Przejdź do głównej zawartości

Posty

Na południe II: La Pampa

Kiedy tylko wjechałem do prowincji La Pampa życie zaczęło mnie traktować jakby lepiej. No proszę powiedzieć: basen, wołowina, zaproszenie do domu. I do tego symboliczny napis informujący, że oto wjeżdżasz pan do legendarnej Patagonii. La Pampa, znaczy Patagonia, znaczy (jednak) La Pampa Z tą Patagonią to jest trochę naciągane, drwią w innych prowincjach. La Pampa się chce doczepić do Patagonii bo nie należy do żadnego z oficjalnie ustanowionych regionów turystycznych, jak Cuyo, Córdoba, NOA i Litoral. A Patagonia, wiadomo, ma światową renomę. Ale tak po prawdzie, to Patagonią określa się część Argentyny leżącą na południe od rzeki Colorado. La Pampa leży na północ. Ale z tymi basenami to akurat prawda! Tekst do odsłuchania także w formie podcastu: Prawdą jest również, że jak tylko wjeżdżasz do prowincji La Pampa drogą krajową numer 5 (ja tak z tymi numerami, bo w Argentynie ludzie naprawdę nimi sprawnie operują: zamiast powiedzieć ci, na przykład, jedź na Peuajó i tam...

Miniatura z rasizmem w tle

Matias ma 25 lat i mieszka w jednej z mniej zamożnych dzielnic Kordoby, drugiego co do wielkości miasta Argentyny. Sol, która skontaktowała mnie z Matiasem, wspomniała, że chłopak nie żyje w najlepszych warunkach. Rzeczywiście, ze znalezieniem jego domu nie miałem najmniejszego problemu. W rzędzie w miarę zadbanych budynków w zabudowie szeregowej —z zielonymi trawnikami, ogrodzeniem i nie tak dawno odnawianą fasadą— sczerniałe ściany i rozklekotane drzwi rzucały się w oczy. Rzucało się w oczy coś jeszcze: Matias ma wyraźnie ciemniejszą karnację, niż typowy mieszkaniec Kordoby. Historia do odsłuchania także w formie podcastu: —Pierwszy incydent z policją to było jak miałem 7 czy 8 lat —wspomina. Mieszka z ojcem. Ten podobno bił matkę —o tym opowiadała mi jeszcze Sol— więc kilka lat temu kobieta zostawiła rodzinę i uciekła. Ojciec jest technikiem, naprawia instalacje gazowe. W słabo oświetlonym korytarzu domu walają się gazrurki. —Matka wysłała mnie po chleb i mleko: ...

7 książek, które musisz przeczytać przed podróżą do Ameryki Łacińskiej

Nie jest tak, że to ja proponuję. To lud się domaga. Pojawiały się niejednokrotnie pytania dotyczące literatury, która mogłaby rzucić światło na enigmę Ameryki Łacińskiej. Wreszcie nadszedł czas, żeby coś  o tym  napisać. Wybór, który przedstawiam, jest —bez wątpienia— subiektywny i niekompletny. Żeby ograniczyć listę do siedmiu pozycji, kierowałem się następującymi zasadami. Po pierwsze: wybieram książki opisujące możliwie różnorodny i możliwie kompletny zestaw zagadnień (będzie to: psychologia, antropologia, historia, polityka gospodarcza, ludność rdzenna, współczesność). Po drugie: książki dostępne w internecie i/lub ogólnie uznane za istotne czy wręcz przełomowe (co za tym idzie: w większości, tzn. oprócz jednego przypadku, będziemy mieli do czynienia z książkami autorów, którzy odeszli już z tego świata, przez co możemy bez wyrzutów sumienia ściągać ich książki z sieci; w pozostałym przypadku autorzy sami udostępniają utwór). Po trzecie —jest to warunek tyleż oczywisty,...

Argentyńskie migracje a Rodolfo Kusch [z cyklu: "Dlaczego Argentyńczycy podróżują?"]

Gdy zadawałem sobie pytanie:  "dlaczego Argentyńczycy podróżują?" , pierwszą intuicyjną odpowiedzią było ich imigranckie pochodzenie. Drugie w kolejności przyszło mi do głowy pragnienie powrotu do natury: powód może mało oryginalny z punktu widzenia zurbanizowanej Europy, ale owszem, istotny na tle na ogół bardziej rolniczej Ameryki Łacińskiej. Natomiast pierwszą odpowiedzią, której nie przewidziałem, a która pojawiła się już w czwartym czy piątym wywiadzie, okazało się poszukiwanie wspólnoty. Gdy nagle te trzy kwestie —imigracja, natura i wspólnota— znalazłem wymienione jedna obok drugiej w książce Rodolfo Kuscha " América profunda " ["Ameryka głęboka", 1962, brak wydania polskiego] nie było innego wyjścia: teraz już musiałem siąść do komponowania pierwszego artykułu, w którym spróbuję przeanalizować kwestię podróżujących Argentyńczyków od strony teoretycznej. Bo jeśli do tej pory czułem, że może moje sądy i przeczucia są zbyt moje lub są zbyt przec...

Podróż w czasach zarazy

Miałem pisać o czym innym, ale ostatecznie nie na co dzień podróżuje się w czasach pandemii. Skoro już wszyscy mówią o koronawirusie, to podejrzewam, że ten temat zainteresuje Was najbardziej. Gdy dojeżdżał do Junin de los Andes jeszcze nie wiedział, że zostanie tam na dłużej (w tle po lewej: wulkan Lanin, 3747 m n.p.m.) Gdy przejeżdżałem przez Neuquen coś tam się słyszało, że w Chinach, że we Włoszech. Dalej mamy prawie 200 km samotnej drogi przez pustynię do Zapali, po drodze przystanek u pana Rubena co to mieszka w środku niczego, pilnuje świętego Zefiryna i szuka kamiennych ostrzy strzał po górach (to o nim miałem pisać, jeszcze o nim napiszę). --> Ten tekst został opublikowany dzięki wsparciu projektu  Fizyk w Argentynie  na portalu Patronite. Jeśli chcesz, by na stronie pojawiało się więcej tego typu tekstów, wspieraj ich autora! (klik) W Zapali już mówiło się, że są przypadki w Buenos Aires, w Cordobie, ale w dalszym ciągu cała afera koronawirusowa wydawa...