. rozmawiali o jednej z wystaw w CSW . D. i A. byli oburzeni. Właściwie to nawet słu...

Kraków-Będzin-Kraków

Jadąc przez Olkusz to jakieś 76km. W zasadzie można by jechać rowerem, zajęło by to ze 4 godziny. Pojechałem pociągiem. W tamtą stronę poszło całkiem sprawnie: w Będzinie znalazłem się już po dwóch i pół godzinie, przesiadając się z rozpadającego się składu Regio na elegancki szynobus Kolei Śląskich na stacji Katowice Szopienice Południowe. Gorzej było, gdym wracał... Nigdy nie chciałem dołączyć do pocztu narzekaczy na polskie koleje, ale jednak coś mnie pcha, aby opowiedzieć o mojej małej przygodzie. Ogólnie to ja bardzo lubię pociągi, nie dziwi mnie na ogół, że są stare i wolno jeżdżą, bo na to trzeba po prostu pieniędzy. Natomiast przyprawia mnie do białej gorączki kompletna głupota (która np. objawiła się także dość widocznie także podczas pewnego majowego łikendu ). Dworzec w Katowicach wygląda obecnie jak hmm... powiedzmy, że dworzec w jakimś prowincjonalnym miasteczku garnizonowym podczas mobilizacji. Miasteczko jest małe, więc i dworzec niewielki. Ludzi gęsto. Panika, zden...

Konduktor Moroz

Pociąg zbliża się do Brześcia. Obładowani zakupami Białorusini tłoczą się przy wyjściu. Delikatne prawo dżungli: łokciem nikt nie popycha, ale zagap się na chwilę, na chwilę zapomnij o nierównym, nerwowym rytmie kroków na przód, a już zobaczysz przed sobą kogoś nowego. Konduktorka siedzi w swoim malutkim przedziale przy końcu wagonu. Jest gorąco, więc drzwi otwarte. W pomieszczeniu króluje lustro, do którego zawsze można spojrzeć, lub w ostateczności pić. Na stoliku pod oknem duży kubek z resztką zimnej już kawy, której kilka łyków spija jeszcze przed przyjazdem. Na piersi identyfikator i nazwisko: Moroz, dalej: imię i otczestwo. Mundur, czapka, a pod nią krótko obcięte włosy z pierwszymi oznakami siwizny. I wzrok: prosty, nieobecny, pogodzony. Pogodzony z teatrem, w którym uczestniczy. Ze świadomością, że te dumne metalowe i pozłacane spinki z symbolem białoruskich kolei to tylko żałosna bufonada. Patrzy trochę w ziemię, trochę za okno, gdzie rzędami stoją osie i koła. Tylko o...

Białorus juz nie rowerem, ale caly czas do przodu! [z trasy]

Wszystko byloby pieknie ladnie: spedzilem bardzo mile chwile na Folkowisku chodzac po lasach, sluchajac koncertow i opowiadan, a potem ruszylem na te moja Bialorus, na granice - do Terespola. Stasiuk bajdurzy o Chinach - jeszcze gotow o tym ksiazke napisac Jednak w Terespolu okazalo sie ze moj rower nie podziela mego entuzjazmu co do dalszej podrozy i ... pekla mu rama. Jak mawialem: w moich rowerach psulo sie dokladnie wszystko i wszystko dzieki temu umiem naprawic. Oprocz ramy. No i masz. Zlamana rama No i co. Rozpacze i lamenty oczywiscie sie odbyly: nici z bialoruskich wiosek, przysiolkow, przyrody, jezior, spania po lasach i jedzenia konserwy z cebula! No ale coz - trzeba zyc dalej. Podjalem decyzje o zamienieniu kawalka sakwy na plecak, zostawilem rower u Magdy kolo Bialej Podlaskiej (dzieki Magda!) i ruszylem na Bialorus pociagiem! Pociagiem! Morał Wojtek, prosze cie, kup se porzadny rower!