Trasą numer 3 kursują wielotonowe, wyładowane po brzegi ciężarówki w długiej drodze na południe. Na północ większość z nich wraca na pusto i to był punkt dla mnie. Jednocześnie miałem ze sobą rower i ciężkie sakwy, co razem z obawami związanymi z pandemią raczej nie zachęcało przejeżdżających kierowców, by się zatrzymać. Sam nie wiedziałem, jak wciągnę gigantyczny bagaż na naczepę. Przy drodze stanąłem koło południa, usytuowałem się przy stacji benzynowej. Czekałem chyba do siedemnastej. Ale —jak wiedzą wszyscy starzy autostopowicze— po długim oczekiwaniu zwykle wpadają najdalsze kursy. Pablo jechał do Trelewu: 900 kilometrów jednym rzutem. Zachód: bo jesteśmy na zachodzie Argentyny Od lat nie jeździłem stopem. Dosłownie. Ostatni raz łapałem auta na kolumbijskim pograniczu, kiedy usiłowałem wrócić do Wenezueli, a pogranicznicy z Cucuty nie bardzo chcieli mi na to pozwolić (anegdota znalazła się na kartach książki Upały, mango i ropa naftowa ). Lubiłem autostop. Wejść do kabiny cud...