Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą góry

Nowy Rok z widokiem na dżunglę

Że w Boliwii nie wszystko jest cztery tysiące metrów nad poziomem morza plus chłód i sól — to już wiemy . Ale że takie rzeczy, takie rzeczy...! Las Pozas Chiquitania — region bardziej kulturowy niż geograficzny we wschodniej części kraju, pełen drewnianych kościołów ukrytych w puszczy obrastającej przepastną równinę — nie należy do najbardziej znanych atrakcji Boliwii (i błąd, błąd). Położone poza głównym szlakiem Santiago de Chiquitos znane jest może jeszcze mniej. Aby tam dojechać, trzeba zboczyć z głównej trasy na brazylijską granicę i wspiąć się na górski grzbiet o płaskim szczycie — zupełnie podobny do wenezuelskich Tepui . Tam ukryło się niewielkie miasteczko na osiem przecznic, jeden kościół i festiwal muzyki barokowej od czasu do czasu. (Chyba kiedyś powinienem w końcu napisać coś więcej o jezuitach w Ameryce Południowej bo to taki wdzięczny temat. W każdym razie: owszem, uczyli miejscowych gry na skrzypcach). Mapeczka Niespodzianki się nie kończą, bo od przy...

Pico El Toro 4760m. n.p.m., śniadanie-nocleg-kolacja za 5zł i dlaczego turyści gubią się w Andach [zdjęcia, wideo, relacja, mapa, full wypas]

Do miasteczka Los Nevados, zagubionego między fałdami wenezuelskich Andów, można dostać się za pomocą komunikacji publicznej, w Meridzie popularnie zwanej jeep . Jak łatwo sie domyślić po nazwie, oznacza to, że będziemy jechać samochodem marki toyota . Odległość nie jest imponująca, ale stan drogi, która za El Morro zmienia się w gruntową, i różnica wysokości sprawia, że podróż trwa cztery godziny. Pakuję się na tyły terenówki razem z kilkoma miejscowymi, którzy wracają z hałaśliwego miasta na swoją spokojną prowincję. Przerwa na sikanie

Film grozy [wideo, z trasy]

Po ostatnim wpisie z trasy o rzeźnikach, aniołach i hamakach  (warto zajrzeć do tego wpisu raz jeszcze, zawiera dodatek!), dziś zapraszam na prawdziwą filmową historię z życia pod tytułem: ¨Takie jest życie¨. Prosto z Gran Sabany dla widzów z Polski! W rolę fizyka w podróży wcielił się znany i lubiany fizyk w podróży! Zapraszamy na seans! (bilety płatne przelewem na konto bankowe, reszty i paragonów nie wydajemy) Chociaż zawartość pozytywnej myśli w powyższym filmie może zostać uznana za niejednoznaczną, dalej było już tylko lepiej, co ilustrują poniższe zdjęcia. Więcej, m.in. o złamanej ramie, o tym jak się naprawia rower za pomocą sznurka i o szalonym Brazylijczyku-rowerzyście, w następnym odcinku Waszej ulubionej strony o podróżach! Polećcie znajomym, stryjowi i babce!

Beskid Honduraski [z trasy]

Sosny, mgła, zimno, zapach ziół i drewna, jeżyny po rowach, wszystko na swoim miejscu. Postuluję, aby do Makowskiego , Niskiego , Żywieckiego, Śląskiego, Małego i Sądeckiego dodać jeszcze Beskid Honduraski. Te 40 to na Radziejową?

Wulkan Acatenango, albo sztuka poruszania się gwatemalskim autobusem

Góra piękna. Tzn. wulkan piękny. Chociaż chyba wolę łańcuchy górskie, jak Karpaty Wschodnie , jak Tuszetia : na wulkan się wchodzi, z wulkanu się schodzi. Po łańcuchach się chodzi, to jest ta różnica. Ale żeby pod wulkan dojechać, trzeba użyć gwatemalskiego autobusu - to jest dopiero przygoda! "Dworzec" autobusowy w Antigua Guatemala, w dali wulkan Agua, który swego czasu eksplodował, a woda z jeziora w kraterze zalała byłą stolicę Gwatemali

Samotne zdobycie Kopca Kraka, a Afroweru zdobycie w towarzystwie

Góry to nie żarty. Gór lekceważyć nie można. Tu istotne są nie tylko umiejętności i rozwaga, także odpowiedni sprzęt jest konieczny, by bezpiecznie i z sukcesem zdobywać czy to Kazbek , czy Wołowiec , czy alpejskie szczyty . W tym roku, równolegle z akcją Polski Himalaizm Zimowy, ruszyła akcja Polskiego Alpinizmu Letniego . Przed jej uczestnikami stoją wyzwania niebywałe. Pierwszym z nich był szaleńczy atak na diabelnie niebezpieczne wzniesienie - Kopiec Kraka (271 m n.p.m.) . Zapraszam na relację filmową! Śmiałek, który zdobył się na chwalebny czyn samotnego wejścia na Kopiec Kraka (zwany również mną) wystąpił niedawno na II Plenerze Podróżniczym im. Kazimierza Nowaka , gdzie wspólnie z niejaką Gochą Nieciecką (polskie, państwowe i niepodległe Radio Kraków) zrealizował pierwszą w historii audycję Radia Boruszyn. I to na żywo. A częścią audycji radiowej był powyższy film (bo Radio Boruszyn jest bardzo nowoczesne i obsługuje również wizję). I pewnie to właśnie dzięki temu film...

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (3)

-Tak, tatuś był w Norwegii! -No fajnie, fajnie. -I w Niemczech był, a ty byłeś? -Ja... ja to stopem przez Niemcy przejeżdżałem, ale tak żeby być, to nie. -No, a tatuś był. Tatuś jeździł do tego kraju, co to nas chciał w czasie wojny zawojować [śmiech]! [I dodane ciszej, po chwili] ... razem z Polakami. odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Dzieci są chyba najlepszym barometrem nastrojów społecznych. Zwłaszcza te około pięcioletnie. Nie analizują specjalnie faktów, raczej powtarzają zasłyszane slogany. Więc co z tego, że Rościsław się zapierał, że u nich, w centralnej Ukrainie, to o Polakach się nie mówi raczej, że co prawda w zachodniej Ukrainie to się modlą do Bandery, ale on go uznaje za zwykłego bandytę. A jednak chyba bardziej słowa Miszy pozostają mi w pamięci. Żydowski cmentarz w Studene

Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (2)

-Na Wołowiec to którędy? -To... Zaraz będzie elektryczka na Użgorod, przez Wołowiec, chodź pan. -Ale nie, ja pieszo, jak pieszo na Wołowiec? -Aaa... No to cały czas prosto, wzdłuż torów, potem będzie taki most, to przed mostem w lewo no i tam to już pytaj dalej. odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | Bo rano wymyśliłem sobie, że muszę się znajdować blisko miejscowości Wołowiec, więc w ramach poznawania ukraińskiej wsi, przejdę się do Wołowca. Budzę się więc w tym namiocie, widze jak jeden staruszek prowadzi dwie krowy. Potem młodszy gość, też dwie, ale uciekają. Goni, wraca. A ja pytam co gdzie i ładuję przez Ławoczne i Oporec do Wołowca niby. I uwierzyć nie mogę, bo u nas takich długich wsi na takich zadupiach to chyba nie ma. Bo ciągną się te drewniane domy w dolinie bez końca. I każdy piękniejszy od drugiego. Droga jest szutrowa, więc trochę jednak dziadostwo, ale domy, w obejściu czysto, pomalowane, i to drewno, wszędzie drewno domu, wszędzie snopy siana. ...

Chińskie jezioro Karakol

Czy po Chinach da się jeździć stopem? Jasne, nawet w pięć osób. Chociaż kierowca tira nie był zachwycony, gdy do szoferki pakowała mu się już czwarta osoba. I do dziś nie wiem jakeśmy to wymyślili: cztery osoby w jednym, jedna osoba w drugim. Ten pierwszy chyba po prostu mniej stanowczy był. Nad jeziorem Karakol

Wejście na Kazbek - poradnik w pełni nieprofesjonalny

Zbliża się lato i niedługo rzesze młodych harpaganów uderzą do Gruzji i być może właśnie poszukują informacji: jak wejść na Kazbek . I chociaż sam na górze tej byłem aż dwa lata temu , to jeszcze nie zdążyłem napisać składnego poradnika . A toż właśnie niniejszym mi się to udało! Kazbek Dżins Expediszyn 2011 Zaznaczyć należy , że poradnik ten jest całkowicie nieprofesjonalny. Jeśli więc jesteś Czytelniku profesjonalistą, to ja proponuję zamknąć stronę, wyłączyć laptopa i kontynuować atak na Khan Tengri.  Po drugie : poradnik ma charakter typu "nie róbcie tego w domu", tzn. stosowanie się do wszelkich porad - tylko na własną odpowiedzialność (w przypadku osób niepełnoletnich wymagana jest pisemna zgoda rodziców). Ministerstwo Zdrowia wraz z ministrą sportu Anną Mucha ostrzegają: wchodzenie na Kazbek w dziurawych jeansach i skarpetkach na rękach szkodzi, tak ogólnie. -> Zobacz film instruktażowy o zdobywaniu gór wysokich Nasz cel: jego piękność Kazbek 5033...

Z kamerą wśród chińskiego Ałtaju

Stare chińskie przysłowie mówi: "Nie chodź z mapą samochodową w skali 1:2 000 000 po górach, w których nigdy nie byłeś, w których nie ma szlaków i w ogóle w których nic nie ma". I o tym właśnie będzie ta opowieść. A także o diecie górskiej w Chinach i różnych tam takich. Gdy byłem w Chinach, poszedłem w góry. Niestety, gdy wcześniej jechałem tirem przez pustynię Taklamakan - zepsuł mi się aparat. I to nawet nie od piasku. A zepsuł się tak, że nie można było robić zdjęć. Ale można było robić filmy, zapraszam więc na ałtajską (i nie tylko) składankę grejtest hits z widoczków, a potem (ale tylko dla tych, którzy obejrzeli!) na krótką opowieść. W północno-zachodnim skrawku Chin jest jezioro Kanas . Każdy Chińczyk (ten bogatszy) musi, po prostu MUSI je zobaczyć, w związku z czym koszt wejścia do lasu z jeziorem to 150 juanów, czyli jakieś 75zł. Nikt się jednak nie zraża, nie takie pieniądze Chińczycy mają, wobec czego autobus za autobusem - tysiące, czy pewnie i miliony...

Gorgany 2010

Impresje okołopopadiowe Niedawno odrobiłem pańszczyznę w postaci opisu obiecanego Świdowca z 2009 roku . Teraz czas na część drugą sagi rodu Palliserów o Karpatach Wschodnich (klik po informacje praktyczne) - Gorgany! Gorgany - duże jak Świdowiec, też na Ukrainie, bardziej jeszcze bezludne (choć zdarzają się lokalne zagęszczenia ludności w okolicach wsi Osmołoda i góry Sywula), ale cechujące się dodatkowo dobitnie dającą o sobie znać obecnością krwiożerczej kosodrzewiny. Transportowanie cielsk trzech uczestników wyprawy (Marcina, Wacioka oraz piszącego te słowa) przebiegało bez przeszkód. Na pewnej stacji kolejowej o 4 w nocy zakwitła przyjaźń między nimi a domorosłym producentem soku gruszkowego, a we wsi Osmołoda siedzący pod sklepem hultaj stwierdził, że ich zarejestruje. Zrobił to na odwrocie paragonu. A była to jesień roku Pańskiego 2010.

Świdowiec 2009

Świdowiec 2009? Zapytacie: "Czy mnie wzrok nie myli?". Nie myli! Tak, jest rok 2013, a ja chciałbym Wam opowiedzieć co się działo 4 lata temu w górach na zachodniej Ukrainie! Ostatecznie na tej nieszczęsnej podstronie Karpaty Wschodnie , gdzie znajdziecie różne praktyczne informacje o dojeździe itp . , napisałem, że pełna relacja się ukaże. No to się ukazuje. A było to dawno, dawno temu... Pójdziecie chłopcy tu, tu i tu... I tam spotka Was niedźwiedź!

Slajdy: Chiny i Kirgistan w Kolanku

W najbliższą środę 16 stycznia zapraszam do Kolanka na opowieści z Kirgistanu i Chin . Prawdą jest, że w listopadzie już nieco o tym mówiłem w Piwnicy pod Baranami , ale tym razem nie będzie tak ciasno jak w piwnicy no i mam nadzieję bez awarii sprzętowych, jak tam to się właśnie stało. Będą góry, barany (zwłaszcza jeden), Tien Szan, Pamir, autostop, zdjęcia, filmy, wielbłądy, jaki no i Wy mam nadzieję!  [ szczegóły pod plakatem ] Co: Ruski Kirgistan i muzułmańskie Chiny, czyli fizyk w podróży po wschodnich rubieżach Средней Азии Gdzie: Kolanko / Magazyn Kultury (Kraków-Kazimierz-Józefa 17) Kiedy:   środa 16 stycznia 2013 Godzina: 19.00 Ogłoszenie: link Wydarzenie na FB: link  Zapowiedź:   Jak można jeść baraninę na śniadanie, obiad i kolację? Jak (nie) wejść na siedmiotysięcznik? Czego jest więcej w Kirgistanie: koni, baranów czy ludzi? Wreszcie: jak się dogadać z Chińczykami, którzy jak ognia unikają języków obcych? I dlaczego oni, odwrotnie ...

Tien Szan - dzień 5

Dni 1 i 2 są tu, natomiast 3 i 4 tam . Pora zakończyć tę nierówną walkę: w dzisiejszym programie zapraszam Cię drogi Czytelniku na opis ostatniego, piątego dnia w Tien Szanie. W dolinie rzeki Jeti Oguz zaczyna się to, czego prawdziwi podróżnicy nie lubią najbardziej, czyli turyści. Ba, żeby tylko turyści. Niedzielni turyści! Bo nie wiem czy zauważyliście, ale w polskim internecie podróżniczo-turystycznym pojawia się raz na czas ostra dyskusja na temat tego kto to jest turysta a kto podróżnik. Ten drugi ma oczywiście uczulenie na tego pierwszego. Tu patrz np. Kwestionariusz Identyfikacji Elitarności Podróżnika . Scenka rodzajowa z kirgiskiego CPNu - panie, zatankuj pan osła!

Tien Szan - dzień 3 i 4

Po dwóch pierwszych dniach ruszamy dalej wgłąb Wolnej Republiki Koni i Baranów . Jako, że pochodzę z Wolnej Republiki Baranów, to dziwią mnie tylko konie [haha. ha. taki tendencyjny żart]. Znad cudownego jeziora Alakol schodzę do doliny rzeki Karakol. Po drodze mijam pozostałości po rosyjskich turystach. Na ten widok mój ogromny szacunek do tych ludzi rośnie jeszcze bardziej. Miejsce na namiot, które polecali mi napotkani Ruscy Droga ciągnie się w dół wzdłuż strumienia, który wycieka spomiędzy skał trzymających jezioro. Śmiesznie to wygląda, jak wielka wanna, z której powoli wycieka woda po kąpieli. To skojarzenie jest uderzające - nawet, jeśli żyje się w mieszkaniu z panelem prysznicowym jeno, a od miesiąca myje się w... no, jak tam wyjdzie. A jak nie wyjdzie, to nie.

Tien Szan - dzień 1 i 2

Po nieskładnym preludium ruszamy wreszcie w Tien Szan (uwaga, będzie 10 milionów zdjęć). Rankiem mijają mnie pasterze pędzący bydło w górę rzeki, więc i ja ruszam. W górę rzeki, chociaż nie tej co trzeba. Poszedłem najpierw w górę Aksu, potem przedarłem się przez grzbiet i znalazłem się we właściwej dolinie. Dlaczego? Bo tak mi powiedziała mapa. I to nie jedyny raz, kiedy delikatnie zrobiła mnie w konia - do doliny Araszan można iść od razu, bezpośrednio, ale jakbym tam poszedł nie spotkałbym zabłąkanego w lesie czarnego konia i nie patrzyłbym na dolinę w ten sposób: W dole rzeka Araszan Wspomnianą mapę można dostać w Biszkeku w Geoidzie na Kijowskiej 107. Sklepik jest dość ukryty, ale autochtoni widząc zdezorientowanych turystów w okolicach numeru 107 bez pytania wskazują ręką gdzie należy się udać. Mapa ta nie jest najlepsza. Trzeciego dnia spotkałem Francuza, który pokazał mi porządniejszą nieco. Było tam zaznaczone nieco więcej ciekawych tras, niż na tej z Geoidu (tam jes...

Tien Szan - preludium

-No ja djelaju awtostop, u mienia niet djeniek! -Dobrze, dobrze, nie trzeba, przecież razem będzie nam się weselej jechało! Tien Szan - prawdopodobnie najlepszy papier na świecie, jego faktura i gramatura nie mają sobie równych, w skuteczności powala każdą zewę softis czy nie softis czy co tam sobie chcecie No wreszcie jakiś ideowiec, nie trzeba się będzie przez całą drogą co jakiś czas tłumaczyć, że nie, nie, na pewno nie mam nawet 200 somów. A kto cię finansuje, państwo? Nie. Uczelnia? Nie. Rodzice? Nie. Mam stypendium. Ale małe. Więc nie mam nawet 200 somów dla pana. A ile w Polsce się zarabia? Srjednij, srjednij zaplat. 600 euro? To nie dużo! Ja w Moskwie... Bo w Kirgistanie każdy pracował w Moskwie. Dojazd do Karakol z Czołpon-Aty był więcej niż łatwy. Ale akurat skończył się ramadan, więc akurat wszystko było zamknięte. A akurat była sobota, a po sobocie akurat jest niedziela, więc akurat wszystko będzie zamknięte także jutro. Wyszurałem butami wszystkie uliczki opust...

Bishorn dwa razy nieudany

Kontynuując alpejski kącik dziś opowiem Wam drodzy radiosłuchacze jak to dwukrotnie nie wszedłem na Bishorn . Zważywszy na to, że jest to jeden z najłatwiejszych 4-tysięczników w Alpach, po nie wejściu na Pik Lenina chyba zacznę się specjalizować w nieudanych wejściach na łatwe góry. Ale czytajcie, nie będzie lipy ! Wchodzimy na czterotysięcznik - za Cabane de Tracuit na 3256m n.p.m. zaczyna się lodowiec, więc trzeba się profesjonalnie przygotować! Na szczęście jeden z członków naszej trzyosobowej załogi zwany Marcinem Stefanem zna parę węzłów i przeprowadza nam hardkorowe szkolenie, zarejestrowane przez naszych reporterów:     Po takim instruktażu każdy młody junak smutek zwalczy i strach , nie zadrgnie jak liść osiki przed żadną szczeliną w lodowcu! Ale zacznijmy od początku:

Subiektywny rzut oka na Kirgistan (czyli podsumowanie)

Subiektywny rzut oka na Kirgistan W sierpniu wspólnie z Michałem i Natalią udaliśmy się do Kirgistanu zdobyć siedmiotysięczny Pik Lenina . Moi towarzysze wrócili do kraju po miesiącu, ja natomiast skierowałem się autostopem do zachodnich Chin , gdzie minął mi wrzesień . Wróciłem – nadeszła pora na jakieś podsumowanie – zacznijmy od Kirgistanu ! No i gdzie to podsumowanie? Tym razem opublikowałem je zewnętrznie, na portalu Peron4 . Pełny tekst artykułu znajdziecie tutaj (klik) . Pik Lenina, jurty i duże ilości niczego