Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą z trasy

Paragwaj: aktualności z podróży

Tak się czasami zdarza – a w ostatnich latach: tak się zdarza zazwyczaj – że na stronie fizyk w podróży nowin o podróży znajdzie się niewiele. Pojawia się więcej esejów z pretensjami socjohistorycznymi, nagrań wideo niekoniecznie podróżniczych, no a przecież strona „w podróży” podobno, no to jak? Słuszna to pretensja! Wszak istnieją – nieliczni, ale jednak – osobnicy zainteresowani konkretnymi losami fizyka. Dla tej to grupy przygotowałem niewielkie podsumowanie ostatnich miesięcy spędzonych w Paragwaju (ostrzegam: tekst o nikłych walorach literackich i poznawczych). Tak by to wyglądało na mapie

Film grozy [wideo, z trasy]

Po ostatnim wpisie z trasy o rzeźnikach, aniołach i hamakach  (warto zajrzeć do tego wpisu raz jeszcze, zawiera dodatek!), dziś zapraszam na prawdziwą filmową historię z życia pod tytułem: ¨Takie jest życie¨. Prosto z Gran Sabany dla widzów z Polski! W rolę fizyka w podróży wcielił się znany i lubiany fizyk w podróży! Zapraszamy na seans! (bilety płatne przelewem na konto bankowe, reszty i paragonów nie wydajemy) Chociaż zawartość pozytywnej myśli w powyższym filmie może zostać uznana za niejednoznaczną, dalej było już tylko lepiej, co ilustrują poniższe zdjęcia. Więcej, m.in. o złamanej ramie, o tym jak się naprawia rower za pomocą sznurka i o szalonym Brazylijczyku-rowerzyście, w następnym odcinku Waszej ulubionej strony o podróżach! Polećcie znajomym, stryjowi i babce!

Rzeźnik, kierowcy, hamaki i aniołowie [z trasy]

Caracas. Na stacjach metra rząd reklamuje zwycięstwa rewolucji: wzrost dzieci wzrósł (a jakżeby inaczej) średnio o 1.8 centrymetra, jedzenie krajowych warzyw pewnikiem niepodległości, a żywienie stało się podług konstytucji prawem, a nie zwykłym biznesem. Plakaty z uśmiechniętym chłopcem pouczają o zasadach użytkowania podziemnego transportu, a na peronach pasażerowie posłusznie formują ogonki do wejść w wyznaczonych do tego sektorach. Potem wyjście z metra: wylewająca się jak płyn ludzka masa, która gęstnieje na ruchomych schodach, potem rozprasza się na wyjściowych bramkach i rozbiega na oddzielne strumienie biegnące do czterech wyjść, by tam wreszcie wypłynąć, ujśc do rwącej rzeki stołecznej ulicy, by zgrać się z jej bezsennie pulsującym rytmem. wygrałem. Nie ma tego w stolicach środkowoamerykańskich, ze względu na ich zmotoryzowanie. Nie ma w wielkej wiosce - kostarykańskim San Jose. Ten narkotyzujący pęd miasta, na który narzekasz, ale nie chcesz z niego wyjść. Który oska...

Wpis z Caracas [z trasy]

Zdaje się, że pomimo względnej aktywności piśmienniczej w ostatnim czasie ( Świat do góry nogami według Eduardo Galeano , Ameryka Środkowa: nauka powolnej jazdy czy Pożegnanie z Morzem Karaibskim ) właściwie dawno już mi się nie zdarzyło opisać co się właściwie ze mną dzieje. A to podobno czasem kogoś interesuje (tzn. tak mi kiedyś powiedział T. i od tamtego czasu piszę - od czasu do czasu - wpisy opatrzone znaczkiem [z trasy]). Mam dużo różnych notatek, urywków, impresji. To już czwarty zeszyt, który ze mną podróżuje. Trzy pozostałe i kilka książek, ciążą coraz bardziej w sakwach i proszą, by je wysłać do Polski. Pani Justyna z Caracas mówi, że teraz nie, bo na Boże Narodzenie kradną paczki najwięcej: tak na poczcie, jak i u kurierów. Może w styczniu? Piszę do Was z Caracas (nie mylić ze Skaracas, ska-jazzową grupą z Caracas, która jak nikt inny gra Watermelon Man, taaaaaa tatatata ta, Watermelon man...)

Aktualności: Koniec świata - Darien i ominięcie go wodą [z trasy]

W ostatniom czasie, znaczy się w ciągu ostatniego miesiąca mniej więcej, wydarzyło się rzeczy kilka, natomiast jakoś nie było specjalnie dużo internetu w zasięgu. Teraz też go nie ma za dużo, dlatego się streszczę fotograficznie. Po pierwsze to spędziłem sporo czasu w Ciudad de Panama, nabywając nowych umiejętności z kategorii "podróżowanie samoutrzymujące się" - szczegóły wkrótce w jakimś wpisie w stylu "jak zarabiać na podróż w czasie podróży:

Aktualności: kończąca się rzeka, koncert i króliki [z trasy]

Wpadło na stronę ostatnio kilka tekstów, zwykle opracowanych już z perspektywy czasu. Ale jak ja właściwie przedostałem się, dajmy na to, z San Salwadoru aż do Nikaragui? Zapraszam na fotograficzny skrót wydarzeń! Znów nie po drodze: zjechawszy z północy na południe Salwadoru jadę znów na północ, bo przeczytałem w gazecie , że La Palma to takie kolorowe miasteczko -  no rzeczywiście! A jak się jedzie do La Palmy, to krajobrazy są, jak powiadają na Bieżanowie, w trąbeczkę Przez północną część kraju udało sie przeprowadzić nową drogą: nie zaradzono jednak problemowi wściekłych królików, które ganiają Bogu ducha winnych rowerzystów po poboczach W okolicach Suchitoto: - I gdzie zamierzasz spać? - No, miejsca na placu jest dość! - Nie no, tak być nie będzie... Restaurację otwieramy rano o 8, pasi? Na rewolucyjnej ścieżce: w Cinquera nawet kościół ozdobiono łuskami bomb W Morazan leczę grypę mieszkając u młodego rękodzielnika: raz on gotuje banany, raz ja smażę ...

Aktualności: zmiana kraju, zmiana roku, zmiana bagażnika, same zmiany! [z trasy]

Tyle się pozmieniało, że chyba znowu czeka Cię, Drogi Czytelniku, długi post, a więc i pytanie: czytać, czy nie? Proponuję rzucić kostkę dwunastościenną i jeśli wypadnie 4, to czytaj. Jeśli nie masz kostki dwunastościennej, to załóżmy, że wypadło 4. Aktualności są takie, że jakiś czas temu trafiłem nad jezioro Atitlan (czyli tam, gdzie spotkałem Robetra i wymieniłem bagażnik ). Wybrałem się tam zdeterminowany, by odpocząć od odpoczywania. Znaczy się mianowicie, zamieszkałem w HOTELU. Właśnie TAK! Ooo, jakże chciałbym zobaczyć te oskarżenie o porzucenie backpackerskich wartości! Jednoosobowy pokój, łazienka prywatna, szerokie łóżko, obok kuchnia, wifi, a z tarasu zaopatrzonego w hamaki widok na otoczone wulkanami jezioro. O tak do Was pisałem: Wczasy na bogato (tak, jestem dziadem i nie zdarłem folii z lapa) Może należałoby dodać, że te luksusy kosztowały mnie 10zł (!) za dobę, więc spędziłem tam od razu doby cztery. Jezioro jak jezioro, ale mają tanie awokado. Uzależniłem się...

O tym, jak uciekali przede mną ludzie i inne historie z Gwatemali [z trasy]

Czasem bywa tak, że droga się kończy. Zarasta, jak w Meksyku , albo np. się zalewa, jak w Belize. A czasem wody jest na tyle dużo, że nie pozostaje nic innego jak wpakować się w mydelniczkę z Punta Gorda do Puerto Barrios i zmienić kraj z Belize na Gwatemalę. Z południowego Belize do Gwatemali drogi lądowej brak Gdy ktoś narzeka na drogi w Polsce to ostatnio zwykłem radzić, by wybrał się w Zakarpacie . Doświadczenia ostatnich dni nauczyły mnie jednak, że Gwatemalę radzić trzeba, że droga "wojewódzka" wcale nie musi być prosta, wcale nie musi mieć asfaltu i w ogóle nic nie musi. Ale jak zacznę mówić "ej idźse pan zobacz w Gwatemali jakie drogi majo" to zaraz będzie, że burżuj, że nie wiadomo co, opiernicza się, kasy ma jak lodu i do Gwatemali na wczasy jeździ. A tam burżuj, 300 euro za bilet do Meksyku, 300zł za rower z drugiej (albo i dalszej) ręki, kawałek się człowiek przejedzie i jest w Guate. 300 euro, dużo to, mało? A te ajfony, ajpady i co to jeszcze ta...

Aktualności: dwa nowe kraje i przyjaciele na pokładzie [z trasy]

Z internetem jak zwykle bida, a w Belize to już w ogóle bida wielka, więc będzie krótko. Najpierw, że ukazały się w tzw. międzyczasie dwa teksty gdzie indziej: 1.  Meksykańskie trzykołowce na Wolnym rowerze , 2.  Handlarze z San Cristobal na Peronie4 Belize City, wyspa ptasia Poza tym, to jestem obecnie w Belize, co oznacza, że już nie w Meksyku, a poza tym, że przeciąłem północną Gwatemalę. W Gwatemali zaś ludzie okazali się wspaniali, więc odetchnąłem nieco od nie-zawsze-przyjaźnie-nastawionych ludzi w Meksyku. Uśmiechają się aż miło. Albo weźmy taki drugi dzień w Gwatemali. Zajeżdżam pod sklep, na śniadanie zakupuję fasolę, bo co innego można jeść na śniadanie. Pan będziesz jechał dalej? A nie, zjem sobie tutaj. Aaa, to siadaj pan, siadaj - sadza mnie za stołem. Kawke pan lubisz? A no pewno! I leci do domu, żona, gringo przyjechał! To ja krzyczę, że polaco, a nie gringo, że Europa, a ten że świeta matko Bolka i Lolka, Europa, tak daleko, muy lejos, muy lej...

Pozdrowienia z wolnego kraju! [z trasy]

Hoho! Jak pewnie zauwazyliscie przez ostatni miesiac nie bylo zadnego posta. I nie bez powodu: przebywalem w Chinach, kraju, w ktorym takie uzytki jak fejsbuk,blogger czy youtube sa zablokowane. Czyli niby tak jak w Iranie, ale Iranczycy bardzo chetnie i zyczliwie intiernet odblokowuja, a Chinczycy nie. Ba, czasem w ogole w kafejkach internetowych odmawiaja obcokrajowcom skorzystania z internetu! Zaczynajac od najwazniejszych rzeczy: pamietajcie,ze Akcja kartka  jeszcze trwa: dzisiaj czy jutro mozecie jeszcze zamowic kartke z Kazachstanu, a nawet dluzej z kilku innych krajow. Poki co kartek mamy 11, ale postaralibyscie sie bardziej, he :>? A teraz w telegraficzno-fotograficznym skrocie o wydarzeniach ostatniego miesiaca. Po pewnych przygranicznych problemach przedarlem sie do Chin, gdzie spedzilem niemal tydzien w urokliwym Kaszgarze (co mi sie raczej nie zdarza, w sensie siedziec tyle w jednym miejscu). Perla Jedwabnego Szlaku ustawicznie niszczona przez Chinczykow jeszcze...

Sa takie chwile, czyli kawiarnia w Karakol [z trasy]

Po przeszlo trzech tygodniach podrozy czlowiek czasem chcialby nieco odpoczac. Sa takie chwile w zyciu podrozujacego, ze pragnie z serca calego jakiegos kontaktu ze swa cywilizacja. Np. zjesc cokolwiek, co nie jest baranina itp. Zacznijmy od tego, ze na wschod od Buga wszystko co ma w swej nazwie CAFE tudziez KOFE jest po prostu mala restauracja. W szczegolnosci w Kirgistanie w takich miejscach mozna zjesc najrozniejsze (czyli tak ze dwie, bo reszty juz/jeszcze/po prostu nie ma) potrawy z baraniny, napic sie herbaty. A gdy ktos nieswiadomy zamowi kawe czeka go w najlepszym razie jakies neskafe 3w1 czy podobne swinstwo funkcjonujace mylaco pod nazwa szlachetniejszego napoju. No wiec wchodze do przybytku o nazwie Karakol Kofe/Karakol Coffee (idac ulica Toktogul od Jakshilik Bazar w strone wylotu na Jeti Oguz, drugi budynek za skrzyzowaniem z Lenina, po lewej): a tam kawiarnia! Prawdziwa! Taka wiecie, z kawa! Nie z neskafe czy innym rozpuszczalnym prochem, tylko najprawdziwsza,...

Fotorelacja wydarzen biezacych - Kirgistan z poludnia na polnoc [z trasy]

Po pierwsze: pierwsze cztery karki Akcji Kartka zostaly wyslane! W Kirgistanie bede jeszcze jakies dwa tygodnie, potem Chiny, Kazachstan - komu kartke, komu? ->Zobacz szczegoly akcji.

Mein Kopf tut mir Weh [z trasy]

Z mojej wieloletniej nauki jezyka niemieckiego pozostalo w glowie kilka fraz jeno, w tym wlasnie tytulowa, znaczaca tyle, ze boli mnie glowa. Zaiste piekielne moce sprawily, ze akurat to pamietam i ze akurat jest to dobry tytul do niniejszego posta. Od mniej wiecej pol roku wszystkie moje podroze sie nie udaja. A to w Alpach przychodzi spac w igloo , a to schronisko okazuje sie zamkniete a pogoda paskudna i lisy atakuja , a to jeszcze kilka alpejskich wypraw nieudanych z roznych powodow, a to rower mi sie lamie w drodze na Bialorus ... Tym razem zawiodla glowa, i to wcale nie chodzi o wodke. W okolo dobe udalo nam sie zjechac z Biszkeku pod Pik Lenina, do bazy na Polanie Lugowej (Cebulowej, bo rosnie tam cebula, sriozna!), czyli z 600m n.p.m. na jakies 3800m n.p.m. Nastepnie, nie marnujac czasu, wlezlismy do obozu pierwszego na okolo 4,5 tysiaca metrow. Roznica niby nie duza, ale wystarczajaca... Po drodze mija sie przelecz, za ktora nie ma juz roslinnosci, a tlenu coraz mniej i ...

Białorus juz nie rowerem, ale caly czas do przodu! [z trasy]

Wszystko byloby pieknie ladnie: spedzilem bardzo mile chwile na Folkowisku chodzac po lasach, sluchajac koncertow i opowiadan, a potem ruszylem na te moja Bialorus, na granice - do Terespola. Stasiuk bajdurzy o Chinach - jeszcze gotow o tym ksiazke napisac Jednak w Terespolu okazalo sie ze moj rower nie podziela mego entuzjazmu co do dalszej podrozy i ... pekla mu rama. Jak mawialem: w moich rowerach psulo sie dokladnie wszystko i wszystko dzieki temu umiem naprawic. Oprocz ramy. No i masz. Zlamana rama No i co. Rozpacze i lamenty oczywiscie sie odbyly: nici z bialoruskich wiosek, przysiolkow, przyrody, jezior, spania po lasach i jedzenia konserwy z cebula! No ale coz - trzeba zyc dalej. Podjalem decyzje o zamienieniu kawalka sakwy na plecak, zostawilem rower u Magdy kolo Bialej Podlaskiej (dzieki Magda!) i ruszylem na Bialorus pociagiem! Pociagiem! Morał Wojtek, prosze cie, kup se porzadny rower!

Wojtek wrócił! [z trasy]

Witam z Polski! Bawię w naszym kraju nie od dziś (jak Miś, który zna się z dziećmi). Tak konkretnie to bawię od wczoraj. Cała podróż zajęła mi więc w sumie jakieś 4.5 dnia: wyjechałem w Tbilisi w niedzielę po południu, dojechałem w czwartek wieczorem (nie takim nawet późnym). W Krakowie zastałem droższe bilety MPK (a to spryciarze - w wakacje podwyższyli!) i brzydką pogodę. A pani w sklepie z chlebem stwierdziła, że chyba skądś wracam bo taki opalony jestem, czorny jak murzyn (co chciałbym jednocześnie zdementować). A dzisiaj przyjechałem do Wrocławia gdzie odbywa się Europejski Kongres Chałtury o którym ładnie napisał kolega Ziemkiewicz tutaj . Tak. A więc byłem już w dwóch tych miastach i ciągle się nadziwić nie mogę widokiem tych ludzi takich ładnie ubranych i chodników schludnych, czystych i równych (to ostatnie to raczej tylko we Wrocławiu, Kraków jest bardziej zainteresowany stawianiem postojów dla dorożek żeby centrum miasta było jeszcze bardziej czymś zapchane). No więc nie m...

No to wracam! [z trasy]

Zanim przeczytasz tego posta przeczytaj tez poprzedni bom tak szybko dodal jeden po drugim zes pewnie tamtego nie przeczytal (Czytelniku Drogi). Jestem w Tbilisi i jutro zaczynam wielki kom bak (czy cos)! Rano na 10 jeszcze wybiore sie do kosciola (jesli ktos jest zainteresowany informacja pt. msza w Tbilisi : kosciol sw Piotra i Pawla ul.Javakhishvili 55, wysiadka z metra przy Marjanishvili, msza po angielsku o 10 po angielsku, 11.30 po gruzinsku, 17 po lacinie w niedziele, 9 w dni powszednie lub katedra blisko pl. Wolnosci: Abesadze: niedziela 12, dni powszednie 18), potem metro na Didube ("dworzec" autobusowy w kierunku Gori), nastepnie 500 metro piechota w lewo kurodze na Gori i dalej Kutaisi i Batumi... Potem jeszcze z 3-4 tys. kilometrow przez Turcje, Bulgarie, Serbie (moze Rumunie?), Wegry, Slowacje (moze Czechy?) i Polska! Trudno powiedziec ile mi to zajmie. W zeszlym roku jechalismy z A. do Gruzji 6.5 dnia a z Iranu wracalismy tylko 3.5 dnia. W tym roku sam jecha...

No to wracam (oraz w Tuszetii jest pieknie) [z trasy]

Wlasnie wrocilem z Tuszetii - to chyba najpiekniejsze gory do wedrowek. Wspaniale krajobrazy (zielone pagory, osniezone spiczaste szczyty, granica z Czeczenia zawsze w zasiegu od kilku do pol kilometra), kamienne wieze strazniczem, wsie niczym twierdze (zlozone czesto zazwyczaj z jednego zamieszkalego domu) i sladowe ilosci turystow (w porownaniu do duzo bardziej znanej Swanetii). Lazilismy tam 5 dni, palilismy ogniska, jedlismy resztki wygrzebywane z plecakow i swiezy ser zakupiony we wsi Parsma. Bylo naprawde wspaniale. Jesli ktos chce kogos zarazic lazeniem po gorach niech go zabierze do Tuszetii - efekt murowany! Dojechalismy tam oczywiscie stopem - szalona podroz najpierw rozpadajaca sie lada a potem na pace jeepa poprzez gory, wodospady i takie tam rozne. Polecam (oczywiscie opisze to dokladnie pozniej...na pewno...!). A teraz kilka zdjec: Lada sie zepsula

Abchazja i Kazbek w jeansach [z trasy]

Nowe: zobacz poradnik "Jak wejść na Kazbek" ! A wiec (nigdy nie zaczynaj zdania, ba, w ogole niczego nie zaczynaj od "a wiec") ostatnio napisalem tylko troszke o Karabachu. Od tamtego czasu wiele sie bardzo wydarzylo wiec tymczasowo reszte opowiesci o Karabachu odsune na bok. Napomkne tylko ze spotkalem tam mniej lub bardziej przypadkowo Natalie i Michala (pozdrawiam), ze jest tam bardszo pieknie i generalnie mi sie podobalo. A na przyklad w Abchazji mi sie juz tak srednio podobalo. Sadzilem (z przekazow medialnych i opowiesci Gruzinow) ze jest to generalnie kraina podwyzszonego hardkoru, ludzie pochowani w krzakach z karabinami czy co. Otoz nie, nic z tych rzeczy (no jaka szkoda). Abchazja sklada sie w glownej mierze z 4 milionow ruskich turystow rozlozonych rzedem na plazy, noszacych blyszczace ruskie ubrania i w zasadzie niewiele wiecej tam do zobaczenia jest (lubicie szyk przestawny?). No gory sa jeszcze. I jest drogo. A wszystko wyglada jak hmm niewiem... ...

Maly problem w Karabachu [z trasy]

(ta notka miala pojsc dwa dni temu jednak z pewnych przyczyn technicznych idzie dopiero teraz) Teraz szybka notka w stylu wiesci z frontu. Nie bede sie rozpisywal o wszystkim - tylko ostatnie wydarzenia. Otoz wczoraj bylem w Agdamie. Niby w informacji turystycznej mowia ze nie mozna, ale wiadomo, ze to najwieksza atrakcja. Agdam to dosc duze miasto kompletnie zniszczone w walkach w '94tym. Jechalem ze Stepanakertu do Askeranu. Spytalem kierowcy czy to prawda ze do Agdamu jechac nie mozna. Stwierdzil ze mozna i ze wlasnie tam jedzie.Pojechalem, przeszedlem sie po miescie. Na prawde duze, piekne miasto z ciekawa architektura - a doszczetnie - co do domu - zniszczone. I martwe - zywej duszy. No moze od czasu do czasu jakis samochod przejezdzjacy do miasta za Agdamem lub patrol policji. Lub zolnierze. I zolnierze i policja machala mi tylko wesolo lapkami mowiac 'priwiet' wiec stwierdzilem ze widocznie nie jestem tu nielegalnie. Udalo mi sie wejsc na niezniszczony minaret mecz...

Armenio witaj (czy cos) [z trasy]

To jest drugi post ktory dzisiaj pisze, wiec tylko poinformuje ze jakby ktos nie zauwazyl to jest tez pierwszy, stricte zdjeciowy . A wiec (nigdy nie zaczynaj zdania od "a wiec") ostatnio skonczylem na tym ze jestem w Mashhadzie. Po Mashhadzie udalem sie do Gorganu gdzie goscilem u nauczyciela jezyka angielskiego. Jako ze byl co nieco zajety zlecil swojemu znajomemu aby obwiozl mnie po okolicy. Bylismy m.in. w Bandar Turkman gdzie widzialem Turkmenow (o skosnych oczach i kolorowym ubiorze) i kawalek wyschnietej ziemi. A wieczorem spotkalismy sie z kolejnym znajomym, ktory to znajomy skolei piknie gral na tarze. Odplyw w Bandar Turkmen nad Morzem Kaspijskim Prezencja i szyk - gra na tarze Po Gorganie udalem sie dalej na zachod. Zatrzymalem sie w Ramsar, gdzie wreszcie wykapalem sie w Morzu Kaspijskim, po czym zaczepil mnie jakis mlody autochton ktory zaprosil mnie do siebie. Spedzilismy razem troche czasu grajac na gitarze, chodzac po plarzy, jedzac. No i tak tez uzys...